ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (500) / 2024

Magdalena Kempna-Pieniążek,

SMOCZNY KĄSEK (SMOCZY PARYŻ)

A A A
Mówi się o nich, że są chciwe, skąpe i nade wszystko kochają złoto; że są żarłoczne, brutalne i mordują dla przyjemności; i że bardzo trudno jest je zabić – a przynajmniej było, w większości legend bowiem (przynajmniej na Zachodzie) już dawno wyginęły lub zostały wybite przez zesłanych z nieba archaniołów, dzielnych rycerzy lub rezolutnych krakowskich rzemieślników. A może tylko tak nam się wydaje…? Może wygodniej jest dla wszystkich – i dla ludzi, i dla smoków – udawać, że tak właśnie się stało…?

W powieści graficznej Joanna Sfara i Tony’ego Sandovala smoki – niczym ludzie – potrafią być brutalne i żarłoczne; niczym ludzie także ulegają swoim pragnieniom, popełniają błędy i miewają rewelacyjne poczucie humoru. Nie są szczególnie łase na złoto, a w przypadku braku baraniny zadowolą się sałatą z przykościelnego ogródka. Temperament mają jednak, co wydaje się naturalne, wyjątkowo ognisty – i w wojnie, i w miłości jeńców nie biorą. Daleko im też do popkulturowych maskotek – prędzej dadzą się na całe stulecia zamienić w posągi, niż będą pełnić u boku ludzi rolę sympatycznych zwierzaków czy mądrych przewodników. To prawda, że są stare, ale mądre niekoniecznie; już raczej cwane. Nade wszystko zaś kochają spać. I biada temu, kto zakłóci ich sen.

Właściwa akcja „Smoczego Paryża” rozpoczyna się, gdy kruchy rozejm między ludźmi a smokami zawisa na włosku z powodu pewnej niepokornej hawajskiej (a może karaibskiej lub maoryskiej? – narrator tej historii jakoś nie może się zdecydować) księżniczki i jej ukochanej syreny. Tysiąc lat wcześniej krwawa i okrutna wojna między rycerzami i smokami zakończyła się dzięki genialnemu pomysłowi mnicha Mabillona, który zgodził się ukryć w swym klasztorze pewnego smoka. Od tego czasu smoki zmienione w rzeźby spokojnie spały, a ludzie składali im coroczne ofiary ze stworzeń wyższej magii (szewc Skuba raczej by na to nie wpadł, prawda?). Tak było do 1900 roku, w którym to siłaczka Kapa’akea postanowiła uratować pewną umierającą syrenę. Brak stosownej ofiary spowodował wówczas przebudzenie smoków, nie bez przyczyny określane także mianem apokalipsy.

„Smoczy Paryż” to powieść graficzna, która – i jest to jej zaleta, nie wada! – żadnych ram się nie trzyma. Twórcy raz po raz przełamują baśniowy klimat dowcipami odsyłającymi do współczesności, biblijne aluzje topią w transgresyjnej erotyce i wyposażają swoje postaci w przynajmniej częściową świadomość fikcjonalności (a nawet komiksowości) świata, w którym funkcjonują. Taka strategia sprawia, że „Smoczy Paryż” wydaje się nie tyle spójną opowieścią, co kłębowiskiem historii, które kiedyś i gdzieś się zaczęły (nie zawsze wiadomo kiedy i gdzie dokładnie) i zrządzeniem losu splotły się ze sobą w dziwaczny supeł nad Sekwaną na przełomie XIX i XX wieku. W efekcie fabuła i cały świat przedstawiony wyglądają jak pozszywane ze strzępów, skrawków czy kąsków rozmaitych narracji, kompletnie ze sobą przemieszanych i przemieszczonych względem czasów swojego powstania: jedna z nich dotyczy pewnego pięknego, lecz przeklętego miecza, inna przedwiecznej syreny, jeszcze inna niejasnej relacji Kapa’akei z rekinami, kolejna niewiadomych powodów, dla których mnich Mabillon zasnął smoczym snem (mimo iż smokiem nie jest), najciekawsza zaś tego, kto jest narratorem tej opowieści, dlaczego przemawia z czasów nam współczesnych i do kogo w zasadzie kieruje swoją wypowiedź.

„Smoczy Paryż” ma w sobie coś z surrealistycznego dowcipu. Czas i przestrzeń nie są w nim żadnymi pewnikami, stan historycznej, kulturowej i społecznej świadomości bohaterów jest płynny, a ostatecznie kontrolę nad wszystkim i wszystkimi przejmują ukryte żądze i pragnienia osób zamieszanych w przedstawione wydarzenia. W pewnym sensie historia opowiedziana przez Sfara i Sandovala to apoteoza siły witalnej, pragnienia życia, przetrwania i wyraz przekonania, że jedynym skutecznym remedium na wszechobecne destrudo jest nieposkromione libido. Tak, tak – „Smoczy Paryż” to przykład nurtu monster erotica, może nieszczególnie dosadny, ale jednak (przynajmniej w warstwie werbalnej) zdecydowanie dosłowny. Płciowa nieokreśloność smoków, queerowość Kapa’akei i nimfomańskie zapędy syreny mogą przyprawić o wstrząs miłośników i miłośniczki tradycyjnej interpretacji legendy o Smoku Wawelskim oraz baśni o Małej Syrence, to jednakże, co zostaje eksplicytnie wyłożone w fabule, w warstwie graficznej dawkowane jest taktownie i z umiarem.

Świetnie zbalansowane zostały tu zresztą nie tylko dosadność i metafora, romantyzm i erotyka czy humor i okrucieństwo, lecz także dwie autorskie poetyki. „Smoczy Paryż” to wszak unikatowy efekt współpracy artystów o wyrazistym stylu: francuskiego rysownika Joanna Sfara (występującego tutaj w roli scenarzysty), znanego w Polsce za sprawą „Kota rabina” czy „Klezmerów”, oraz meksykańskiego twórcy „Doomboya”, Tony’ego Sandovala (tutaj odpowiedzialnego za rysunki i kolory). Lektura tej nietuzinkowej historii o apokaliptycznych konsekwencjach miłości pewnej egzotycznej księżniczki i tajemniczej syreny z pewnością będzie smacznym kąskiem dla miłośników i miłośniczek zarówno pierwszego, jak i drugiego z autorów.

Stworzona przez Sfara i Sandovala wizja Paryża, po którym wraz z postaciami przemieszczamy się od samego szczytu Katedry Norte Dame po tunele metra i kanały, jest tak – nomen omen – magiczna, że wyobrażam sobie, iż – przynajmniej w przypadku niektórych czytelniczek i czytelników – naturalną konsekwencją tej lektury mogłaby być wycieczka do Krakowa w celu sprawdzenia, co też śni się Smokowi Wawelskiemu. I – wiecie co? – może to dobrze, że Warszawska Syrenka nie znajduje się w jego bezpośrednim sąsiedztwie. „Smoczy Paryż” przekonuje bowiem, że zarówno wojenne, jak i miłosne gry między ludźmi, smokami i syrenami rzadko kończą się bez licznych ofiar śmiertelnych.
Joann Sfar, Tony Sandoval: „Smoczy Paryż” („Le Paris de Dragons”). Tłumaczenie: Wojciech Birek. timof comics. Warszawa 2024.