ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (500) / 2024

Szymon Grabiński,

OSTATECZNIE TEN SAM CHŁOPIEC (CZESŁAW MIŁOSZ: 'ZIEMIA ULRO')

A A A
Powszechnie uważa się, że osoba usiłująca nadać sens otaczającej ją rzeczywistości może posłużyć się w tym celu rozumem lub intuicją. Przeciwieństwo tych trybów poznania niekoniecznie jednak jest czymś, co powinno zostać przez nią rozwiązane, niekoniecznie musi ona wybrać tylko jeden z nich i zanegować drugi. Uznanie zbieżności tego, co wzajemnie sprzeczne, może okazać się sposobem na wzmocnienie siły z jaką doświadczamy świata. Opisywana opozycja w literaturze polskiej uzyskała swoje najsławniejsze zestawienie w postaci par „czucia i wiary” oraz „szkiełka i oka”.

„Odpowiedzialny” za nie Adam Mickiewicz jest jednym z bohaterów „Ziemi Ulro”, książki eseistycznej Czesława Miłosza, powstałej w połowie lat 70. kontynuacji „Zniewolonego umysłu”. Wydana po raz pierwszy jako 280. tomserii Biblioteka„Kultury” w 1977 roku, od niemal półwiecza pozostaje tekstem frapującym (przypomnieć wystarczy recenzje Stanisława Barańczaka w „Zapisie” i Konstantego Jeleńskiego w „Kulturze”, które na szczerość Miłosza odpowiadały wyrazami krytycznej bezradności i odsłonięciem się w postaci osobistych wyznań), przykładem intelektualnej autobiografii, rozpiętej między pytaniami o siebie, w tym o źródła własnego światopoglądu, a pytaniami o kondycję człowieka, o wpływ zunifikowanych, roszczących prawo do wyłączności, perspektyw na organizację doświadczenia.

Miłosz, opowiadając o swojej fascynacji Mickiewiczem, Dostojewskim, Swedenborgiem, Blakiem i dalekim krewnym Oskarem Władysławem Miłoszem (O.W.M.), opowiada jednocześnie o wspomnianej wyżej parze antagonizowanych sposobów poznania: poznaniu rozumowym, które w opisywanej przez Miłosza kosmologii autora „Kominiarczyka” ucieleśnione zostało w postaci Urizena, i intuicyjnym, tamże reprezentowanym przez Urthonę. Podążając za częściowo podzielaną z nim wizją, dowartościowuje ten drugi, wiązany z wyobraźnią, na przekór dominującemu pierwszemu, totalizującemu, wskazując na konieczność nie tyle zachowania, ile ponownego odkrycia produktywnego napięcia je łączącego. Miłosz dostrzega tożsamą tendencję, pisząc: „znajdowałem u Blake’a podobną, wtedy przeze mnie tylko odgadywaną wiedzę o podwójnym wchłanianiu przez nas świata” (s. 217).

Heterogeniczności tematycznej eseju odpowiada heterogeniczność strukturalna, konfesyjne fragmenty o samotności i cierpieniu emigranta towarzyszą na przestrzeni czterdziestu jeden rozdziałów różnej długości m.in. fragmentom referatu naukowego, tłumaczeniom wypisów z korespondencji O.W.M. i seriom dygresji (wśród nich rozważania o Gombrowiczu i Becketcie). Niewątpliwie atrakcyjny pozostaje przystępny styl wywodu noblisty, Miłosz zwraca się do wyobrażonych czytelników w postaci „nielicznych Polaków polujących na szare okładki wydawnictw paryskiej »Kultury«” (s. 342) z pozycji pasjonata, dzielącego się swoimi obsesjami, jakby chciał oddać w wielokierunkowym kształcie wywodu element Urthony, raczej otwierać, aniżeli zamykać dyskurs toczony wokół przywoływanych zagadnień.

