BÓL I KRZYK (ANANDA DEVI: 'ŻYWOTY WYKLUCZONYCH')
A
A
A
„Mówię nie tylko o maltretowanych kobietach, ale w ogóle o krzywdzonych istotach. Piszę, biorąc za punkt wyjścia ich ból i krzyk. […] Mówimy o kimś, że jest »nieludzki«, ale przecież takie osoby są jak najbardziej ludźmi. […] Szukam w nich tego, co mogą nam powiedzieć na nasz temat, co ujawniają nam o nas samych” – tak w rozmowie z 2018 roku dla czasopisma „Project-îles” Ananda Devi odpowiedziała na pytanie „Czy poszukuje pani jakiejś odrobiny człowieczeństwa w obrzydliwych postaciach, które pani tworzy?”. Twórczość najwybitniejszej współczesnej pisarki maurytyjskiej istotnie obfituje w bohaterów przeklętych (Aeena), naznaczonych cierpieniem (Anjali), zbuntowanych (Daya), odstręczających (Dokter), zezwierzęconych (Muna) i szalonych (Józefin). A jednak każdy z nich nawet w najbardziej ekstremalnych i szokujących okolicznościach ma w sobie pragnienia zupełnie zwyczajne, proste, do głębi ludzkie.
Już w swojej pierwszej powieści z 1988 roku, „Rue La Poudrière”, Devi nakreśliła obraz dwóch kobiet z marginesu społecznego – prostytutek z patologicznych rodzin, które nigdy nie zaznały rodzicielskiej miłości. W „Le voile de Drapaudi” (1993) ukazała niszczycielską moc fanatyzmu religijnego: młoda mężatka i matka zostaje namówiona przez rodzinę do rytualnego przejścia po rozżarzonych węglach, by uratować swojego chorego syna, co nie przynosi jednak pożądanego uzdrowienia. W „L’Arbre fouet” (1997) ponownie zmierzyła się ze szkodliwymi zabobonami, tworząc nieszczęśliwą dziewczynkę, oskarżoną o bycie nosicielką złej karmy i ojcobójczynią w poprzednim wcieleniu. Przerażających konsekwencji uprzedzeń, zacofania oraz odrzucenia nie zabrakło również w najnowszych „Żywotach wykluczonych” zbierających wydawane w latach 2000-2003 w języku francuskim trzy opowieści: „Pagli – Szalona”, „Ja, wyklęta” i „Żywot Józefina Szalonego” w tłumaczeniu Krzysztofa Jarosza, od lat zajmującego się popularyzowaniem literatury francuskojęzycznej (seria Frankofonia Literaria) i przekładaniem utworów Devi na język polski („Zielone sari”, „Ewa ze swych zgliszcz”, „Smutny ambasador”, „Indian Tango”).
Mimo że historie te są przepełnione bólem i wstydem, piękna sceneria Mauritiusu zdaje się im przeczyć. Drzewa owocowe, takie jak mangowce, longany, tamaryndowce, oszałamiają swoimi barwami, ciepłe wieczory oferują przyjemny spokój, morska bryza orzeźwia zmysły, przyprawy korzenne wyzwalają zniewalające aromaty, a bezkresne niebo zdaje się być obietnicą wolności („za chwilę ulecę i wyfrunę przez okno, żeby wzleciawszy jak najwyżej, lizać niebo”, „Pagli – Szalona”, s. 99).
Przykry kontrast między miejscem przypominającym raj na ziemi a niedolą ludzi w nim żyjących zauważa sama autorka, przemawiając ustami Zila „Kiedy ujrzałem cię po raz pierwszy siedzącą na schodach werandy Mitsy, z twarzą ocienioną drzewami owocowymi, zobaczyłem kobietę przezroczystą, lecz bez światła, której nie dotknęła jeszcze łaska życia. Wracałem po długiej nieobecności, wypełniony śpiewem wody, wybuchami błękitu w moich oczach, ze skórą pokrytą słońcem i solą, moje dłonie czuć było rybami, i ożywiony, jakże ożywiony tym pierwszym kontaktem z ziemią i z zielenią, i z zapachem roślinnych soków, tak odmiennych od zapachu morza i rozgrzanego asfaltu, powrotem do białych oparów, a także do czerwieni owoców i kwiatów. Potem zobaczyłem ciebie. Byłaś spowita w szarości. Zaprzeczałaś kolorom, które cię otaczały. Byłaś sama, ale w sposób zdecydowany, jak ktoś, kto patrzy rzeczywistości prosto w oczy. A w twoich oczach dostrzegłem głód. Wiedziałem, że nie zaznałaś jeszcze ani szczęścia, ani miłości. Że czekały na ciebie tysiące darów, których do tej pory ciągle ci odmawiano” („Pagli – Szalona”, s. 124).
