LUDOBÓJSTWO W CIENIU KAPITALIZMU, KOLONIALIZMU I ZAGŁADY (PAWEŁ MOŚCICKI: 'GAZA. RZECZ O KULTURZE EKSTERMINACJI')
A
A
A
„Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji” to książka niezbędna. Wypełnia bowiem haniebną lukę polskiego rynku wydawniczego w kwestii obecnych wydarzeń w Palestynie. W świetle licznych – lecz jałowych intelektualnie – dyskusji o tym, „czy” w Gazie dochodzi dziś do ludobójstwa, Paweł Mościcki przesuwa tę debatę o wiele dalej i wkłada wysiłek w odpowiedzi na znacznie ważniejsze dziś pytania. Kultura eksterminacji, którą drobiazgowo opisuje, bez wątpienia istnieje i, chcąc czy nie, jesteśmy jej częścią – jako Polacy, jako lubiący uważać się za przedstawicieli Zachodu czy po prostu jako ludzie. Doskonałym dowodem naszego funkcjonowania w kulturze eksterminacji wydaje się to, że spory o uznanie izraelskiego ludobójstwa na Palestyńczykach zamrażają dyskusję w martwym punkcie, który nie prowadzi nas ani do adekwatnej reakcji, ani refleksji, na którą, jak przekonuje autor „Gazy”, nie jest jeszcze zupełnie za późno.
Książka nie opowiada jednak wyłącznie o ludobójstwie per se. Mościcki stara się odpowiedzieć na pytanie, jakie uwarunkowania powodują, że w ogóle mogło do niego dojść, dlaczego nikt go nie powstrzymał, dlaczego możemy oglądać je codziennie i jednocześnie odrzucać jego wydarzanie się. Autor nie ma żadnej wyrozumiałości dla zwolenników współczesnego systemu opartego na paradygmacie neoliberalnego kapitalizmu. Widoczne jest to również w doborze źródeł, gdzie dominuje myśl antyimperialistyczna, a także antykolonialna czy antysyjonistyczna. Styl książki, w zależności od rozdziału, oscyluje między publicystyką, esejem a momentami wywodem naukowym z pogranicza nauk humanistycznych i społecznych. Dla odbiorców mających styczność z tego typu piśmiennictwem będzie to z pewnością zaleta, jednak odbiorcom z mniejszym doświadczeniem naukowym, w zależności od rozdziału, „Gaza” może wydać się mniej przystępna. Warto także wspomnieć o przemyślanym doborze cytatów otwierających poszczególne rozdziały – promowanie palestyńskiej poezji, i kultury w ogóle, jest dzisiaj bardzo potrzebne. Z kolei czerwień okładki i ponura, czarno-biała fotografia domagają się naszej uwagi. Trzeba bardzo nie chcieć jej zauważyć, aby kompletnie ją zignorować.
Autor chce abyśmy zrozumieli, że ludobójstwo w Palestynie trwa od dawna – to eksterminacja ekstensywna, w slow motion, która jedynie w ostatnich dwóch latach ma charakter intensywny. O kulturze eksterminacji Mościcki pisze następująco: „(…) funkcjonujemy w kulturze, którą trzeba było wytworzyć i podtrzymywać, żeby tego rodzaju sytuacja była możliwa, znośna, a nawet akceptowalna. Najbardziej adekwatnym określeniem takiego systemu uwarunkowań jest kultura eksterminacji, ponieważ ludobójstwo nie tylko może się w niej odbyć, ale też w żaden sposób nie zaburza jej funkcjonowania. Stanowi integralną część świata, który spontanicznie uznajemy za własny” (s. 13). Kultura eksterminacji bazuje na uśpieniu naszej czujności, erozji solidarności i zaniechaniu kolektywnego działania na rzecz dobra wspólnego. Konsekwentnie, systemowo zawłaszcza dyskurs i, zgodnie z modelem propagandowym systemu medialnego autorstwa Noama Chomskiego i Edwarda S. Hermana, „fabrykuje przyzwolenie” na działania tak haniebne, jak właśnie ludobójstwo. Ucisza i dyscyplinuje kontrnarracje i opór – zarówno ten oddolny, jak i elitarny. Nosi maskę zatroskanej obrończyni praw człowieka i cynicznie instrumentalizuje empatię. Chcąc odpowiedzieć na pytanie, kto do tego aktywnie dopuszcza, autor odnosi się do gorzkiej diagnozy Andreasa Malma: „ludobójstwo w Gazie ma charakter »przedsięwzięcia międzynarodowego«. Nie byłoby możliwe bez aktywnej pomocy większości państw zachodnich. Kraje, w których żyjemy, nie są jedynie biernymi obserwatorami, niechętnymi do wyciągnięcia wniosków z obserwowanego okrucieństwa. To kraje współuczestniczące w ludobójstwie” (s. 16-17).
