DUETY DO METY (MARIAN BIELECKI: 'PARALELE I PARANTELE. WITOLD GOMBROWICZ I LITERATURA ŚWIATOWA')
A
A
A
Marian Bielecki to po śmierci Jerzego Jarzębskiego naczelny gombrowiczolog polskiej filologii. Oczywiście w opinii ogółu badaczy może toczyć bój o palmę pierwszeństwa chociażby z Włodzimierzem Boleckim, ale w moim arbitralnym mniemaniu wrocławski uczony na takie miano zasługuje. Przecież nikt nie zabroni, by było ono przyznawane rotacyjnie, czy kwartalnie… Wydana w Instytucie Badań Literackich PAN książka Bieleckiego „Paralele i parantele. Witold Gombrowicz i literatura światowa” stanowi zapis intelektualnych konfrontacji z dziełem autora „Ferdydurki”.
Gombro 4ever
Gombrowicz nie przestaje inspirować. Wciąż powstaje sporo książek na temat pisarstwa autora „Trans-Atlantyku”. Ostatnie pięć lat w gombrowiczologii to między innymi Józefa Olejniczaka („Witold Gombrowicz – ja!”, 2021), Włodzimierza Boleckiego („Czy Gombrowicz miał oczy?”, 2024), Krzysztof Łęckiego („Wariant Gombrowicza [repetycje, marginesy, dygresje]”, 2024]), tom zbiorowy „Gombrowicz: rekonstrukcje” pod redakcją Pawła Panasa (2024), ale także krytyczne wydania trzech tomów „Dzienników” (2024) i „Trans-Atlantyku” (2024). Dzieje się także w odbiorze zagranicznym, mamy książki na temat recepcji argentyńskiej, tłumaczeń, analizy przekładoznawczej. Widzimy nasilenie w roku jubileuszowym. Gombrowicz urodził się w 1904 roku, więc na 120-lecie urodzin pojawiło się więcej publikacji.
Od pierwszej książki Bieleckiego poświęconej Gombrowiczowi: „Literatura i lektura. O metaliterackich i metakrytycznych poglądach Witolda Gombrowicza” (2004), przez „Interpretację i płeć. Szkice o twórczości Witolda Gombrowicza” (2005), a także „Kłopoty z innością” (2012),
„Widma nowoczesności. »Ferdydurke« Witolda Gombrowicza” (2014), „Gombrowicziady. Reaktywację” (2020), aż do omawianej pozycji z roku 2024 wrocławski literaturoznawca niestrudzenie obmapowuje tę twórczość, konfrontuje się z dziełem Witolda Mariana Gombrowicza. Jest w tym działaniu bezkompromisowy.
Licząca 420 stron książka zawiera dziewięć rozdziałów. Każdy z nich jest rozbudowanym, erudycyjnym drążeniem paraleli. Przywołam tu dawne znaczenie tego słowa, pochodzące ze słownika Doroszewskiego, które znakomicie pokazuje, że paralela to nie tylko „zestawienie cech analogicznych w rzeczach porównywanych”, ale także „przekopy oblężnicze kopane równolegle do obleganego obiektu”. Bielecki wpuszcza do okopów mistrzów pióra parami, dwójkami.
Okopy ligi mistrzów
Autor tyczy linie, chodniki na terenie światowej literackiej ekstraklasy, ukazując związki, analogie, podobieństwa, różnice, rozbieżności, pokrewieństwa pomiędzy dziełami Witolda Gombrowicza i wybranymi utworami, motywami jego pisarskich kompanów. Selekcja jest arbitralna, ale ugruntowana i uzasadniona literaturoznawczo. Relacje tekstowe, interpretacyjne, analityczne czytającego Bieleckiego, który zestawia ze sobą duety wybitnych myślicieli, pisarzy oraz ich dzieła, przekładają się na tytułowe parantele, czyli – znów za Doroszewskim – „związki pokrewieństwa, powinowactwa, zwłaszcza z osobami należącymi do znanego rodu; ogół krewnych i powinowatych należących do jednego rodu; ród”. Mówiąc obrazowo, badacz wpuszcza w okopy – rozpostarte po literackim polu ulegającym dzieleniu – zastępy, tandemy bliskich, czyli właśnie parantele. Parantela ta zasadza się jednakże na potencji, możności wybicia się ponad innych: ciężarem gatunkowym, geniuszem, wielkością, potęgą dzieła.
