ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 października 20 (500) / 2024

Luiza Stachura,

ŚWIAT(Y) W MINIATURZE (LAO SHE: 'CZŁOWIEK, KTÓRY NIGDY NIE SKŁAMAŁ')

A A A
Pod koniec września 2024 roku – aż chce się zawołać: wreszcie po tylu latach! – na polskim rynku wydawniczym pojawiło się jedenaście krótkich form prozatorskich (z czego dziesięć nie było dotąd tłumaczonych na język polski) autorstwa przenikliwego obserwatora ludzkiej natury, świetnego chińskiego pisarza Lao She (老舍; właściwie Shu Qingchun, 舒慶春; 1899-1966; zgodnie z zapisem dalekowschodnim nazwisko poprzedza imię). Tom zatytułowano od jednej z opowieści „Człowiek, który nigdy nie skłamał” (oryg. 不说谎的人), a tłumaczeń dokonała sinolożka Marta Torbicka. Utworem, który doczekał się już co najmniej trzeciej publikacji w polskich wyborach chińskich dzieł, jest wstrząsający „Sierp księżyca” – z języka chińskiego przełożony przez sinologa Olgierda Wojtasiewicza (1916-1995) (ukazał się zarówno w zbiorku „»Ryksza« i inne opowiadania” [Czytelnik, 1953], jak i w antologii „»Pewnej nocy«. Nowele chińskie z lat 1911-1953” [Czytelnik, 1954]). W polskim tłumaczeniu dostępne są również: sześć miniatur literackich „W cieniu Świątyni Wielkiego Miłosierdzia” (PIW, 1965), dwie wyborne powieści „Niezrównany pan Czao Tsyjüe” (Książka i Wiedza, 1950) i „Rozwód” (Książka i Wiedza, 1964) oraz rozproszone fragmenty dzieł chińskiego pisarza w czasopismach, jak „Notatki z kociego grodu” („Literatura na Świecie”, nr 8/1983). Utwory Lao She mają to szczęście, że w większości na język polski były przekładane bezpośrednio z języka chińskiego. Dlatego tym ciekawiej jest zestawić najnowsze tłumaczenie Marty Torbickiej z przekładami sprzed sześćdziesięciu i siedemdziesięciu lat Olgierda Wojtasiewicza, Tadeusza Żbikowskiego, Witolda Jabłońskiego czy Teresy Lechowskiej, by móc usłyszeć brzmienie narracji chińskiego pisarza we współczesnej, bardzo ładnej polszczyźnie oraz dostrzec, jak aktualne są opowieści Lao She, jak błyskotliwie autor ujmuje, eksploruje, puentuje różne wymiary, pierwiastki rzeczywistości, szczególnie ludzkie charaktery i osobowości.

Krótkie formy prozatorskie są wymagające, niezmiernie zależne od warsztatu literackiego, precyzji, umiejętności wykorzystywania rozmaitych środków, możliwości, zdolności (de)konstruowania, świetnego słuchu, bystrej obserwacji, wychwytywania złożonych elementów, pierwiastków świata, a następnie ich (de)montowania. Lao She doskonale – można zaryzykować twierdzenie, że zdecydowanie lepiej niż w powieściach – odnajduje się w mikrotekstach, miniaturach literackich, nowelach, opowiadaniach. Gra perspektywami, paralaksami, lekkimi odchyleniami, fragmentarycznością, kontrastami, lustrzanymi odbiciami, paralelizmami. Stopniuje napięcie, dawkuje informacje w dużej mierze dzięki retrospektywnym obrazom, reminiscencjom, sięga między innymi po rozmaite komizmy (za pomocą których obnaża autentyczne poglądy, postawy, emocje), technikę obrazowania i montażu zbliżoną do filmowej czy gradację. Wyśmienite w utworach chińskiego pisarza są zwłaszcza puenty, zakończenia czasem odwracające, wywracające na nice czytelniczy ogląd, rozbijające wyjściowe założenia. W ironicznych, humorystycznych, prześmiewczych, karykaturalnych, niekiedy nieco groteskowych portretach bohaterów rozbłyskują ciepło, sympatia, życzliwość autora wobec człowieka. Zarówno tego, który próbuje przeżyć po swojemu życie, nierzadko okłamując tyleż innych, ile samego siebie, by świat się nie rozpadł, jak i tego zbliżającego się do upadku, zrozpaczonego, zrezygnowanego, rozczarowanego tym, że światem rządzą pieniądze, a ulotną „walutą” jest ciało. Owa druga perspektywa najpełniej wybrzmiewa w przypadku kobiet – reifikowanych, sprowadzanych do roli rzeczy, przedmiotu handlu, narzędzia, przyjemności dla mniej czy bardziej bogatych mężczyzn, lalki, igraszki, zabawki, która po upływie czasu staje się „zepsuta”, więc wyrzuca się ją na śmietnik, obrzeże, margines(y) rzeczywistości.