Pierwszy rozdział „Gazy” zaczyna się od próby odpowiedzi na pytanie: czym tak właściwie jest syjonizm? W uproszczeniu – warunkiem sine qua non palestyńskiego genocydu. Od tego założenia wychodzi Mościcki, próbując odpowiedzieć na postawione pytanie i uważając, że bez tego nie da się zrozumieć omawianego genocydu. Pokazuje przestrzenie dotknięte syjonizmem czy tzw. izraelizmem, który stanowi nierozszczepialną syntezę judaizmu oraz aparatu państwowego Izraela. Tłumaczy funkcjonowanie tego konstruktu następująco: „Maszyna izraelizmu działa na dwóch odcinkach: zewnętrznym i wewnętrznym. Na zewnątrz ma podtrzymywać obecność w debacie publicznej argumentów i pojęć odpowiadających syjonistycznej doktrynie, wewnątrz zaś jej zadaniem jest reprodukowanie i uspójnianie kadr mających w przyszłości kontynuować sam projekt” (s. 29-30). Przywołuje film dokumentalny „Izraelizm”, w którym bohaterowie doświadczają dekonstrukcji takiej wizji świata poprzez zetknięcie z tym fragmentem rzeczywistości, który syjonizm skrzętnie ukrywa – realiami życia Palestyńczyków pod izraelską okupacją w apartheidzie. Autor trafnie nazywa to „intelektualną porażką” izraelizmu, bowiem do storpedowania jego wyznawców wystarczyła „codzienna próba niesprawiedliwości” zobaczona z bliska, z dala od przesiąkniętej propagandą edukacji czy głównonurtowej opowieści medialnej.
Książka nie powiela więc licznych już w literaturze przedmiotu dywagacji na temat tego, czym w teorii jest, a czym nie, syjonizm ani jaka jest jego wieloletnia historia. Skupia się na tzw. „realnie istniejącym syjonizmie”, który Maxime Benatouil zdefiniował jako: „kolonializm ufundowany na żydowskiej supremacji i obsesyjnie skupiony na kwestiach demograficznych” (s. 35) . Autor uważa spór o definicje syjonizmu za zbędny o tyle, że odwraca uwagę od sedna problemu, czyli okupacji Palestyny przez Izrael i odmowy prawa powrotu Palestyńczyków do domu, tym samym podtrzymując status quo. Odpowiedź na pytanie, czy ktoś jest syjonistą, sprowadza się więc do rozstrzygnięcia, czy akceptujemy apartheid. A akceptacja takiego antyludzkiego podziału prowadzi wyłącznie do eksterminacji. To z kolei pozwala na zwięzłe zdefiniowanie izraelizmu jako konceptu, który z gruntu nie uznaje człowieczeństwa Palestyńczyków: „(…) jest systemem warunków zaistnienia możliwości ludobójstwa zbiorem przekonań, argumentów i praktycznych środków do tego, żeby fizyczna eliminacja Palestyńczyków stała się możliwa, a nawet uprawniona czy pożądana” (s. 37). Kluczowym elementem w realnie istniejącym syjonizmie jest, bez zaskoczenia, pamięć o Zagładzie, która podlega absolutyzacji, wiktymizacji oraz instrumentalizacji.
Mościcki zwraca także uwagę na jeden z podstawowych problemów z naszym myśleniem o Palestynie – w powszechnej świadomości zarówno Palestyna, jak i sami Palestyńczycy jawią się jako bliżej niezdefiniowany byt, pozbawiony rozpoznawalnego zestawu skojarzeń, jakiegokolwiek imaginarium. I to nie jest przypadek, bowiem o taki stan rzeczy aktywnie zabiega Izrael przy wsparciu sojuszników i opinii publicznej, a funkcjonowanie w kulturze eksterminacji powoduje, że wybieramy niewiedzę czy wręcz ślepotę. Autor „Gazy” pisze: „Zastanawiająca i przerażająca jest ta nieumiejętność zobaczenia czegoś, co znajduje się cały czas na naszym widoku. Usilne ignorowanie otwierających się przed nami przeciwujęć, które są dostępne dla każdego zwykłego człowieka” (s. 72). Wymazywanie Palestyny z powszechnej świadomości to część tzw. ludobójstwa w slow motion.
W drugim rozdziale, „Co się wydarzyło 7 października?”, Mościcki porusza kilka kluczowych kwestii, które w polskiej debacie na temat Palestyny pozostają zaniedbane. Po pierwsze, kwestię asymetrii i nierównowagi, która od samego początku cechuje konflikt izraelsko-palestyński, a która notorycznie ulega rozmyciu i zapomnieniu w dominującej narracji. Autor przytacza fakty i liczby związane z ofiarami okupacji i zbrojnych eskalacji i sięga do historii, w której próżno poszukiwać odwrócenia tej nierównowagi sił i środków. Piętnuje te zaniechania następująco: „Gest abstrahowania od historycznego cierpienia i rażącej asymetrii między pozycją okupowanego i okupanta jest być może najskrajniejszym możliwym przeciwieństwem postawy moralnej. Jest w istocie obscenicznym relatywizmem” (s. 122). Po drugie, odnosi się do licznych nadużyć, kłamstw i manipulacji w relacjonowaniu wydarzeń 7 października 2023 roku i sposobu, w jaki mówi się nie tylko stricte o Hamasie, ale szerzej – o prawie Palestyny do stawiania oporu wobec wieloletniej okupacji i apartheidu, które nie tylko jest jej symbolicznie i faktycznie odbierane, ale zastępowane etykietą agresora i winnego każdej eskalacji przemocy. Swoje rozważania osadza Mościcki w koncepcji „propagandy okrucieństwa” i podkreśla, że „(…) prawa Palestyńczyków są kwestią naszych moralnych osądów i woli. Nie przysługują im z natury, a jedynie za »dobre sprawowanie«” (s. 127). Legitymizacja bezwarunkowego poparcia dla prawa Izraela do samoobrony w takich warunkach odbywa się niezależnie od skali i poziomu okrucieństwa, a opór Palestyński zawsze traktowany będzie jako terroryzm. Mościcki wtóruje klasykom myśli antykolonialnej i antyimperialistycznej: „Nawet nie chodzi o to, że dla wyzwolenia kolonii potrzebne są przemoc i terror. Chodzi o to, że każda próba oporu i tak będzie traktowana jako terroryzm i odpowiednio do tego tłumiona. Ci, którzy zajmują dziś miejsce »pierwszych« i uważają się za rasę panów, nie zrezygnują z tego statusu z własnej inicjatywy” (s. 120).