Ta metaforyka batalistyczna narzuca się, ponieważ pole literatury światowej to top class, szczyt pola produkcji kulturowej. Gombrowicz ze swoimi ambicjami, kompleksami, żywym intelektem, poczuciem wstydu i czujnością na fałsz przemierza chodniki, przekopy w walce o swoją wybitność. Nieustannie udowadnia swoje pierwszeństwo, prekursorski charakter, ale szuka też popleczników, olbrzymów, na których plecy może wejść, odbić się od nich; którzy pomogą mu w osiągnięciu nie tylko sławy, ale i chwały na świecie. Książka Bieleckiego, w sposób nieroszczący sobie pretensji do nieomylności, opowiada o relacjach intertekstualnych. W jednych z nich Bielecki pokazuje, jak Gombrowicz przegląda się w dziele danego pisarza, w innych, jak postponuje, tworząc każdorazowo ciekawy duet, wielogłos.
We „Wstępie” Bielecki sugeruje, że metodologiczna, wyprzedzająca, prekursorska rola gry Gombrowicza w teorie i teoryjki była formą strategii. Dzięki niej walka o własną wybitność na arenie światowej mogła być łatwiejsza. Sondowanie doktryn, prądów myślowych, tworzenie wehikułów narracyjnych, upozowanych słów, które funkcjonalizowały się jako figury, a następnie ich prześmiewcze parodiowanie stanowiło sposób na umoszczenie się w modernistycznym parnasie, „Światowej republice literatury” (s. 11). Bielecki w podrozdziale zatytułowanym „Marketing i zarządzanie”, zresztą poczucie humoru i odwaga w doborze słów (o tym jeszcze będzie) i tematów tej książki stanowi dla mnie największą jej zaletę, wspomina, jak Gombrowicz, posiłkując się inicjałami kuzyna, Gustawa Kotkowskiego, pisze recenzję swego debiutu, „Pamiętnika z okresu dojrzewania”. To działanie, jako pewien chichot losu prawem wiecznego powrotu odżyło w sprawie Tadeusza Batyra, zachwalanego przez prezydenta elekta, Karola Nawrockiego. Popatrzcie, Gombro i tu prekursor! Choć wiadomo, że nie… „(…) bo to już Sartoriusz powiedział w swoich Bukolikach” (Gombrowicz 2003: 40).
Jakim kluczem otwiera tym razem spuściznę Gombrowicza badacz? A no właśnie – literatury światowej. Przywołany przez autora „Paralel i parantel” Earl Miner objaśnia, „że ważne są nie tylko zwyczajowe kryteria podobieństw, właściwości lub elementów, ale także różnica na tyle duża, »by wzbudziła zainteresowanie, oraz przypuszczalne podobieństwo na tyle znaczne, by usprawiedliwiło porównanie«” (s. 53). Jest to również, zgrabnie ujęta, zasada kompozycyjna całej książki: podobieństwa mają być znaczne, ale na ich tle im większa różnica – tym lepiej dla pracy krytycznej, badawczej, dla porównania. W tej samej inicjalnej części we fragmencie zatytułowanym „Lektura” autor objaśnia skrótowo zawartość każdego z obszernych, kilkudziesięciostronicowych, rozdziałów. To zasadny i miły ukłon w stronę czytelnika specjalistycznego.
Zaproszenie do lektury sformułowano szeroko. Książkę Bieleckiego można potraktować jako studium o Witoldzie Gombrowiczu, choć nie wszystkie rozdziały poświęcone są mu w sposób bezpośredni. Autor konsekwentnie prowadzi czytelnika przez sieć paralel, intertekstualnych łączy, powinowactw z wyboru, które dotykają kluczowych dla Gombrowicza kategorii filozoficznych i metaliterackich.