Warto podkreślić różnorodność literackich wizerunków kobiet i mężczyzn, które odnajdziemy w (mikro)prozach Lao She, co przekłada się na szerokie spektrum problemów społecznych, rodzinnych i jednostkowych, prywatnych, mnogości aspektów codzienności podejmowanych przez autora. Obok pauperyzacji, upadku, wyzysku, poniżania, upokarzania drugiej osoby, hochsztaplerstwa, fałszowania, retuszowania, mistyfikowania rzeczywistości czy konfabulacji umiejętnie chiński pisarz obnaża również absurdy, nonsensy, zalążki neurotyzmu, obsesyjności, paranoi, szaleństwa, obłędu, zaburzeń świadomości, balansowania między światłem a ciemnością, mrokiem, jawą a snem, przekraczania granic(y) onirycznej krainy, pogrążania się w rozszczepionym świecie, na przecięciach, w prześwitach między codziennością a własnym wyobrażeniem.

Zbiór otwiera komiczna nowelka „Sąsiedzi” o komunikacji międzyludzkiej, prowizorycznym (z)rozumieniu. Państwo Mingowie są zarozumiali, przekonani o wyjątkowości i prestiżu swojej rodziny, ale jeśli przyjrzeć się ich wewnętrznym, wzajemnym relacjom, to widoczne jest podejście transakcyjne. Nic sobie nie robią z tego, że dzieci kradną winogrona z ogrodu sąsiadów – młodego małżeństwa Yangów, nauczycieli, którzy próbują kulturalnie i grzecznie dojść do porozumienia z Mingami. Jednakże gdy granice zostaną przekroczone, trudno o takt i opanowanie. Tytułowy „Człowiek, który nigdy nie skłamał” to Zhou Wenxiang przekonany o byciu uczciwym i prawdomównym. Z zaskoczeniem odczytuje list od Stowarzyszenia Kłamców, piewców i badaczy łgarstwa oraz jego roli w codziennym życiu. I czy to epistoła wyzwala autentyczność, rozwiewa iluzoryczne wyobrażenie, uchyla maskę? Dość powiedzieć, że tego dnia Zhou wikła się w sieć blag. Ale istotna jest tu świadomość i mechanizmy wypierania, zaprzeczania, układania, komponowania odłamków prawdy po swojemu. Kolejną równie zabawną, arcyśmieszną opowieścią, a przy tym wybornie ujmującą elementy ludzkiej natury, jest „Film z dźwiękiem”. Druga Siostra nigdy nie widziała filmu dźwiękowego, a że wygrała w mahjonga, to postanawia zabrać Babcię i resztę rodziny. Ich wyprawa jednak pełna jest przygód, wypadków i nieprzewidzianych okoliczności.