Elementem tego rozdziału, który może budzić kontrowersje, jest część rekonstrukcji wydarzeń 7 października 2023, w której autor jako najbardziej prawdopodobną przyjmuję tezę, jakoby izraelskie służby wiedziały o planowanym przez Hamas ataku i pozwoliły do niego dopuścić, aby następnie wykorzystać to jako swego rodzaju casus belli. Dyskusja na temat takiego scenariusza toczy się w polskiej i światowej debacie publicznej od dawna i nierzadko traktowana jest jak teoria spiskowa. Nie oznacza to jednak, że nie wolno elaborować na temat jej potencjalnej prawdziwości – Mościcki przedstawia szereg argumentów, dlaczego jego zdaniem taka wersja wydarzeń wydaje się prawdopodobna.
W trzecim rozdziale, zatytułowanym „Ludobójstwo na żywo”, autor stara się wskazać szereg cech wyróżniających ludobójstwo w Strefie Gazy. To najlepiej udokumentowane ludobójstwo w historii, praktycznie streamowane na żywo. Ponurą ironią jest w szczególności to, że jego sprawcy sami aktywnie uwieczniają własne zbrodnie za pośrednictwem zdjęć czy nagrań, które następnie z własnej woli umieszczają w mediach społecznościowych czy innych kanałach propagandy izraelskiej, jednocześnie uważając własne działania za powód do dumy, nie wstydu. To wydaje się sytuacją nieznającą precedensu. Mościcki, dokonując podsumowania rozmaitych strat i zniszczeń, wskazuje, że za ludobójstwem kryją się także inne akty, takie jak politykobójstwo, prawobójstwo, ekobójstwo, miastobójstwo czy nekrobójstwo. Czymś, co w tej rekonstrukcji może budzić wątpliwości, jest przytaczana liczba ofiar. Mościcki odsyła do szeroko komentowanego artykułu (który nie ma charakteru naukowego) opublikowanego w „The Lancet”, gdzie mowa o ponad 186 tysiącach ofiar, oraz do artykułu Ralpha Nadera, który domniemuje, że ofiar może być w nawet ponad 400 tysięcy. Te szacunki znacznie przewyższają liczbę ofiar wskazywaną przez naukowców w najnowszych dostępnych badaniach z czerwca bieżącego roku, gdzie mowa o ponad 80 tysiącach (zob. Szymczak 2025).
Mościcki rozpatruje ludobójstwo także przez pryzmat nowoczesnej technologii, nazywając je wprost „ludobójstwem high tech”. Wskazuje na wykorzystanie sztucznej inteligencji, odczłowieczenia i automatyzacji działań wojennych, coraz większego dystansu i wirtualnego charakteru konfrontacji (kwestia dronów). Alarmuje jednak, że nie sam poziom zaawansowania powinien martwić nas najbardziej, lecz to, jakie niesie za sobą konsekwencje polityczno-społeczne i czego jest efektem. Jak powtarza za Grégoirem Chamayou: „Przy powszechnym użyciu dronów czy sztucznej inteligencji mamy do czynienia z »kryzysem etosu militarnego«, czyli przejściem od etyki poświęcenia i odwagi do etyki samoochrony i mniej lub bardziej uznawanego tchórzostwa” (s. 157). Charakter tego ludobójstwa nie jest zatem anomalią, lecz naturalną, choć zatrważającą, wypadkową uwarunkowań, w których do niego doszło: „Zagłada była według wielu autorów zwieńczeniem najbardziej niepokojących aspektów nowoczesności, tak również ludobójstwo w Gazie można uznać za sygnał tego, co szykuje nam epoka autorytarnego kapitalizmu, której pierwsze dekady właśnie przeżywamy. Nie da się zrozumieć natury tego ludobójstwa bez wyjaśnienia powodów głębokiego współudziału całego systemu w tworzeniu nie tylko warunków jego możliwości, ale i warunków jego dopuszczalności” (s. 159).
O rzeczonych praktykach współudziału traktuje kolejny rozdział. Na samym początku Mościcki jasno określa, z jakiego założenia wychodzi: „Nie ma ludobójstwa bez uprzedniego przyzwolenia, bez stworzenia warunków sprzyjających nie tylko jego fizycznej realizacji, ale też społecznej akceptacji albo przynajmniej biernej obserwacji” (s. 161). Następnie charakteryzuje kilka rodzajów współudziału: informacyjny, techniczny, polityczny, strukturalny. Swój udział w ludobójstwie mają zatem media korporacyjne głównego nurtu, które nagminnie stosują symetryzujące narracje, szukają prawdy „pośrodku”, w duchu rzekomego obiektywizmu i „wyważonej” opinii. Autor zauważa również inne mechanizmy, wspomniane wcześniej „fabrykowanie zgody”, wybiórczą dociekliwość, stronniczą empatię, eufemizację, emocjonalną emfazę retoryki izraelskiej. Współudział przypisuje także gigantom technologicznym, które zmonopolizowały obieg i zarządzanie informacją we współczesnym ekosystemie medialnym. Wymienia tutaj rozmaite międzynarodowe korporacje medialne i technologiczne stosujące praktyki cenzorskie: od MSNBC, BBC, CNN po Facebooka, Google i YouTube’a.
