ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (518) / 2025

Alice Lyons, Joanna Młotek,

JĘZYK POLSKI; ZDRÓJ

A A A
Alice Lyons

The Polish Language

 

If language could shrug shoulders,

raise eyebrows and turn palms up

you might have a tiny idea.

 

To make an effigy you’d need

a lot of concrete (more than you think)

a stork, some amber,

honey from bees that live near rape

a quantity of shirts freely removed

from the backs of anyone you meet

big lumps of lead and coal

and a great deal of wood from a primeval forest.

 

A poultice of sliced onions on the throat

may help you speak it.

 

Cats are known to rub up against its sibilance.

 

Crush a cherry and a beet

in your fingers

to arrive at its colour:

czerwony.

If that fails to convince, make a soup.

 

When you are fed up with the world

say sprzykrzy

or phone information in Zakopane

and just listen.

 

As a matter of fact

in this sonorous, consonant tongue

my art was revivified.

 

My Polish brothers and sisters in art

(the ones who survived)

robbed of flint you made fire

out of evil you wrote live.





Język polski

 

Gdyby język mógł wzruszyć ramionami,

rozłożyć ręce i podnieść brwi,

można by mieć jakieś pojęcie.

 

Na jego podobiznę trzeba by

dużo betonu (więcej niż myślisz),

bociana, trochę bursztynu,

miodu od pszczół z ula przy rzepaku,

kilka koszul ochoczo zdjętych

z pleców każdego, kogo spotkasz,

wielkich grud węgla i ołowiu

i mnóstwo drewna z pierwotnej puszczy.

 

Okład na gardło z krojonej cebuli

może pomóc ci w wymowie.

 

Koty ponoć chciwie ocierają się o jego syki.

 

Zgnieć w palcach

czereśnię i buraka,

by uzyskać jego kolor:

czerwony.

Albo uwarz zupę, jeśli to cię nie przekona.

 

Kiedy masz dość świata,

powiedz sprzykrzy

albo zadzwoń na informację w Zakopanem

i się wsłuchaj.

 

Prawdę mówiąc,

w tym dźwięcznym, spółgłoskowym języku

odrodziła się moja sztuka.

 

Moi polscy bracia i siostry w sztuce

(wy, którzy przeżyliście),

ograbieni z krzemienia, wzniecaliście płomień,

wrzuceni w piekło, pisaliście „piękno”.
przeł. Joanna Młotek

 

 



Alice Lyons

Geyser



You e-mailed your whole desktop, which is typical

the blue of it Scrovegni chapel blue

a smile I’ve never seen before it is aware of smiling

reveals itself to the camera in the computer.

Squared-off angels no they are JPEGs hover

over a faux Polaroid you switched to sepia mode

so I wouldn’t look like a geyser

a river of years to reach such tender self-regard

for a moment you are unencumbered

by the monster critical eye (you meant geezer)

scissored hair blunt and sister-like and merciful

your entire kitchen liquid in the glossy Frigidaire.

 

It puts me in mind of Fra Angelico those tricky frescoes

I seem to translate everything to Quattrocento time

Christ in a blindfold eyes like poached eggs gazing

down and inward the gathered regal robes

the marble throne all white and pouring up yes

like a geyser pouring up while Roman soldiers

unencumbered by their bodies beat and spit and mock.

I have always loved those arrested gestures

the mute green rectangle beautiful as your computer

in Philadelphia where Safari’s compass points

permanently Northeast and the Finder icon smiles

twice and benevolently straight on and in profile.

 

 

Zdrój

 

Wysłałaś mi mailem cały pulpit, jak zwykle

błękit błękitu kaplicy Scrovegnich

uśmiech którego nie znam jeszcze nieświadomy uśmiechu

ukazuje się kamerce internetowej.

Kwadratowate anioły nie to JPEGi unoszą się

nad udawanym polaroidem któremu dodałaś efekt sepii

żeby nie wyglądać jak stary zdrój

morze lat żeby dotrzeć do tak czułej wizji siebie

na tę chwilę kiedy nie obciąża cię

potworne krytyczne oko (chciałaś napisać zbój)

obcięte nożyczkami włosy ciężkie siostrzane i łaskawe

cała kuchnia płynna w błyszczącej Amice.

 

Przypomina mi się Fra Angelico te zawiłe freski

zdaje się że wszystko tłumaczę na Quattrocento

zawiązane oczy Chrystusa jak jajka w koszulkach spoglądają

w dół i do środka marszczone szaty królewskie

marmurowy tron wszystko białe i tryska

jak tryska zdrój kiedy nieobciążeni

ciałami Rzymianie biją plują i szydzą.

Zawsze uwielbiałam te zatrzymane gesty

przytłumioną zieleń prostokąta piękną jak twój komputer

w Filadelfii gdzie kompas Safari wskazuje

zawsze północny wschód a ikonka Findera uśmiecha się

podwójnie i życzliwie na wprost i z profilu.
przeł. Joanna Młotek