Jak widać w powyższym fragmencie, Devi mistrzowsko operuje językiem, sprawnie posługując się licznymi epitetami i kreując plastyczne, przemawiające do wyobraźni czytelnika krajobrazy, odwołujące się do jego wszystkich zmysłów. Co jednak ważniejsze, tworzy także portrety psychologiczne postaci tak przekonujące, że ich cierpienie wydaje się niemalże namacalne.
W pierwszej z trzech opowieści tytułową Pagli, Szaloną, jest Daya, której nieszczęście towarzyszy przez całe życie. Najpierw zostaje zgwałcona w wieku trzynastu lat, później wydana za mąż za swojego gwałciciela, a gdy los na moment się do niej uśmiecha i zsyła jej prawdziwą miłość pod postacią czułego rybaka, Zila, mieszkańcy wioski nie potrafią zaakceptować grzesznego uczucia młodych kochanków i skazana na wieczne niepowodzenie Daya musi się mierzyć ze społecznym ostracyzmem oraz karą przywodzącą na myśl polowania na czarownice rodem z XVI lub XVII wieku – wypaleniem piętna na twarzy rozżarzonym żelazem i uwięzieniem w kurniku. Mimo tylu tragedii kobieta znosi je z podniesionym (choć okaleczonym) czołem, wykazując się olbrzymimi pokładami odwagi, dumy, honoru. Najpierw sprzeciwia się nikczemnemu mężowi, a następnie całej wsi:„Jednakże ktoś krzyknął, jakieś dłonie i ramiona mnie powstrzymują, coś mnie zakneblowało, kiedy się śmiałam, pociągnięto mnie w stronę ołowianej rzeczy, która czekała na mnie w mroku, wrzeszczałam, wyłam, ale przez knebel nie było nic słychać, wyrywałam się jak dzikie zwierzę, bo nie chcę zostać pogrzebana żywcem […]” (s. 99).
Postrzega godność jako najwyższą wartość i konsekwentnie walczy o swoje prawa (jakże podstawowe!), lecz zaślepiona „dobrymi obyczajami”, rzekomym poszanowaniem tradycji i zwyczajną ksenofobią (Zil należy do innej kasty niż Daya, przez co pod żadnym pozorem nie mogą być razem) okoliczna ludność staje po stronie niesprawiedliwości, miażdżąc marzenia jednostki.
Pytania o godność pozostają motywem przewodnim również w opowiadaniu „Ja, wyklęta”. Podobnie jak w poprzedniej historii, mamy tu do czynienia ze skrzywdzoną bezimienną bohaterką. Daya nazywana jest przez większość utworu po prostu „Pagli”, czyli „Szalona”, a protagonistkę kolejnej z trzech części „Żywotów wykluczonych” przedstawia się jako „Munę”, tj. „Koczkodana”, z powodu przezwiska, jakie nadał jej brat. Prawdziwą tożsamość dziewczyny owiano tajemnicą, co dobitnie podkreśla, że w oczach rodziny i sąsiadów uchodzi za istotę pozbawioną człowieczeństwa. Znienawidzona przez swoich rodziców, którzy w zajęczej wardze córki („Jej usta nie są ustami!”, s. 153) upatrują źródła wszelkich nieszczęść, posuwając się nawet do próby zabójstwa, Muna znajduje schronienie u babki żyjącej na strychu. Ta ratuje ją od głodu, karmiąc własną piersią, co stanowi element fantastyczny i oddala całość od konwencji realistycznej, zbliżając się tym samym do realizmu magicznego. Kolejne wydarzenia także obfitują w zjawiska nadnaturalne, gdyż nieszczęśniczka zostaje zamknięta w piecu do wypalania wapna, gdzie zaczynają ją zjadać tajemnicze owady. Ucieka jednak stamtąd w towarzystwie psa, upodobniając się do niego – zaczyna chodzić na czworakach, a jej ciało pokrywa sierść. Ta surrealistyczna opowieść w poruszający sposób ukazuje zacieranie międzygatunkowych granic i stanowi studium psychiki osoby wykluczonej przez wspólnotę, prześladowanej przez najbliższych, pozostawionej samej sobie. Gdy zawodzą ludzie, ważniejsza staje się przyroda, lecz tak jak oni potrafi być zarówno kojąca i dobra (pies), jak i niszczycielska (owady).