Naturalnie, ich współudział byłby pozbawiony sensu, gdyby nie związek z czołówką elity politycznej współczesnych stosunków międzynarodowych. Wskazuje tutaj Mościcki na kluczową rolę USA w stosunkach z Izraelem, a także na niesamowicie istotną rolę i renomę Izraela w zakresie świadczenia szerokiego wachlarza usług wywiadowczych i militarnych. Z kolei współudział strukturalny nazywa autor wymiennie „duchowym”. Owego ducha dostrzega wewnątrz, w warstwie instytucjonalnej – w tym, co w sensie praktycznym rządzi dzisiaj światem. To z kolei prowadzi go do wniosku, że wykształciliśmy tzw. kulturę zaprzeczenia, która (nawet pomimo wiedzy o tragedii) gwarantuje nam swoiste oddzielenie od tego, co przechodzi nasze pojęcie. Nie powinno to jednak dziwić w momencie, kiedy jako społeczeństwo nieustannie doświadczamy rewolucji technologicznych i coraz nowsze sfery życia podlegają rożnego rodzaju „rozdzieleniom”. Taki stan rzeczy prowadzi do braku poczucia odpowiedzialności, a wręcz do systemowego odczłowieczenia. Mościcki konstatuje: „W ten sposób wszyscy z konieczności stajemy się podatni na radykalne zło w postaci bezwstydnego zwolnienia z odpowiedzialności za nasze czyny, słowa i wybory. Rodzący się stechnicyzowany porządek autorytarnego kapitalizmu wykorzystuje zaś najintensywniej tę część naszej osobowości, którą oddelegowaliśmy do reprezentowania nas w abstrakcyjnym obiegu kodów” (s. 214).
Ostatni rozdział, zatytułowany „Osąd historii”, to próba spojrzenia na wydarzenia w Gazie z perspektywy ich dziejowej wagi i roli, jakie ludobójstwo mogłoby odegrać w naszym odbiorze, bez wątpienia nadchodzących, okrucieństw. Waga tych wydarzeń wydaje się nie do przeceniania nie tylko ze względu na moralny ciężar eksterminacji w Gazie, ale także ze względu na postawę Zachodu, który również z perspektywy historycznej należy osądzić. To jednak trudne, ponieważ wokół konfliktu izraelsko-palestyńskiego od lat splatają się dwie historyczne katastrofy (Zagłada oraz kolonializm), które jednocześnie są nierozerwalnie związane ze spuścizną Zachodu, przede wszystkim Europy. Ludobójstwo w gazie to jasny sygnał, że obydwie katastrofy nie zostały odpowiednio przepracowane. Pamięć o Zagładzie została zawłaszczona przez syjonizm, a neoliberalny kapitalizm to nowa wersja kolonializmu. Mościcki, korzystając z refleksji Cécile Winter, zastanawia się, dlaczego Zachód uparcie nie wyciąga żadnych wniosków: „Nie o wartości tu chodzi i nie o sprawiedliwość. Chodzi o zachowanie przywilejów: »bogatych, demokratów albo ludzi Zachodu, rozwiniętych, dobrze uzbrojonego ramienia Ludzkości, sług Dobra w walce ze Złem, atlantystów, mistrzów dyskursu, stwierdzających: ‘tak czy inaczej, znaczymy więcej niż inni, i tak powinno pozostać, choćby inni mieli zdechnąć’. Prościej byłoby powiedzieć ‘Białych’«” (s. 234-235).
Autor proponuje, aby tak jak niegdyś w przypadku Zagłady, z Gazy uczynić paradygmat. Sięga do sensu uczynienia Auschwitz paradygmatem oraz do stworzenia pojęcia ludobójstwa: „(…) ale przecież nie stworzono go po to, aby teraz wciąż zastrzegać je jedynie do opisu wydarzeń historycznych, lecz by służyło do nazwania nadchodzącego lub dziejącego się ponownie zła, reagowania na niepokojące sygnały przemocy i niesprawiedliwości, przestrzegania przed konsekwencjami polityki wykluczenia nienawiści. Jednym słowem: Auschwitz uczyniono paradygmatem, żeby porównywać z nim kolejne wydarzenia i żeby w tym zestawieniu rozpoznawać ich grozę. Nie zaś po to, żeby jeden naród na zawsze miał alibi dla wszystkiego, co może uczynić swoim wrogom” (s. 257). Zagłada i ludobójstwo w Gazie to wspólna sprawa nas wszystkich. Ostatecznie „Gaza” proponuje uniwersalizm: „To rezonowanie polega właśnie na tym, że w różnych kontekstach i różnych wydarzeniach można rozpoznać wspólną sprawę, która wprawdzie historycznie dotyczy konkretnej grupy, ale w głębszym sensie jest sprawą wszystkich. (…) Jedyny dopuszczalny uniwersalizm jest więc uniwersalizmem uciśnionych. Zwycięzcy bowiem z definicji podważają jakikolwiek uniwersalistyczny aspekt swoich roszczeń, bo funkcjonują w paradygmacie takiego lub innego światowego podziału człowieczeństwa” (s. 273).