Znakomicie Lao She penetruje obsesyjne tytułowe „Przywiązanie” do artefaktu, niemalże deifikowanie dzieła sztuki. Ubogi kolekcjoner Zhuang Yiya w swoim zbiorze posiada jeden autentyk. Mimo wojny japońsko-chińskiej w 1937 roku i japońskiej ekspansji oraz okupacji części terenów, postanawia ochronić swój skarb za wszelką cenę. Niepokojącym utworem są „Sterczące kitki”. Narrator wspomina kolegę z dzieciństwa Bai Renlu, który nosił włosy związane w dwie kitki, był zawzięty i łatwo się zacietrzewiał. Ich drogi rozłączyły się na lata, aż pewnego dnia blisko Nowego Roku narrator spotkał go na targowisku. Wyznanie Bai Renlu, swego rodzaju konfesja, zdumiewa i nieco przeraża – cierpi on bowiem od dziecka na „chorobę oczu”, dzięki której dostrzega fałsz, obłudę, hipokryzję. Przepyszną, groteskową nowelką jest „Wielkie otwarcie”, które momentami przywodzi na myśl makabreskę. W karykaturalny sposób prezentuje Lao She pomysł trzech mężczyzn: narratora, Lao Wanga i Lao Qiu na szybkie wzbogacenie się – otwierają bowiem… szpital. Utrzymany w klimacie purnonsensu, z doskonałym zakończeniem jest błyskotliwy „Dzień z mojego życia”. Narrator ma napisać artykuł, ale kolejne wypadki i przypadki demolują jego porządek dnia. Sześćdziesięcioletni Liu Xingren z opowieści „Stary romantyk” wreszcie chce się zemścić na sabotażystach jego wysiłków w celu osiągnięcia sukcesu w życiu. Bo przecież to on inicjował rozmaite przedsięwzięcia, a później ktoś innych sprytnie mu je (p)odbierał. W dodatku ma syna idiotę, któremu musi znaleźć żonę, a córka – chociaż inteligentna – uciekła z malarzem biedakiem. I tak rusza, by wyrównać rachunki, jednakże… „wszyscy go prześladują” i są winni, że nie może spełnić swoich ambicji, nawet wiatr porywa go, gdy przekracza próg domu.

Trzy ostatnie utwory w zbiorze są poświęcone delikatnym, niewinnym, subtelnym duszom, które doświadczają zgnilizny, okrucieństwa, braku litości i brzydoty świata. Narrator opowiadania „Królik” poznał Xiao Chena w pracy. Chłopak pragnął zostać śpiewakiem operowym, mimo swojego cichego i dość piskliwego głosu. Pobierał nieformalne lekcje u przyjaźniącego się z narratorem Yu, który ostrzegał adepta śpiewu przed uwikłaniem się w zblazowane, zmanierowane towarzystwo. Jego przestróg Xiao Chen jednak nie wziął do serca i podążył za kolorowym korowodem, lokalną cyganerią. W „Sierpie księżyca” Lao She obrazuje beznadziejny los zarówno mężatek, jak i niezamężnych kobiet. Wszystkie są bowiem zależne od męskich kaprysów, poniżane, upokarzane, uprzedmiotawiane. Pierwsze z nich doświadczają zdrad, łgarstwa, przemocy, drugie zaś ze względu na brak pracy i głód decydują się sprzedawać swoje ciało. Podobny wątek pojawi się również w zamykającym publikację szkicu „Sen”, początkowo lirycznym, rozwijającym się w dramat. Wiosennego dnia narrator leżąc na zboczu, wchłania piękno świata. Niepostrzeżenie dociera do pogranicza jawy i snu, gdzie spotyka swoją pierwszą miłość, ale owo oniryczne królestwo zdaje się zaświatami. Wyznanie, konfesja ukochanej, którą porzucił we wczesnej młodości, jest wstrząsająca.

Miniaturowe literackie ogrody, światy w miniaturze, szkice, opowieści kreślone przez Lao She, nie tylko w tomie „Człowiek, który nigdy nie skłamał”, to przenikliwe, celne mikoroobrazy tyleż codzienności, ile ludzkiej natury, demaskacja iluzoryczności, fałszów, obłudy, nierzadko z humorem oraz ironią, ale i odczuwalną sympatią chińskiego pisarza wobec człowieka.
 

Lao She: „Człowiek, który nigdy nie skłamał”. Przeł. Marta Torbicka. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2024 [Proza Dalekiego Wschodu].