I tak rozdział „Próbowanie świata i siebie – Montaigne i Gombrowicz” poświęcony autorowi „Prób” przywołuje fundamentalne napięcie między sferą prywatną a publiczną, tak istotne dla poetyki „Dziennika”. W kolejnym, zadedykowanym ukochanemu kotu gombrowiczologa, Bucowi (kocisko zalicza aż dwie dedykacje w tomie, to też znaczące), komparatystycznym studium – „Ku hermeneutyce i etyce niemożliwej. Kafka i Gombrowicz” – autor zajmuje czytelnika sporą dawką analizy filozoficznej od Kanta przez Benthama do Derridy, rekonstruując ich rozumienie ludzkiego i zwierzęcego (o ryzyku wpływologii zob. s. 98) w kontekście Kafki oraz autora „Ślubu”. Pojawia się tu także niezwykle ciekawy wątek entomologiczny. Insektów, które są nagim życiem (zob. s. 113). Wyjętymi spod prawa, nic niewartymi bytami (kto próbował opchnąć komuś patyczaki, ten wie, o czym piszę). Bielecki omawia owada w „Przemianie” Kafki i żuki na plaży z dzienników Gombrowicza, kreśląc meandry etyki i odpowiedzialności, przez które idą obaj pisarze.
Kolejna paralela to „Wstyd, ujawnienie i pedagogia. André Gide i Witold Gombrowicz”. W tej analizie pojawiają się pokrewne opozycje: szczerość i nieszczerość. Autor ponownie deklaruje tu metodologiczne drogowskazy: „Postaram się więc uniknąć wspomnianych niebezpieczeństw i podążać za dialektyką podobieństw i różnic, tożsamości i inności. A jeśli analogie problemowe uczynię punktem wyjścia, to tylko po to, żeby bardzo szybko w podobieństwach starać się odnajdywać różnice” (s. 128). Znów nie jest to przyczynkarskie czytanie, ale dogłębna lektura całościowego dorobku pisarza i poszukiwanie punktów wspólnych pomiędzy dziełami. Badacz komentuje obecności Gide’a na kartach „Dziennika”, koncepcję Homotextualis (s. 150), osobliwej nieatrakcyjności płci pięknej, zmowy mężczyzn (s. 155, 164, 167). Fragmenty te z pewnością przydadzą się osobom zainteresowanym kwestiami płci.
Następny, a drugi zadedykowany brytyjskiemu kotu Bieleckiego, rozdział to „Śmierć psa albo Heideggera i Gombrowicza dyskursy o ludziach i zwierzętach”. Odejście pupila czy już podmiotu? Zwierzę towarzyszące czy człowiek towarzyszący zwierzęciu? Kot, który ma nas, czy my, którzy mamy kota? Czy może kota na punkcie psa? Życie, odejście, śmierć czworonogów – przefiltrowana przez lektury filozofów i Gombra. W tej żałobnej paraleli Bielecki wpierw przybliża obecność niemieckiego filozofa na kartach książek Gombrowicza (zwłaszcza w „Przewodniku po filozofii w sześć godzin i kwadrans”), dalej rekonstruuje koncepcje granic pomiędzy ludzkim i nieludzkim autora „Listu o humanizmie” i jego komentatorów w tym Habermasa, by finalnie odczytać metodę Gombrowicza, który filozofii i teorii używa do swoich celów: „Wychodzi na to, że znowu, jak często w podobnych sytuacjach, poprzestał na przekartkowaniu książki i wykorzystał ją do własnych celów, czyli wydrwienia maniery Heideggera” (s. 183). Sam koniec rozdziału obfituje w rozważania nad relacją człowieka i zwierzęcia oraz śmierci – tematów, które Gombrowicz eksplorował z wyjątkową intensywnością (zob. s. 188-191).