Końcówka książki to gorzka, ale potrzebna refleksja o nadziei – czy w ogóle wypada do niej namawiać w świetle ludobójstwa i przemożnego oporu wobec zmian? Mościcki pisze: „Jeśli można pokładać dziś w czymś ufność, to w słowach niewzywających do trzymania się kurczowo wielkich nadziei, ale pokazujących, że istnieje sens sprzeciwu nawet bez niej” (s. 279).
LITERATURA:
Szymczak J.: „Badacz wojen: liczba ofiar Izraela w Strefie Gazy w styczniu przekroczyła 80 tys. osób [WYWIAD]”. „OKO.press”. 02.07.2025. https://oko.press/liczba-ofiar-strefa-gazy-wywiad.
Książka nie opowiada jednak wyłącznie o ludobójstwie per se. Mościcki stara się odpowiedzieć na pytanie, jakie uwarunkowania powodują, że w ogóle mogło do niego dojść, dlaczego nikt go nie powstrzymał, dlaczego możemy oglądać je codziennie i jednocześnie odrzucać jego wydarzanie się. Autor nie ma żadnej wyrozumiałości dla zwolenników współczesnego systemu opartego na paradygmacie neoliberalnego kapitalizmu. Widoczne jest to również w doborze źródeł, gdzie dominuje myśl antyimperialistyczna, a także antykolonialna czy antysyjonistyczna. Styl książki, w zależności od rozdziału, oscyluje między publicystyką, esejem a momentami wywodem naukowym z pogranicza nauk humanistycznych i społecznych. Dla odbiorców mających styczność z tego typu piśmiennictwem będzie to z pewnością zaleta, jednak odbiorcom z mniejszym doświadczeniem naukowym, w zależności od rozdziału, „Gaza” może wydać się mniej przystępna. Warto także wspomnieć o przemyślanym doborze cytatów otwierających poszczególne rozdziały – promowanie palestyńskiej poezji, i kultury w ogóle, jest dzisiaj bardzo potrzebne. Z kolei czerwień okładki i ponura, czarno-biała fotografia domagają się naszej uwagi. Trzeba bardzo nie chcieć jej zauważyć, aby kompletnie ją zignorować.
Autor chce abyśmy zrozumieli, że ludobójstwo w Palestynie trwa od dawna – to eksterminacja ekstensywna, w slow motion, która jedynie w ostatnich dwóch latach ma charakter intensywny. O kulturze eksterminacji Mościcki pisze następująco: „(…) funkcjonujemy w kulturze, którą trzeba było wytworzyć i podtrzymywać, żeby tego rodzaju sytuacja była możliwa, znośna, a nawet akceptowalna. Najbardziej adekwatnym określeniem takiego systemu uwarunkowań jest kultura eksterminacji, ponieważ ludobójstwo nie tylko może się w niej odbyć, ale też w żaden sposób nie zaburza jej funkcjonowania. Stanowi integralną część świata, który spontanicznie uznajemy za własny” (s. 13). Kultura eksterminacji bazuje na uśpieniu naszej czujności, erozji solidarności i zaniechaniu kolektywnego działania na rzecz dobra wspólnego. Konsekwentnie, systemowo zawłaszcza dyskurs i, zgodnie z modelem propagandowym systemu medialnego autorstwa Noama Chomskiego i Edwarda S. Hermana, „fabrykuje przyzwolenie” na działania tak haniebne, jak właśnie ludobójstwo. Ucisza i dyscyplinuje kontrnarracje i opór – zarówno ten oddolny, jak i elitarny. Nosi maskę zatroskanej obrończyni praw człowieka i cynicznie instrumentalizuje empatię. Chcąc odpowiedzieć na pytanie, kto do tego aktywnie dopuszcza, autor odnosi się do gorzkiej diagnozy Andreasa Malma: „ludobójstwo w Gazie ma charakter »przedsięwzięcia międzynarodowego«. Nie byłoby możliwe bez aktywnej pomocy większości państw zachodnich. Kraje, w których żyjemy, nie są jedynie biernymi obserwatorami, niechętnymi do wyciągnięcia wniosków z obserwowanego okrucieństwa. To kraje współuczestniczące w ludobójstwie” (s. 16-17).
Pierwszy rozdział „Gazy” zaczyna się od próby odpowiedzi na pytanie: czym tak właściwie jest syjonizm? W uproszczeniu – warunkiem sine qua non palestyńskiego genocydu. Od tego założenia wychodzi Mościcki, próbując odpowiedzieć na postawione pytanie i uważając, że bez tego nie da się zrozumieć omawianego genocydu. Pokazuje przestrzenie dotknięte syjonizmem czy tzw. izraelizmem, który stanowi nierozszczepialną syntezę judaizmu oraz aparatu państwowego Izraela. Tłumaczy funkcjonowanie tego konstruktu następująco: „Maszyna izraelizmu działa na dwóch odcinkach: zewnętrznym i wewnętrznym. Na zewnątrz ma podtrzymywać obecność w debacie publicznej argumentów i pojęć odpowiadających syjonistycznej doktrynie, wewnątrz zaś jej zadaniem jest reprodukowanie i uspójnianie kadr mających w przyszłości kontynuować sam projekt” (s. 29-30). Przywołuje film dokumentalny „Izraelizm”, w którym bohaterowie doświadczają dekonstrukcji takiej wizji świata poprzez zetknięcie z tym fragmentem rzeczywistości, który syjonizm skrzętnie ukrywa – realiami życia Palestyńczyków pod izraelską okupacją w apartheidzie. Autor trafnie nazywa to „intelektualną porażką” izraelizmu, bowiem do storpedowania jego wyznawców wystarczyła „codzienna próba niesprawiedliwości” zobaczona z bliska, z dala od przesiąkniętej propagandą edukacji czy głównonurtowej opowieści medialnej.