„Żywot Józefina Szalonego” łączy w sobie tropy obydwu poprzedzających go historii, opisując za pomocą konwencji realizmu magicznego losy niekochanego przez matkę mężczyzny, Józefina, który – nierozumiany i odtrącony tak jak jego żeńskie odpowiedniczki – prowadzi życie zgnębionego samotnika. Spędza większość czasu w morzu, ponieważ tylko tam czuje się akceptowany. Co ciekawe, jak zauważa w posłowiu „Odmieńcy, wyklęte, wykluczone” Jarosz, w języku francuskim, w którym pisze Devi, wyraz „morze” (la mer) wymawia się identycznie jak „matka” (la mère). Ta gra słów niedostępności emocjonalnej rodzica silnie przeciwstawia gościnność przyrody. Natura nie ocenia, nie oczernia, nie rani, lecz udziela azylu od cierpień. Jednocześnie zawłaszcza wszystko, co się do niej zbliży – podobnie jak wyalienowanie Muny doprowadziło do jej transformacji w człowieka-psa, tak banicja Józefina skutkuje jego przeobrażeniem się w człowieka-rybę ze skrzelami i błoną między palcami. Obydwoje, szukając ukojenia w świecie zwierząt, stają się integralną częścią tego świata.
Książkę spaja również motyw szaleństwa, obecny w każdej z opowieści i wymieniony w aż dwóch tytułach. Devi porusza kwestię zbyt łatwego i niesprawiedliwego odrzucania każdego, kto nie spełnia oczekiwań zbiorowości: „[…] tutaj za szaleństwo bierze się wszystko, czego się nie rozumie” („Ja, wyklęta”, s. 170). Łatkę osoby szalonej można uzyskać tylko dlatego, że kocha się zakazanego mężczyznę, preferuje otwarte przestrzenie, a nie skupiska ludzkie, lub nawet dlatego, że po prostu wygląda się inaczej niż reszta. Nieistotna – co powinno dziwić – okazuje się faktyczna kondycja psychiczna danego człowieka, to, czy rzeczywiście zachowuje się jak ktoś chory umysłowo (Józefin), czy też podejmuje swoje decyzje w pełni świadomie i racjonalnie (Daya). Liczą się jedynie przesądy i moralność na pokaz.
Szaleństwo ukazywane jest zarówno poprzez fabułę (wykluczenie protagonisty przez mieszkańców wioski), jak i język – widać to szczególnie w końcowym monologu Józefina, w którym traci on panowanie nad sobą („[…] prześladuje mnie własna złość, wściekłość, szaleństwo”, „Żywot Józefina Szalonego”, s. 262), przez co jego mowa zaczyna przypominać strumień świadomości, a nie uporządkowany tok myśli zapisany zgodnie ze wszystkimi zasadami interpunkcji, do jakiego przyzwyczaił wcześniej odbiorców. Devi zostawia w nim niektóre przecinki (inne pomija), lecz rezygnuje z kropek, konstruując potężne, przytłaczające zdanie ciągnące się przez trzy strony (s. 262-265). Kolejne fragmenty rozpoczyna od nowych akapitów, jednakże konsekwentnie odrzucając wielkie litery. Dopiero po przebudzeniu się bohatera jego język wraca do powszechnie przyjętych reguł. Dzięki temu znaczącemu odstępstwu jako czytelnicy mamy możliwość wniknąć w umysł osoby chorej psychicznie i śledzić emocje, marzenia, opinie wyrażane bez żadnych zahamowań („była w sztok pijana skretyniała zidiociała”, s. 263).
Zabieg ten pisarka stosuje także w „Pagli – Szalonej”, już nie po to, by unaocznić chorobę, ale raczej niemoc, bezkresny smutek. Chaos przenikających się wzajemnie wypowiedzeń intensyfikuje rozdzierający ból Dayi. Wyzwolenie od kropek i wielkich liter może symbolizować pragnienie wyzwolenia od cierpienia – myśli stają się czyste, swobodne, podniosłe, przypominają modlitwę. Czy jest w nich więcej desperacji i żalu, czy spokojnego pogodzenia się z losem? Autorka pozostawia nam wolność interpretacji.
