Wydanie bieżące

15 października 20 (140) / 2009

Bartosz Kazana,

ISTOTĄ FILMU NIE JEST TEMAT

A A A
O etiudach Tomasza Jurkiewicza
Niezwykle trudno dzisiaj w polskim kinie o ten rodzaj artystycznej wrażliwości, która pozbawiona jest intelektualnego zadęcia i protekcjonalnego tonu. Wrażliwości, w której twórca szczerze pochyla się nad swoimi bohaterami, a następnie cierpliwie i z wyrozumiałością ich obserwuje. Ujęcie takie bliskie jest Tomaszowi Jurkiewiczowi, jednemu z najczęściej nagradzanych młodych twórców, absolwentowi reżyserii na Wydziale Radia i Telewizji Uniwersytetu Śląskiego i filmoznawstwa na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Jurkiewicz jest autorem sześciu etiud, spośród których trzy wyróżniono licznymi nagrodami zarówno na festiwalach kina niezależnego, takich jak krakowska Etiuda & Anima, wrocławski Festiwal Kina Amatorskiego i Niezależnego KAN czy warszawski Festiwal Filmowy FeFe Felliniada, jak i podczas najważniejszych wydarzeń filmowych w kraju – Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni oraz Krakowskiego Festiwalu Filmowego. Premiera najnowszej etiudy Jurkiewicza - „Babcia wyjeżdża” – odbędzie się w październiku.

Nakręcone na przestrzeni ostatnich czterech lat krótkie filmy Jurkiewicza to zaledwie zalążek jego twórczości i próbka stylu, który ciągle ewoluuje. Sam reżyser ze skromnością mówi o swoim dotychczasowym dorobku: „Nie poruszam jakichś wielkich tematów. Zresztą wydaje mi się, że istotą dobrego filmu nie jest temat, a sposób jego przedstawienia. Ponieważ w kinie wszystko już było, liczy się niepowtarzalność ujęcia problemu. A niepowtarzalności nie będzie, gdy nie odnajdziemy naszego wewnętrznego spojrzenia i nietuzinkowych bohaterów lub wykonawców. Wypowiadam się na tematy, które znam ze swojego życia lub z obserwacji świata. Te filmiki opowiadają o przyjaźni, pierwszej miłości, wyobcowaniu i marzeniach”. Już teraz można się im jednak przyjrzeć pod kątem charakterystycznych wątków, które składają się na niecodzienny obraz polskiej rzeczywistości – prowincjonalnej, przaśnej, lecz pełnej wielobarwnych, choć jednocześnie tragicznych postaci.

Pierwsze – amatorskie – filmy Tomasz Jurkiewicz (rocznik 1981) realizował jeszcze w szkole średniej w rodzinnej Trzebini. Fascynowało go zarówno amerykańskie kino gatunków, jak i zaangażowane społecznie obrazy Kena Loacha. W kinie polskim od samego początku najbliższa była mu twórczość Krzysztofa Kieślowskiego, którego wpływy widoczne są u Jurkiewicza nie tylko w sposobie filmowania rzeczywistości, ale przede wszystkim w wierności określonej postawie etycznej twórcy filmowego: „Ważne jest opowiadanie szczerych historii, które dotykają wrażliwości reżysera, bo tylko wtedy może się to przełożyć na poruszenie publiczności. Wierzę, że ludzie dla których chciałbym robić filmy, czują, kiedy reżyser jest szczery, a kiedy nie”. Jurkiewicza cechuje także podobne zaangażowanie w pracę: „Robienie filmów jest dla mnie pasją, która stopniowo zamienia się w pracę, formą poznawania nowych ludzi, środkiem poznawania świata i siebie. Łatwiej byłoby spytać, czym nie jest dla mnie robienie filmów. Bardzo trudno byłoby mi wymienić więcej niż trzy rzeczy w moim życiu, które się z tym nie wiążą”.