Książka nie powiela więc licznych już w literaturze przedmiotu dywagacji na temat tego, czym w teorii jest, a czym nie, syjonizm ani jaka jest jego wieloletnia historia. Skupia się na tzw. „realnie istniejącym syjonizmie”, który Maxime Benatouil zdefiniował jako: „kolonializm ufundowany na żydowskiej supremacji i obsesyjnie skupiony na kwestiach demograficznych” (s. 35) . Autor uważa spór o definicje syjonizmu za zbędny o tyle, że odwraca uwagę od sedna problemu, czyli okupacji Palestyny przez Izrael i odmowy prawa powrotu Palestyńczyków do domu, tym samym podtrzymując status quo. Odpowiedź na pytanie, czy ktoś jest syjonistą, sprowadza się więc do rozstrzygnięcia, czy akceptujemy apartheid. A akceptacja takiego antyludzkiego podziału prowadzi wyłącznie do eksterminacji. To z kolei pozwala na zwięzłe zdefiniowanie izraelizmu jako konceptu, który z gruntu nie uznaje człowieczeństwa Palestyńczyków: „(…) jest systemem warunków zaistnienia możliwości ludobójstwa zbiorem przekonań, argumentów i praktycznych środków do tego, żeby fizyczna eliminacja Palestyńczyków stała się możliwa, a nawet uprawniona czy pożądana” (s. 37). Kluczowym elementem w realnie istniejącym syjonizmie jest, bez zaskoczenia, pamięć o Zagładzie, która podlega absolutyzacji, wiktymizacji oraz instrumentalizacji.
Mościcki zwraca także uwagę na jeden z podstawowych problemów z naszym myśleniem o Palestynie – w powszechnej świadomości zarówno Palestyna, jak i sami Palestyńczycy jawią się jako bliżej niezdefiniowany byt, pozbawiony rozpoznawalnego zestawu skojarzeń, jakiegokolwiek imaginarium. I to nie jest przypadek, bowiem o taki stan rzeczy aktywnie zabiega Izrael przy wsparciu sojuszników i opinii publicznej, a funkcjonowanie w kulturze eksterminacji powoduje, że wybieramy niewiedzę czy wręcz ślepotę. Autor „Gazy” pisze: „Zastanawiająca i przerażająca jest ta nieumiejętność zobaczenia czegoś, co znajduje się cały czas na naszym widoku. Usilne ignorowanie otwierających się przed nami przeciwujęć, które są dostępne dla każdego zwykłego człowieka” (s. 72). Wymazywanie Palestyny z powszechnej świadomości to część tzw. ludobójstwa w slow motion.
W drugim rozdziale, „Co się wydarzyło 7 października?”, Mościcki porusza kilka kluczowych kwestii, które w polskiej debacie na temat Palestyny pozostają zaniedbane. Po pierwsze, kwestię asymetrii i nierównowagi, która od samego początku cechuje konflikt izraelsko-palestyński, a która notorycznie ulega rozmyciu i zapomnieniu w dominującej narracji. Autor przytacza fakty i liczby związane z ofiarami okupacji i zbrojnych eskalacji i sięga do historii, w której próżno poszukiwać odwrócenia tej nierównowagi sił i środków. Piętnuje te zaniechania następująco: „Gest abstrahowania od historycznego cierpienia i rażącej asymetrii między pozycją okupowanego i okupanta jest być może najskrajniejszym możliwym przeciwieństwem postawy moralnej. Jest w istocie obscenicznym relatywizmem” (s. 122). Po drugie, odnosi się do licznych nadużyć, kłamstw i manipulacji w relacjonowaniu wydarzeń 7 października 2023 roku i sposobu, w jaki mówi się nie tylko stricte o Hamasie, ale szerzej – o prawie Palestyny do stawiania oporu wobec wieloletniej okupacji i apartheidu, które nie tylko jest jej symbolicznie i faktycznie odbierane, ale zastępowane etykietą agresora i winnego każdej eskalacji przemocy. Swoje rozważania osadza Mościcki w koncepcji „propagandy okrucieństwa” i podkreśla, że „(…) prawa Palestyńczyków są kwestią naszych moralnych osądów i woli. Nie przysługują im z natury, a jedynie za »dobre sprawowanie«” (s. 127). Legitymizacja bezwarunkowego poparcia dla prawa Izraela do samoobrony w takich warunkach odbywa się niezależnie od skali i poziomu okrucieństwa, a opór Palestyński zawsze traktowany będzie jako terroryzm. Mościcki wtóruje klasykom myśli antykolonialnej i antyimperialistycznej: „Nawet nie chodzi o to, że dla wyzwolenia kolonii potrzebne są przemoc i terror. Chodzi o to, że każda próba oporu i tak będzie traktowana jako terroryzm i odpowiednio do tego tłumiona. Ci, którzy zajmują dziś miejsce »pierwszych« i uważają się za rasę panów, nie zrezygnują z tego statusu z własnej inicjatywy” (s. 120).