Dzieło Anandy Devi intryguje bogactwem przyrody Orientu, a zarazem obnaża nędzę życia na Mauritiusie. Daje nadzieję i zabiera. Mami zapachami, kolorami, by po chwili gwałtownie wrócić do szarej, brutalnej rzeczywistości. Zderza racje ogółu z racjami jednostki, podważając autorytet większości ślepo podążającej za tradycją. Ukazuje bohaterów szalonych, odsłaniając tym samym absurdalność zachowań ludzi z ich otoczenia. Pozwala sobie na odrobinę magii, ofiarując postaciom skrzela i skrzydła, by szybko sprowadzić ich na ziemię. W tym właśnie tkwi jego siła.
Już w swojej pierwszej powieści z 1988 roku, „Rue La Poudrière”, Devi nakreśliła obraz dwóch kobiet z marginesu społecznego – prostytutek z patologicznych rodzin, które nigdy nie zaznały rodzicielskiej miłości. W „Le voile de Drapaudi” (1993) ukazała niszczycielską moc fanatyzmu religijnego: młoda mężatka i matka zostaje namówiona przez rodzinę do rytualnego przejścia po rozżarzonych węglach, by uratować swojego chorego syna, co nie przynosi jednak pożądanego uzdrowienia. W „L’Arbre fouet” (1997) ponownie zmierzyła się ze szkodliwymi zabobonami, tworząc nieszczęśliwą dziewczynkę, oskarżoną o bycie nosicielką złej karmy i ojcobójczynią w poprzednim wcieleniu. Przerażających konsekwencji uprzedzeń, zacofania oraz odrzucenia nie zabrakło również w najnowszych „Żywotach wykluczonych” zbierających wydawane w latach 2000-2003 w języku francuskim trzy opowieści: „Pagli – Szalona”, „Ja, wyklęta” i „Żywot Józefina Szalonego” w tłumaczeniu Krzysztofa Jarosza, od lat zajmującego się popularyzowaniem literatury francuskojęzycznej (seria Frankofonia Literaria) i przekładaniem utworów Devi na język polski („Zielone sari”, „Ewa ze swych zgliszcz”, „Smutny ambasador”, „Indian Tango”).
Mimo że historie te są przepełnione bólem i wstydem, piękna sceneria Mauritiusu zdaje się im przeczyć. Drzewa owocowe, takie jak mangowce, longany, tamaryndowce, oszałamiają swoimi barwami, ciepłe wieczory oferują przyjemny spokój, morska bryza orzeźwia zmysły, przyprawy korzenne wyzwalają zniewalające aromaty, a bezkresne niebo zdaje się być obietnicą wolności („za chwilę ulecę i wyfrunę przez okno, żeby wzleciawszy jak najwyżej, lizać niebo”, „Pagli – Szalona”, s. 99).
Przykry kontrast między miejscem przypominającym raj na ziemi a niedolą ludzi w nim żyjących zauważa sama autorka, przemawiając ustami Zila „Kiedy ujrzałem cię po raz pierwszy siedzącą na schodach werandy Mitsy, z twarzą ocienioną drzewami owocowymi, zobaczyłem kobietę przezroczystą, lecz bez światła, której nie dotknęła jeszcze łaska życia. Wracałem po długiej nieobecności, wypełniony śpiewem wody, wybuchami błękitu w moich oczach, ze skórą pokrytą słońcem i solą, moje dłonie czuć było rybami, i ożywiony, jakże ożywiony tym pierwszym kontaktem z ziemią i z zielenią, i z zapachem roślinnych soków, tak odmiennych od zapachu morza i rozgrzanego asfaltu, powrotem do białych oparów, a także do czerwieni owoców i kwiatów. Potem zobaczyłem ciebie. Byłaś spowita w szarości. Zaprzeczałaś kolorom, które cię otaczały. Byłaś sama, ale w sposób zdecydowany, jak ktoś, kto patrzy rzeczywistości prosto w oczy. A w twoich oczach dostrzegłem głód. Wiedziałem, że nie zaznałaś jeszcze ani szczęścia, ani miłości. Że czekały na ciebie tysiące darów, których do tej pory ciągle ci odmawiano” („Pagli – Szalona”, s. 124).
Jak widać w powyższym fragmencie, Devi mistrzowsko operuje językiem, sprawnie posługując się licznymi epitetami i kreując plastyczne, przemawiające do wyobraźni czytelnika krajobrazy, odwołujące się do jego wszystkich zmysłów. Co jednak ważniejsze, tworzy także portrety psychologiczne postaci tak przekonujące, że ich cierpienie wydaje się niemalże namacalne.