„Gombrowicz i Sartre. Historia pewnej obsesji” to rozdział, w którym wrocławski badacz kontynuuje instrumentalizowanie filozofii przez Witolda Gombrowicza. Pisarz powiada, że praca „Byt i nicość” Sartre’a była dla niego wstrząsem, ale tylko dlatego, że może docenić własny geniusz. A konkretnie prekursorską rolę „Ferdydurki”, która te same tematy językiem literatury antycypowała dekadę wcześniej (zob. s. 194). W zdaniu małoszyczanina: „Ludzie, którzy żyją nieświadomie, nie mają egzystencji” (cyt. za s. 197) pobrzmiewa to same rozpoznanie, które znaleźć można na kartach książek Francuza, ale u Sartre’a działa inaczej. Nie natrafimy w jego dziele na dzieci, zwierzęta, rośliny, ponieważ jego „indywidua” otoczone są wyłącznie dorosłymi. U Gombrowicza mamy młodzież, krowy w alei eukaliptusowej i triumfy zieloności… W paraleli Witold i Jean-Paul wchodzą wespół i idą równo, gdy mowa jest o społecznym stwarzaniu, konwencjonalnym charakterze istnienia. Brzmią tak samo, gdy mowa o determinizmie, tak ujętym przez Francuza: „Wydaje się, że człowiek nie tyle »sam siebie tworzy«, ile jest »tworzony« przez klimat i ziemię, przez swoją rasę i klasę społeczną, przez język i historię zbiorowości, której jest częścią, przez szczególne okoliczności swego dzieciństwa, przez nabyte przyzwyczajenia, przez wielkie i małe wydarzenia swego dzieciństwa, przez nabyte przyzwyczajenia, przez małe i wielkie wydarzenia swego życia” (cyt. za s. 207). Sartre’a wespół z Gombrowiczem zajmuje problematyka autentyczności, zaangażowania literackiego, nihilizmu i afirmacji.
Ciekawym zestawieniem jest rozdział „»Niewiadoma tedy intencja«, czyli o tym, czego Gombrowicz chciał od Geneta”. Otóż, „spoilerując”, polskiemu pisarzowi zależy na utrzymaniu „pedkowatości” prozy, ale pozbawionej seksualnej bezpośredniości, epatowania. Lepiej zdaniem Gombra jest wtedy, gdy wstydliwe pozostaje niejednoznaczne, niedopowiedziane. Będzie obsceną bez obsceny (zob. s. 278). Autor „Operetki” pisze: „A także okropne, iż w Genecie (o którym pojęcia nie miałem) odkrywam najcenniejsze inspiracje »Pornografii«, tylko że w pedkowatym sosie; chłopie, jeśli mnie nie uda się tej problematyki wyciągnąć z pederastii sensu stricto, to jestem artystycznie wykończony. Zalewa się wódką, jak nigdy, i przeżywam. Bogu Najw. się polecam” (cyt. za s. 256). Bielecki w tej części analizuje dzieło Geneta i Gombrowicza, zmierzając także do ciekawych analiz, rozbiorów dotyczących chociażby moralności, filozofii zdrady i złodziejstwa (zob. s. 268) w wydaniu francuskiego pisarza, osadzonego niegdyś w katowickim więzieniu na ulicy Mikołowskiej. W tej części Genet staje się punktem wyjścia do refleksji nad intencją autorską, komentarzem i poetyką homoerotyczną.
Jest to też rozdział, w którym badacz odsłania przed czytelnikiem pojęcia rimmingu, fellatio… Ukazuje je w kontekście przechodzenia od erotyki dosłownej w poetycką i alegoryczną (zob. s. 279). Warto po tych słowach zauważyć, co stanowi o sile omawianej książki. Są to w mojej ocenie igraszki z formą naukową, podparte erudycją filozoficzną, literaturoznawczą, nasycone specjalistycznym językiem i długimi okresami zdań, w których pojawiają się niespodziewanie terminy wstydliwe, alkowiane, pornograficzne. Bardzo służą one książce gombrowiczologa. Wprowadzają inny porządek, dają oddech od „hardcorowej” filozofii. Jest to bodaj pierwsza książka o Gombrowiczu, w której pojawia się słowo rimming oraz kakaowe oko (rectal turn i kres męskości fallogocentrycznej).