Elementem tego rozdziału, który może budzić kontrowersje, jest część rekonstrukcji wydarzeń 7 października 2023, w której autor jako najbardziej prawdopodobną przyjmuję tezę, jakoby izraelskie służby wiedziały o planowanym przez Hamas ataku i pozwoliły do niego dopuścić, aby następnie wykorzystać to jako swego rodzaju casus belli. Dyskusja na temat takiego scenariusza toczy się w polskiej i światowej debacie publicznej od dawna i nierzadko traktowana jest jak teoria spiskowa. Nie oznacza to jednak, że nie wolno elaborować na temat jej potencjalnej prawdziwości – Mościcki przedstawia szereg argumentów, dlaczego jego zdaniem taka wersja wydarzeń wydaje się prawdopodobna.
W trzecim rozdziale, zatytułowanym „Ludobójstwo na żywo”, autor stara się wskazać szereg cech wyróżniających ludobójstwo w Strefie Gazy. To najlepiej udokumentowane ludobójstwo w historii, praktycznie streamowane na żywo. Ponurą ironią jest w szczególności to, że jego sprawcy sami aktywnie uwieczniają własne zbrodnie za pośrednictwem zdjęć czy nagrań, które następnie z własnej woli umieszczają w mediach społecznościowych czy innych kanałach propagandy izraelskiej, jednocześnie uważając własne działania za powód do dumy, nie wstydu. To wydaje się sytuacją nieznającą precedensu. Mościcki, dokonując podsumowania rozmaitych strat i zniszczeń, wskazuje, że za ludobójstwem kryją się także inne akty, takie jak politykobójstwo, prawobójstwo, ekobójstwo, miastobójstwo czy nekrobójstwo. Czymś, co w tej rekonstrukcji może budzić wątpliwości, jest przytaczana liczba ofiar. Mościcki odsyła do szeroko komentowanego artykułu (który nie ma charakteru naukowego) opublikowanego w „The Lancet”, gdzie mowa o ponad 186 tysiącach ofiar, oraz do artykułu Ralpha Nadera, który domniemuje, że ofiar może być w nawet ponad 400 tysięcy. Te szacunki znacznie przewyższają liczbę ofiar wskazywaną przez naukowców w najnowszych dostępnych badaniach z czerwca bieżącego roku, gdzie mowa o ponad 80 tysiącach (zob. Szymczak 2025).
Mościcki rozpatruje ludobójstwo także przez pryzmat nowoczesnej technologii, nazywając je wprost „ludobójstwem high tech”. Wskazuje na wykorzystanie sztucznej inteligencji, odczłowieczenia i automatyzacji działań wojennych, coraz większego dystansu i wirtualnego charakteru konfrontacji (kwestia dronów). Alarmuje jednak, że nie sam poziom zaawansowania powinien martwić nas najbardziej, lecz to, jakie niesie za sobą konsekwencje polityczno-społeczne i czego jest efektem. Jak powtarza za Grégoirem Chamayou: „Przy powszechnym użyciu dronów czy sztucznej inteligencji mamy do czynienia z »kryzysem etosu militarnego«, czyli przejściem od etyki poświęcenia i odwagi do etyki samoochrony i mniej lub bardziej uznawanego tchórzostwa” (s. 157). Charakter tego ludobójstwa nie jest zatem anomalią, lecz naturalną, choć zatrważającą, wypadkową uwarunkowań, w których do niego doszło: „Zagłada była według wielu autorów zwieńczeniem najbardziej niepokojących aspektów nowoczesności, tak również ludobójstwo w Gazie można uznać za sygnał tego, co szykuje nam epoka autorytarnego kapitalizmu, której pierwsze dekady właśnie przeżywamy. Nie da się zrozumieć natury tego ludobójstwa bez wyjaśnienia powodów głębokiego współudziału całego systemu w tworzeniu nie tylko warunków jego możliwości, ale i warunków jego dopuszczalności” (s. 159).
O rzeczonych praktykach współudziału traktuje kolejny rozdział. Na samym początku Mościcki jasno określa, z jakiego założenia wychodzi: „Nie ma ludobójstwa bez uprzedniego przyzwolenia, bez stworzenia warunków sprzyjających nie tylko jego fizycznej realizacji, ale też społecznej akceptacji albo przynajmniej biernej obserwacji” (s. 161). Następnie charakteryzuje kilka rodzajów współudziału: informacyjny, techniczny, polityczny, strukturalny. Swój udział w ludobójstwie mają zatem media korporacyjne głównego nurtu, które nagminnie stosują symetryzujące narracje, szukają prawdy „pośrodku”, w duchu rzekomego obiektywizmu i „wyważonej” opinii. Autor zauważa również inne mechanizmy, wspomniane wcześniej „fabrykowanie zgody”, wybiórczą dociekliwość, stronniczą empatię, eufemizację, emocjonalną emfazę retoryki izraelskiej. Współudział przypisuje także gigantom technologicznym, które zmonopolizowały obieg i zarządzanie informacją we współczesnym ekosystemie medialnym. Wymienia tutaj rozmaite międzynarodowe korporacje medialne i technologiczne stosujące praktyki cenzorskie: od MSNBC, BBC, CNN po Facebooka, Google i YouTube’a.