W pierwszej z trzech opowieści tytułową Pagli, Szaloną, jest Daya, której nieszczęście towarzyszy przez całe życie. Najpierw zostaje zgwałcona w wieku trzynastu lat, później wydana za mąż za swojego gwałciciela, a gdy los na moment się do niej uśmiecha i zsyła jej prawdziwą miłość pod postacią czułego rybaka, Zila, mieszkańcy wioski nie potrafią zaakceptować grzesznego uczucia młodych kochanków i skazana na wieczne niepowodzenie Daya musi się mierzyć ze społecznym ostracyzmem oraz karą przywodzącą na myśl polowania na czarownice rodem z XVI lub XVII wieku – wypaleniem piętna na twarzy rozżarzonym żelazem i uwięzieniem w kurniku. Mimo tylu tragedii kobieta znosi je z podniesionym (choć okaleczonym) czołem, wykazując się olbrzymimi pokładami odwagi, dumy, honoru. Najpierw sprzeciwia się nikczemnemu mężowi, a następnie całej wsi:„Jednakże ktoś krzyknął, jakieś dłonie i ramiona mnie powstrzymują, coś mnie zakneblowało, kiedy się śmiałam, pociągnięto mnie w stronę ołowianej rzeczy, która czekała na mnie w mroku, wrzeszczałam, wyłam, ale przez knebel nie było nic słychać, wyrywałam się jak dzikie zwierzę, bo nie chcę zostać pogrzebana żywcem […]” (s. 99).
Postrzega godność jako najwyższą wartość i konsekwentnie walczy o swoje prawa (jakże podstawowe!), lecz zaślepiona „dobrymi obyczajami”, rzekomym poszanowaniem tradycji i zwyczajną ksenofobią (Zil należy do innej kasty niż Daya, przez co pod żadnym pozorem nie mogą być razem) okoliczna ludność staje po stronie niesprawiedliwości, miażdżąc marzenia jednostki.
Pytania o godność pozostają motywem przewodnim również w opowiadaniu „Ja, wyklęta”. Podobnie jak w poprzedniej historii, mamy tu do czynienia ze skrzywdzoną bezimienną bohaterką. Daya nazywana jest przez większość utworu po prostu „Pagli”, czyli „Szalona”, a protagonistkę kolejnej z trzech części „Żywotów wykluczonych” przedstawia się jako „Munę”, tj. „Koczkodana”, z powodu przezwiska, jakie nadał jej brat. Prawdziwą tożsamość dziewczyny owiano tajemnicą, co dobitnie podkreśla, że w oczach rodziny i sąsiadów uchodzi za istotę pozbawioną człowieczeństwa. Znienawidzona przez swoich rodziców, którzy w zajęczej wardze córki („Jej usta nie są ustami!”, s. 153) upatrują źródła wszelkich nieszczęść, posuwając się nawet do próby zabójstwa, Muna znajduje schronienie u babki żyjącej na strychu. Ta ratuje ją od głodu, karmiąc własną piersią, co stanowi element fantastyczny i oddala całość od konwencji realistycznej, zbliżając się tym samym do realizmu magicznego. Kolejne wydarzenia także obfitują w zjawiska nadnaturalne, gdyż nieszczęśniczka zostaje zamknięta w piecu do wypalania wapna, gdzie zaczynają ją zjadać tajemnicze owady. Ucieka jednak stamtąd w towarzystwie psa, upodobniając się do niego – zaczyna chodzić na czworakach, a jej ciało pokrywa sierść. Ta surrealistyczna opowieść w poruszający sposób ukazuje zacieranie międzygatunkowych granic i stanowi studium psychiki osoby wykluczonej przez wspólnotę, prześladowanej przez najbliższych, pozostawionej samej sobie. Gdy zawodzą ludzie, ważniejsza staje się przyroda, lecz tak jak oni potrafi być zarówno kojąca i dobra (pies), jak i niszczycielska (owady).