„Resentymenty i afirmacje. Bernhard i Gombrowicz” to część, w której austriacki pisarz przywołany zostaje w kontekście resentymentu i afirmacji, jako źródeł żywiołu literackiego. Bielecki przypomina opinie o Bernhardzie, który w relacjach z bliskimi inscenizował swe życie, w normalnym życiu nie dawał rady żyć na miarę literatury, więc w nią uciekał: „Przede wszystkim jednak w ich postawach uderzała histrioniczna – jak to często określano – skłonność do przesady, narcystycznej pozy, fingowanego autobiograficznego ekshibicjonizmu, ironii i groteski nie tylko w twórczości literackiej, a zarazem swoista mizantropia oraz egzystencjalny pesymizm prowadzący do uporczywych myśli o samobójstwie” (s. 291). Łączy ich także radykalna krytyka kultury, wyraźniejsza i bardziej wściekła w wydaniu Austriaka: rodziny, szkoły, polityki, ale także mitu szczęśliwej Austrii, idyllicznego, podzielanego chociażby przez Roberta Makłowicza mitu habsburskiego. Homo berrnardus (wstręt, tylko wstręt, nic prócz wstrętu) jest inny niż homo gombrovicius. Afekt nie licuje z pozą Gombra.
Przedostatni rozdział, „»Ferdydurka« i »Mechaniczna pomarańcza«, czyli o nieoczywistości tego, co niektórzy nazywają »wolną wolą«”, zawiera wyznanie: „W przypadku »literatury światowej« najciekawsze rzeczy rozgrywają się w jednak na płaszczyźnie metodologicznej, z uwagi na fundamentalne znaczenie dialogi oraz interpretacji. Co bowiem najważniejsze, w tle scholastycznych rozhoworów, niekończących się konferencji i raportów, odbywa się konkretna robota interpretacyjna i to ona jest dla mnie argumentem najistotniejszym” (s. 349). W ramach tej pracy badacz, zestawiając głównych bohaterów „Ferdydurke” i „Mechanicznej pomarańczy”, konstatuje: „U Gombrowicza Józia usiłują naprostować Ciotki i nauczyciele. U Burgessa jest poważniej, bo i występki grubsze. Jest policja, sąd i kurator Deltoid (…)” (s. 354). Znów Bielecki gra w to, co lubię! Grubo! Ten rozdział jest moim ulubionym z wycieczkami do popkultury, mody, subkultur (zob. s. 355, 359-360), ale także – nade wszystko – produktywnym, obfitującym w podobieństwa i ciekawe różnice zestawieniem dwóch genialnych kodów kultury. W tym rozdziale paralela i parantela ma głęboki, inspirujący sens (zob. leczenie i więzienie [s. 356-357]).
Ostatni rozdział książki Bieleckiego to „Literatura światowa widziana z warsztatu Gombrowicza albo Witold Gombrowicz według Milana Kundery”, który rozpoczyna się od przenikliwej diagnozy retoryki kryzysu oraz jej roli w kreowaniu zwrotów metodologicznych w obrębie nauki o literaturze, komparatystyki i literatury światowej (zob. s. 369, 371). W tej części myśli Kundery zebrane w szeregu książek literackich i eseistycznych służą jako zwierciadło dla rozważań o historii powieści, prekursorskiej roli literatury względem psychoanalizy, marksizmu, fenomenologii (zob. s. 375). Pisarski projekt Kundery w ocenie Bieleckiego jest performatywny, literacki i metaliteracki. Pierwszemu sekunduje eseistyka, drugiemu proza, obu zaś erudycja autora „Żartu”.
Dlaczego takie zakończenie? Wrocławski badacz być może, a tak chciałbym to czytać, rację dostateczną dla zamknięcia swojej książki znajduje w roli Kundery-gombrowiczologa. Mianowicie sytuuje go w gronie prekursorów wpisujących dzieła Gombrowicza w modernizm. Realizuje tym samym topos skromności, samemu będąc badaczem pisarza prekursora, którego badał inny pisarz, będący prekursorem w badaniu duchowo powinowatego Gombrowicza. Jakkolwiek zawile to brzmi, układa się w paralele i parantele.