Naturalnie, ich współudział byłby pozbawiony sensu, gdyby nie związek z czołówką elity politycznej współczesnych stosunków międzynarodowych. Wskazuje tutaj Mościcki na kluczową rolę USA w stosunkach z Izraelem, a także na niesamowicie istotną rolę i renomę Izraela w zakresie świadczenia szerokiego wachlarza usług wywiadowczych i militarnych. Z kolei współudział strukturalny nazywa autor wymiennie „duchowym”. Owego ducha dostrzega wewnątrz, w warstwie instytucjonalnej – w tym, co w sensie praktycznym rządzi dzisiaj światem. To z kolei prowadzi go do wniosku, że wykształciliśmy tzw. kulturę zaprzeczenia, która (nawet pomimo wiedzy o tragedii) gwarantuje nam swoiste oddzielenie od tego, co przechodzi nasze pojęcie. Nie powinno to jednak dziwić w momencie, kiedy jako społeczeństwo nieustannie doświadczamy rewolucji technologicznych i coraz nowsze sfery życia podlegają rożnego rodzaju „rozdzieleniom”. Taki stan rzeczy prowadzi do braku poczucia odpowiedzialności, a wręcz do systemowego odczłowieczenia. Mościcki konstatuje: „W ten sposób wszyscy z konieczności stajemy się podatni na radykalne zło w postaci bezwstydnego zwolnienia z odpowiedzialności za nasze czyny, słowa i wybory. Rodzący się stechnicyzowany porządek autorytarnego kapitalizmu wykorzystuje zaś najintensywniej tę część naszej osobowości, którą oddelegowaliśmy do reprezentowania nas w abstrakcyjnym obiegu kodów” (s. 214).
Ostatni rozdział, zatytułowany „Osąd historii”, to próba spojrzenia na wydarzenia w Gazie z perspektywy ich dziejowej wagi i roli, jakie ludobójstwo mogłoby odegrać w naszym odbiorze, bez wątpienia nadchodzących, okrucieństw. Waga tych wydarzeń wydaje się nie do przeceniania nie tylko ze względu na moralny ciężar eksterminacji w Gazie, ale także ze względu na postawę Zachodu, który również z perspektywy historycznej należy osądzić. To jednak trudne, ponieważ wokół konfliktu izraelsko-palestyńskiego od lat splatają się dwie historyczne katastrofy (Zagłada oraz kolonializm), które jednocześnie są nierozerwalnie związane ze spuścizną Zachodu, przede wszystkim Europy. Ludobójstwo w gazie to jasny sygnał, że obydwie katastrofy nie zostały odpowiednio przepracowane. Pamięć o Zagładzie została zawłaszczona przez syjonizm, a neoliberalny kapitalizm to nowa wersja kolonializmu. Mościcki, korzystając z refleksji Cécile Winter, zastanawia się, dlaczego Zachód uparcie nie wyciąga żadnych wniosków: „Nie o wartości tu chodzi i nie o sprawiedliwość. Chodzi o zachowanie przywilejów: »bogatych, demokratów albo ludzi Zachodu, rozwiniętych, dobrze uzbrojonego ramienia Ludzkości, sług Dobra w walce ze Złem, atlantystów, mistrzów dyskursu, stwierdzających: ‘tak czy inaczej, znaczymy więcej niż inni, i tak powinno pozostać, choćby inni mieli zdechnąć’. Prościej byłoby powiedzieć ‘Białych’«” (s. 234-235).
Autor proponuje, aby tak jak niegdyś w przypadku Zagłady, z Gazy uczynić paradygmat. Sięga do sensu uczynienia Auschwitz paradygmatem oraz do stworzenia pojęcia ludobójstwa: „(…) ale przecież nie stworzono go po to, aby teraz wciąż zastrzegać je jedynie do opisu wydarzeń historycznych, lecz by służyło do nazwania nadchodzącego lub dziejącego się ponownie zła, reagowania na niepokojące sygnały przemocy i niesprawiedliwości, przestrzegania przed konsekwencjami polityki wykluczenia nienawiści. Jednym słowem: Auschwitz uczyniono paradygmatem, żeby porównywać z nim kolejne wydarzenia i żeby w tym zestawieniu rozpoznawać ich grozę. Nie zaś po to, żeby jeden naród na zawsze miał alibi dla wszystkiego, co może uczynić swoim wrogom” (s. 257). Zagłada i ludobójstwo w Gazie to wspólna sprawa nas wszystkich. Ostatecznie „Gaza” proponuje uniwersalizm: „To rezonowanie polega właśnie na tym, że w różnych kontekstach i różnych wydarzeniach można rozpoznać wspólną sprawę, która wprawdzie historycznie dotyczy konkretnej grupy, ale w głębszym sensie jest sprawą wszystkich. (…) Jedyny dopuszczalny uniwersalizm jest więc uniwersalizmem uciśnionych. Zwycięzcy bowiem z definicji podważają jakikolwiek uniwersalistyczny aspekt swoich roszczeń, bo funkcjonują w paradygmacie takiego lub innego światowego podziału człowieczeństwa” (s. 273).
Końcówka książki to gorzka, ale potrzebna refleksja o nadziei – czy w ogóle wypada do niej namawiać w świetle ludobójstwa i przemożnego oporu wobec zmian? Mościcki pisze: „Jeśli można pokładać dziś w czymś ufność, to w słowach niewzywających do trzymania się kurczowo wielkich nadziei, ale pokazujących, że istnieje sens sprzeciwu nawet bez niej” (s. 279).
LITERATURA:
Szymczak J.: „Badacz wojen: liczba ofiar Izraela w Strefie Gazy w styczniu przekroczyła 80 tys. osób [WYWIAD]”. „OKO.press”. 02.07.2025. https://oko.press/liczba-ofiar-strefa-gazy-wywiad.
Paweł Mościcki: „Gaza. Rzecz o kulturze eksterminacji”. Wydawnictwo Karakter. Kraków 2025.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