„Żywot Józefina Szalonego” łączy w sobie tropy obydwu poprzedzających go historii, opisując za pomocą konwencji realizmu magicznego losy niekochanego przez matkę mężczyzny, Józefina, który – nierozumiany i odtrącony tak jak jego żeńskie odpowiedniczki – prowadzi życie zgnębionego samotnika. Spędza większość czasu w morzu, ponieważ tylko tam czuje się akceptowany. Co ciekawe, jak zauważa w posłowiu „Odmieńcy, wyklęte, wykluczone” Jarosz, w języku francuskim, w którym pisze Devi, wyraz „morze” (la mer) wymawia się identycznie jak „matka” (la mère). Ta gra słów niedostępności emocjonalnej rodzica silnie przeciwstawia gościnność przyrody. Natura nie ocenia, nie oczernia, nie rani, lecz udziela azylu od cierpień. Jednocześnie zawłaszcza wszystko, co się do niej zbliży – podobnie jak wyalienowanie Muny doprowadziło do jej transformacji w człowieka-psa, tak banicja Józefina skutkuje jego przeobrażeniem się w człowieka-rybę ze skrzelami i błoną między palcami. Obydwoje, szukając ukojenia w świecie zwierząt, stają się integralną częścią tego świata.
Książkę spaja również motyw szaleństwa, obecny w każdej z opowieści i wymieniony w aż dwóch tytułach. Devi porusza kwestię zbyt łatwego i niesprawiedliwego odrzucania każdego, kto nie spełnia oczekiwań zbiorowości: „[…] tutaj za szaleństwo bierze się wszystko, czego się nie rozumie” („Ja, wyklęta”, s. 170). Łatkę osoby szalonej można uzyskać tylko dlatego, że kocha się zakazanego mężczyznę, preferuje otwarte przestrzenie, a nie skupiska ludzkie, lub nawet dlatego, że po prostu wygląda się inaczej niż reszta. Nieistotna – co powinno dziwić – okazuje się faktyczna kondycja psychiczna danego człowieka, to, czy rzeczywiście zachowuje się jak ktoś chory umysłowo (Józefin), czy też podejmuje swoje decyzje w pełni świadomie i racjonalnie (Daya). Liczą się jedynie przesądy i moralność na pokaz.
Szaleństwo ukazywane jest zarówno poprzez fabułę (wykluczenie protagonisty przez mieszkańców wioski), jak i język – widać to szczególnie w końcowym monologu Józefina, w którym traci on panowanie nad sobą („[…] prześladuje mnie własna złość, wściekłość, szaleństwo”, „Żywot Józefina Szalonego”, s. 262), przez co jego mowa zaczyna przypominać strumień świadomości, a nie uporządkowany tok myśli zapisany zgodnie ze wszystkimi zasadami interpunkcji, do jakiego przyzwyczaił wcześniej odbiorców. Devi zostawia w nim niektóre przecinki (inne pomija), lecz rezygnuje z kropek, konstruując potężne, przytłaczające zdanie ciągnące się przez trzy strony (s. 262-265). Kolejne fragmenty rozpoczyna od nowych akapitów, jednakże konsekwentnie odrzucając wielkie litery. Dopiero po przebudzeniu się bohatera jego język wraca do powszechnie przyjętych reguł. Dzięki temu znaczącemu odstępstwu jako czytelnicy mamy możliwość wniknąć w umysł osoby chorej psychicznie i śledzić emocje, marzenia, opinie wyrażane bez żadnych zahamowań („była w sztok pijana skretyniała zidiociała”, s. 263).
Zabieg ten pisarka stosuje także w „Pagli – Szalonej”, już nie po to, by unaocznić chorobę, ale raczej niemoc, bezkresny smutek. Chaos przenikających się wzajemnie wypowiedzeń intensyfikuje rozdzierający ból Dayi. Wyzwolenie od kropek i wielkich liter może symbolizować pragnienie wyzwolenia od cierpienia – myśli stają się czyste, swobodne, podniosłe, przypominają modlitwę. Czy jest w nich więcej desperacji i żalu, czy spokojnego pogodzenia się z losem? Autorka pozostawia nam wolność interpretacji.
Dzieło Anandy Devi intryguje bogactwem przyrody Orientu, a zarazem obnaża nędzę życia na Mauritiusie. Daje nadzieję i zabiera. Mami zapachami, kolorami, by po chwili gwałtownie wrócić do szarej, brutalnej rzeczywistości. Zderza racje ogółu z racjami jednostki, podważając autorytet większości ślepo podążającej za tradycją. Ukazuje bohaterów szalonych, odsłaniając tym samym absurdalność zachowań ludzi z ich otoczenia. Pozwala sobie na odrobinę magii, ofiarując postaciom skrzela i skrzydła, by szybko sprowadzić ich na ziemię. W tym właśnie tkwi jego siła.
Ananda Devi: „Żywoty wykluczonych”. Przeł. Krzysztof Jarosz. Wydawnictwo W Podwórku - Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego. Gdańsk-Katowice 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