Kolejne filmy Jurkiewicza, przygotowywane pod opieką Tomasza Detloffa, reżysera i wykładowcy, powstawały w trakcie studiów filmoznawczych reżysera w Krakowie. Debiutancka etiuda „Franciszek” (2005) o mieszkającym z matką w małej miejscowości 35-letnim mężczyźnie, który z opóźnieniem wchodzi w dorosłość, zostając kontrolerem biletów, powstała na zaliczenie I roku reżyserii. Podobnie dwa następne filmy Jurkiewicza – „Próba mikrofonu” (2006, II rok studiów), której bohater, Adam, obdarzony poetycką duszą pracownik dworca w prowincjonalnym mieście, zakochuje się bez wzajemności w spotkanej na poczcie dziewczynie, oraz dokumentalna „Radioakcja” (2007, III rok studiów) o wystawionej na próbę przyjaźni dwóch niepełnosprawnych chłopców zakładających radio internetowe. Ostatni dotychczas szerzej znany film Jurkiewicza, „Wesołych Świąt” (2008), zrealizowany na podstawie autorskiego scenariusza oraz z udziałem naturszczyków i profesjonalnych aktorów, to satyra na polsko-unijne relacje, które na poziomie polskiej prowincji ujawniają głęboki anachronizm i liczne słabości. Goszczący w górskiej wsi czarnoskóry badacz architektury słowiańskiej, Mac, zostaje wzięty za przedstawiciela unijnej komisji mającej zadecydować o przyznaniu dotacji na remont lokalnego ośrodka kultury. Wizyta przybysza jest źródłem kolejnych perypetii, które jednak nie tylko ujawniają słabostki gospodarzy, ale także skrywane pod maską prostolinijności szczere intencje, jakich bohaterowie nie potrafią wyrazić otwarcie, ponieważ nie znają języka angielskiego.

Ucieczka z asfaltowej dżungli

W filmach Jurkiewicza, oprócz fascynujących swą nieporadnością bohaterów oraz dużej dozy humoru, uderza jednolity obraz polskiej rzeczywistości, obserwowanej z dokumentalnym zacięciem, ale postrzeganej z dystansem, przez pryzmat ironii. Jurkiewicz celowo ucieka od pejzażu dużego miasta. Akcję filmów osadza w miejscach, rzec można, drugiej kategorii – zapomnianych i nieco zapuszczonych prowincjonalnych miejscowościach i wsiach. Jak sam mówi: „Powód jest prosty. Sam mieszkam w małym mieście i jego realia znam najbardziej. Co więcej, takie miejsca wydają mi się ciekawsze filmowo od dużych miast, gdzie wszystko jest do siebie podobne i gdzie dzieje się większość polskich telenowel i filmów”.

Akcja zarówno „Franciszka”, jak i „Radioakcji” osadzona została w Trzebini. W pierwszym z filmów prowincjonalizm podkrakowskiej miejscowości wyraża się przede wszystkim w innym niż w dużym mieście tempie życia. W codziennym, powolnym rytmie dnia Franciszka jest miejsce na wymianę życzliwych spojrzeń z matką, zjedzone spokojnie śniadanie i zabawę z psem. Niespiesznie rozwija się także jego relacja z nowopoznaną dziewczyną. Poczucie stopniowego i subtelnego odkrywania przed widzem – na swój sposób – sielskiej rzeczywistości potęguje dodatkowo fakt, że ścieżkę dźwiękową filmu wypełnia jedynie muzyka ilustracyjna. Obecność dialogów niewątpliwie zaburzyłaby nieco odrealniony rys filmowego świata Franciszka, postaci przecież przezeń ukształtowanej.

W „Radioakcji” Jurkiewicz pokazuje zupełnie inne oblicze rodzinnego miasta jako niedużej, ale żywej miejscowości, która w przeciwieństwie do tej z „Franciszka” pełna jest młodych, aktywnych ludzi. Kamera śledzi bohaterów podczas podróży komunikacją miejską i wędrówek po mieście. Trzeba jednak dodać, że w obu filmach Trzebinia nie jest wymieniona z nazwy, a więc nie jest otwarcie prezentowana jako jeden z tematów filmu. Otaczająca bohaterów rzeczywistość, będąca odbiciem rodzinnego miasta reżysera, pełni rolę symboliczną na płaszczyźnie interpretacyjnej, stanowiąc jednocześnie ważny element determinujący losy bohaterów.

