MOJE ŻYCIE BEZE MNIE (KARMEN)
A
A
A
Hiszpan Guillem March dał się poznać z jak najlepszej strony jako współtwórca „Moniki”, „The Dream” czy serii „Joker. Polowanie na klauna”, ilustrując także perypetie takich postaci jak Batman, Catwoman czy Szpon. Osobom ceniącym nietuzinowy styl tego artysty nie muszę rekomendować „Karmen”, która w warstwie wizualnej jest totalnym odlotem – w każdym tego słowa znaczeniu.
Bohaterka utworu to sympatyczna, choć cierpiąca z powodu źle lokowanych uczuć Catalina, która od dobrych dwudziestu lat przyjaźni się z lekkoduchem Xisco: młodzianem mającym ewidentne problemy z określeniem, z kim tak naprawdę będzie chciał iść dalej przez życie. O tym, że obecna sytuacja Cataliny nie jest godna pozazdroszczenia, przekonuje fakt, że jej ciało znajduje się w wannie, zaś jej eteryczna istota (w stroju Ewy) siedzi na sedesie, kontemplując krew spływającą z przeciętego nadgarstka. Przy czym sama zainteresowana nie jest świadoma, że wkroczyła w inny wymiar egzystencji – prawda dociera do niej stopniowo, wraz z pojawieniem się tytułowej Karmen (piegowatego rudzielca w kostiumie kościotrupa), będącej jedną z funkcjonariuszek Zaświatów. Opuszczając kamienicę w Palma de Mallorca, Catalina odbywa (nie tylko) powietrzną eskapadę, dbając o to, by za często nie wpadać na innych ludzi (którzy co prawda jej nie widzą ani nie słyszą, aczkolwiek poprzez przypadkowy dotyk mogą zdradzić bohaterce swoje sekrety), ale przede wszystkim chcąc ponownie spotkać się z Xisco.
Okraszona sporą dawką słownego humoru „Karmen” to urokliwa przypowieść o życiu, śmierci i nieoczekiwanej drugiej szansie, ale także smutna narracja o zawiedzionym zaufaniu, samotności oraz ucieczce przed rozczarowaniami. Sprawny scenariusz zyskuje kapitalną asystę w postaci oprawy wizualnej. Realistyczna, lekko uproszczona kreska Hiszpana swobodnie lokuje postaci w obrębie poszczególnych plansz, serwując przy okazji fantastyczne ujęcia z lotu ptaka. Szczególne wrażenie robią całostronicowe kadry oraz rozkładówki podkreślające urbanistyczne oraz architektoniczne aspekty miasta. Przebogata gama emocji malująca się na twarzy Cataliny czy wizja Zaświatów budzących skojarzenia z kompozycjami przestrzennymi Mauritsa Cornelisa Eschera dopełniają plastyczny walor tego albumu, w którym dominują różne odcienie różu, niebeskiego oraz szarości.
Oniryczne, poetyckie, budzące wzruszenie, ale i uśmiech: nie pożałujecie spotkania z „Karmen”.
Bohaterka utworu to sympatyczna, choć cierpiąca z powodu źle lokowanych uczuć Catalina, która od dobrych dwudziestu lat przyjaźni się z lekkoduchem Xisco: młodzianem mającym ewidentne problemy z określeniem, z kim tak naprawdę będzie chciał iść dalej przez życie. O tym, że obecna sytuacja Cataliny nie jest godna pozazdroszczenia, przekonuje fakt, że jej ciało znajduje się w wannie, zaś jej eteryczna istota (w stroju Ewy) siedzi na sedesie, kontemplując krew spływającą z przeciętego nadgarstka. Przy czym sama zainteresowana nie jest świadoma, że wkroczyła w inny wymiar egzystencji – prawda dociera do niej stopniowo, wraz z pojawieniem się tytułowej Karmen (piegowatego rudzielca w kostiumie kościotrupa), będącej jedną z funkcjonariuszek Zaświatów. Opuszczając kamienicę w Palma de Mallorca, Catalina odbywa (nie tylko) powietrzną eskapadę, dbając o to, by za często nie wpadać na innych ludzi (którzy co prawda jej nie widzą ani nie słyszą, aczkolwiek poprzez przypadkowy dotyk mogą zdradzić bohaterce swoje sekrety), ale przede wszystkim chcąc ponownie spotkać się z Xisco.
Okraszona sporą dawką słownego humoru „Karmen” to urokliwa przypowieść o życiu, śmierci i nieoczekiwanej drugiej szansie, ale także smutna narracja o zawiedzionym zaufaniu, samotności oraz ucieczce przed rozczarowaniami. Sprawny scenariusz zyskuje kapitalną asystę w postaci oprawy wizualnej. Realistyczna, lekko uproszczona kreska Hiszpana swobodnie lokuje postaci w obrębie poszczególnych plansz, serwując przy okazji fantastyczne ujęcia z lotu ptaka. Szczególne wrażenie robią całostronicowe kadry oraz rozkładówki podkreślające urbanistyczne oraz architektoniczne aspekty miasta. Przebogata gama emocji malująca się na twarzy Cataliny czy wizja Zaświatów budzących skojarzenia z kompozycjami przestrzennymi Mauritsa Cornelisa Eschera dopełniają plastyczny walor tego albumu, w którym dominują różne odcienie różu, niebeskiego oraz szarości.
Oniryczne, poetyckie, budzące wzruszenie, ale i uśmiech: nie pożałujecie spotkania z „Karmen”.
Guillem March: „Karmen”. Tłumaczenie: Aleksandra Kwiecińska. Scream Comics. Łódź 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