W ramach trwających obchodów Roku Czesława Miłosza wydawnictwo Znak zainaugurowało serię kolekcjonerskich edycji dzieł autora. Drugą, po „Ocaleniu”, wznowioną książką jest właśnie „Ziemia Ulro”, poszerzona względem poprzedniego wydania krytycznego o przedmowę Olgi Tokarczuk. Fakt to niebagatelny, odnotowywany nie tylko na obu stronach okładki zaprojektowanej przez Łukasza Piskorka, przedstawiającej na przodzie obrócony o dziewięćdziesiąt stopni obraz Magdaleny Laskowskiej (malarki znanej z oszczędnych, realistycznych płócien w stylu Davida Hockneya, której praca czyni z nowego wydania coś na kształt coffee table book), ale również w dystrybucji internetowej, co ma zapewne na celu poprawienie marketingowego pozycjonowania poety (podporządkowywanie się algorytmom wyszukiwarek świadczy, zdaniem Tokarczuk, o życiu w Ulro). Osoby skuszone sygnaturą noblistki mogą zawieść się objętością jej komentarza (tylko osiemnaście stron!), te, które wolą noblistę – przesunięciem „Przypisu po latach” z początku na koniec, a te, które wypatrywały Józefa Sadzika – nieuwzględnieniem obecności jego przedmowy, towarzyszącej „Ziemi Ulro” od pierwszego wydania w paryskiej „Kulturze”, na okładce książki (w środku jest).

Wokół samego eseju zrobiło się w międzyczasie tłoczno. Miłosz, dwadzieścia dwa lata po wydaniu emigracyjnym, dostarczył wydaniu w serii dzieł zebranych szeregu informacji dotyczących okoliczności powstania utworu, pisał o frustracji, która towarzyszyła pracy nad nim, wywołanej etykietą tłumacza i specjalisty od komunizmu, przypinaną mu wówczas przez anglojęzyczną publiczność, o poruszanych tematach i inspiracjach. Zwracał szczególną uwagę na wpływ dyskusji, toczonych ze studentami podczas prowadzonych na uniwersytecie zajęć, na ostateczny kształt dzieła. Przedmowę Sadzika komentuje, wspominając, że „jest głęboka i w znacznym stopniu się z nią zgadzam, w każdym razie pokazuje, »jak to się je«” (s. 343).

Na tym tle interesująco wypada czekające na osobę czytającą nowe wydanie i zestawienie przedmów. Esej, który Sadzik „jadł” Heideggerem, Tokarczuk „je” Jungiem. Jej wstęp pozbawiony jest nieznośnego tonu pochwalnego, który odnajdujemy u pallotyna, a wskazówki interpretacyjne nie są przez nią proponowane tak kategorycznie. Tam, gdzie Sadzik widział zbieżność Miłosza i Heideggera, Tokarczuk dostrzega zaledwie pewne analogie, które łączą systemy organizacji świata proponowane przez Junga i Blake’a; odpowiada na wahanie Miłosza własnym, choć nieco przesuniętym, wahaniem pisanym z innej pozycji. To przesunięcie dostrzec można również w próbach aktualizacji; udanych, gdy zmienia ona miłoszowską opozycję rozumu i wyobraźni w opozycję prawdy i fikcji, krytykując zerojedynkowość rozróżnienia i dowartościowując to, co pomiędzy (również za sprawą odwołania do greckiej kategorii metaksy, lokując tam fikcję, przeciwstawioną postprawdzie i kłamstwu); mniej udanych, gdy wymieniając, czym jest Ulro dziś, zdanie po zdaniu przypisuje jej cechy mediów społecznościowych i topografię zniszczonej wojną Ukrainy.

Pozostało wytłumaczyć się z tytułu. W ostatniej części eseju Miłosz pisze: „Jestem ostatecznie tym samym chłopcem, który w szkolnej ławce nie słyszy żadnych słów nauczyciela, tylko monotonne bzykanie i, zupełnie nieobecny, godzina za godziną wypełnia zeszyty fantastycznymi rysunkami swoich idealnych krajów: ich granice, ich jeziora i rzeki oznaczają, że zajmuję się organizowaniem przestrzeni, ale także, że pokonuję czas teraźniejszy, bo są to kraje takie, jakie kiedyś powinny być” (s. 336-337). Nawet jeśli nasze wizje przyszłych krajów się różnią, myślę o tym chłopcu, gdy, wracając ze spaceru, mijam sklep z zabawkami „Drewniane Co Nieco”. Rozglądam się po półkach w poszukiwaniu wiewiórki z dykty – ale dostrzegam tylko pluszową.
Czesław Miłosz: „Ziemia Ulro”. Przedmowa: Olga Tokarczuk. Wydawnictwo Znak. Kraków 2024.