W Polsce prowincjonalnej osadzona jest także akcja „Próby mikrofonu”. Tutaj również obowiązuje odmienny rytm życia, umożliwiający głównemu bohaterowi oscylowanie na granicy jawy i marzenia sennego. Bardziej niż we „Franciszku” podkreślona została tu także przaśność lokalnej społeczności, z arsenałem symboliki katolickiej – plakatów z papieżem i innych świętych precjozów, pełniących w takim samym stopniu funkcję obiektów kultu religijnego, jak i funkcję dekoracyjną. Swojskość świata, w którym żyje Adam, oddaje najlepiej atmosfera w mieszkaniu podziwianej przez niego dziewczyny, która świętuje z rodziną kolejne urodziny. Obecni są rodzice, wujkowie, wulgarny brat i niedosłyszące babcie. Rozmowa się nie klei, ale mimo to jest bardzo wesoło, a to za sprawą lejącego się alkoholu i niewybrednego dowcipu. Adam wyrasta z tej społeczności, ale jego naiwnie romantyczna wrażliwość zarysowuje kontrast pomiędzy głębszymi pragnieniami młodego człowieka a strywializowaną i zwulgaryzowaną teraźniejszością, zdominowaną przez cynizm.

Przaśność polskiej prowincji, przedstawiona w podobnym duchu, obecna jest także w filmie „Wesołych Świąt”. Akcja utworu rozgrywa się w górskiej wsi w Małopolsce, do której dojazd możliwy jest jedynie przy pomocy jej mieszkańców. To jedno z tych miejsc, z którymi świat po transformacji 1989 roku się nie identyfikuje. Fabuła filmu potwierdza zaś, że w miarę rozwoju społecznego, utożsamianego tu z coraz głębszym wchodzeniem Polski w struktury Unii Europejskiej, identyfikacja z takimi miejscami i ich mieszkańcami będzie coraz trudniejsza. Dystans pomiędzy światem reprezentowanym przez zagranicznego gościa a rzeczywistością górskiej wsi jest zbyt wielki. Jurkiewicz zdaje się jednak wskazywać, że problemem nie jest uwstecznienie polskiej prowincji w stosunku do zachodnioeuropejskich standardów, ale różne światopoglądy i wyrastająca z nich odmienna mentalność obu stron. Wiejska społeczność, która wieczory spędza grając w karty i pijąc mało szlachetne trunki, jest komiczna, lecz równie komiczna jest postać londyńczyka traktującego nowopoznaną rzeczywistość jako rodzaj skansenu, kulturowego reliktu, którego symbolem jest dla niego – najwyraźniej niespotykana już w innych częściach Europy – drewniana szopa.

Bohaterowie z sercem na dłoni

Wspólną cechą wszystkich filmowych bohaterów Jurkiewicza jest ich ogromna wrażliwość, którą zawdzięczają zazwyczaj swojej prostolinijności i romantycznemu duchowi. To zwykle postaci świadomie odgradzające się od rzeczywistości – jak Franciszek czy Adam – lub w pewien sposób marginalizowane społecznie – jak niepełnosprawni bohaterowie „Radioakcji” i mieszkańcy odległej wsi w „Wesołych Świąt”. Wszystkich łączy chęć wprowadzenia zmian w swoim życiu, podążanie za imperatywem podjęcia wyzwania, wyjścia poza dotychczasowy schemat. Franciszek, Adam i bohaterowie „Radioakcji” dopiero rozpoczynają dorosłe życie. Z różnych względów przychodzi im to z trudem: boją się zmian (Franciszek), wybierają zły obiekt uczuć (Adam), wykazują się niecierpliwością (chłopcy z „Radioakcji”).

Bohaterowie „Wesołych Świąt” łączą doświadczenia postaci z wcześniejszych filmów Jurkiewicza: są wśród nich ludzie straceni (kierownik ośrodka), osoby, które kiedyś dostały szansę od życia, ale z różnych przyczyn jej nie wykorzystały (rzeźbiarka Krysia) oraz bohaterowie wchodzący w życie (Bartek), którzy pozostając w rodzinnej wsi, skazani będą na podzielenie losu starszego pokolenia. Bohaterowie „Wesołych Świąt” z powodu swoistego mentalnego i cywilizacyjnego zacofania kompromitują się przed unijną komisją, choć wspomniana wcześniej szczerość intencji sprawia, że postrzegamy ich jako postaci co najwyżej nieporadne życiowo.

Jurkiewicz traktuje bowiem swoich bohaterów z charakterystyczną pobłażliwością. Mimo iż popełniają błędy, są słabi i zagubieni, wskazuje przede wszystkim na te cechy, które wywołują u widza wzruszenie i szacunek. Nie jest to jednak perspektywa zupełnie bezkrytyczna. Filmy Jurkiewicza są pełne ironii i humoru, przywołującego często na myśl kino czeskie, w którym nie brak elementów absurdu. Najlepiej widać to we „Franciszku” i „Wesołych Świąt”. W pierwszym z filmów świat otaczający głównego bohatera ukazany jest wręcz w krzywym zwierciadle. Matka chłopaka krząta się po kuchni w rytm hiszpańskiej muzyki; pierwsza osoba, której Franciszek-kontroler pokazuje swoją legitymację, okazuje się niewidoma; zaś na przystanku codziennie można spotkać trójkę złowieszczych miejscowych birbantów. Źródłem komizmu w „Wesołych Świąt” jest konfrontacja przedstawicieli dwóch odmiennych kultur, których dzieli nie tylko język, ale także mentalność. Z kolei w „Radioakcji” Jurkiewicz umiejętnie łączy wrażliwość znaną z dokumentalnej twórczości Kieślowskiego z dowcipnym przedstawieniem relacji łączącej dwójkę bohaterów, dzięki któremu w niezwykle subtelny sposób pokazuje ich ułomność fizyczną bez popadania w niesmaczny weryzm.

Nasączenie filmów humorem, może nieco już zbyt dominującym w przypadku „Wesołych Świąt”, pozwala na umiejscowienie twórczości Jurkiewicza w ramach gatunku tragikomedii, niezwykle trudnego, bo wymagającego od reżysera mądrego ważenia proporcji pomiędzy obiema częściami składowymi tej filmowej formuły. Humor jest także w filmach Jurkiewicza narzędziem, dzięki któremu zrównoważona zostaje naturalna potrzeba współczucia bohaterom, najbardziej obecna w „Radioakcji”. Film ten Jurkiewicz uważa zresztą za swoje największe dotychczasowe osiągnięcie: „Dzięki niemu uwierzyłem, że podglądając cierpliwie ciekawych bohaterów w pewnych założeniach dramaturgicznych przez dłuższy czas można nakręcić film, który ludzi wzrusza”. O wyjątkowości „Radioakcji” świadczy też licząca ponad dwadzieścia pozycji lista nagród, które film otrzymał. Jedna z nich, Grand Prix – Złoty Dinozaur na MFF Etiuda & Anima, przyznana została za „spontaniczne i pełne humoru ukazanie bohaterów, którzy dzięki sile przyjaźni stawiają czoła niełatwemu losowi”.

W filmach Jurkiewicza fascynują nie tylko postaci – niemal wszystkie z przysłowiowym sercem na dłoni – ale także otaczający je świat – zwyczajny, banalny, dobrze nam znany, ale jednocześnie nieco baśniowy i nieuchwytny. Dlaczego tak bardzo przyciąga widza? Ponieważ pozbawiony jest cynicznego spojrzenia, nastawionego na piętnowanie jego wynaturzeń i głęboko zakorzenionych, nie zawsze dobrych zwyczajów. Jurkiewicz nie chce zmieniać tego świata, ponieważ potrafi dostrzec w nim wartości nieobecne w innych miejscach. Za to należy tę twórczość cenić.