Fine
Autor nie ogranicza się do jednej roli – raz pisze o twórcach, którzy inspirowali Gombrowicza (Montaigne, Kafka, Gide, Heidegger, Sartre, Genet), innym razem o tych, którzy sami czerpali z jego dorobku (Bernhard, Kundera) bądź też o pisarzach, z którymi Gombrowicz nie miał żadnych bezpośrednich związków, ale których dzieła – jak u Burgessa – rezonują z jego myślą w umyśle badacza, zgodnie z koncepcją „współbrzmienia” Davida Damroscha (zob. s. 351). Zainteresowanych Gombrowiczem, literaturą światową zapraszam do wydrążonych przez Bieleckiego okopów, tuneli. Można tę podróż odbyć w wybornym towarzystwie, przewodnik nie przynudza, idzie się dwójkami prosto do pisarskiego nieba.
LITERATURA:
Bielecki M.: „Gombrowicziady. Reaktywacja”. Warszawa 2020.
Bielecki M.: „Interpretacja i płeć. Szkice o twórczości Witolda Gombrowicza”. Wałbrzych 2005.
Bielecki M.: „Kłopoty z innością”. Kraków 2012.
Bielecki M.: „Literatura i lektura. O metaliterackich i metakrytycznych poglądach Witolda Gombrowicza”. Kraków 2004.
Bielecki M.: „Widma nowoczesności. »Ferdydurke« Witolda Gombrowicza”. Warszawa 2014.
Gombrowicz W.: „Trans-Atlantyk”. Kraków 2003.
„Słownik języka polskiego”. Red. W. Doroszewski. https://sjp.pwn.pl/doroszewski.
Gombro 4ever
Gombrowicz nie przestaje inspirować. Wciąż powstaje sporo książek na temat pisarstwa autora „Trans-Atlantyku”. Ostatnie pięć lat w gombrowiczologii to między innymi Józefa Olejniczaka („Witold Gombrowicz – ja!”, 2021), Włodzimierza Boleckiego („Czy Gombrowicz miał oczy?”, 2024), Krzysztof Łęckiego („Wariant Gombrowicza [repetycje, marginesy, dygresje]”, 2024]), tom zbiorowy „Gombrowicz: rekonstrukcje” pod redakcją Pawła Panasa (2024), ale także krytyczne wydania trzech tomów „Dzienników” (2024) i „Trans-Atlantyku” (2024). Dzieje się także w odbiorze zagranicznym, mamy książki na temat recepcji argentyńskiej, tłumaczeń, analizy przekładoznawczej. Widzimy nasilenie w roku jubileuszowym. Gombrowicz urodził się w 1904 roku, więc na 120-lecie urodzin pojawiło się więcej publikacji.
Od pierwszej książki Bieleckiego poświęconej Gombrowiczowi: „Literatura i lektura. O metaliterackich i metakrytycznych poglądach Witolda Gombrowicza” (2004), przez „Interpretację i płeć. Szkice o twórczości Witolda Gombrowicza” (2005), a także „Kłopoty z innością” (2012),
„Widma nowoczesności. »Ferdydurke« Witolda Gombrowicza” (2014), „Gombrowicziady. Reaktywację” (2020), aż do omawianej pozycji z roku 2024 wrocławski literaturoznawca niestrudzenie obmapowuje tę twórczość, konfrontuje się z dziełem Witolda Mariana Gombrowicza. Jest w tym działaniu bezkompromisowy.
Licząca 420 stron książka zawiera dziewięć rozdziałów. Każdy z nich jest rozbudowanym, erudycyjnym drążeniem paraleli. Przywołam tu dawne znaczenie tego słowa, pochodzące ze słownika Doroszewskiego, które znakomicie pokazuje, że paralela to nie tylko „zestawienie cech analogicznych w rzeczach porównywanych”, ale także „przekopy oblężnicze kopane równolegle do obleganego obiektu”. Bielecki wpuszcza do okopów mistrzów pióra parami, dwójkami.
Okopy ligi mistrzów
Autor tyczy linie, chodniki na terenie światowej literackiej ekstraklasy, ukazując związki, analogie, podobieństwa, różnice, rozbieżności, pokrewieństwa pomiędzy dziełami Witolda Gombrowicza i wybranymi utworami, motywami jego pisarskich kompanów. Selekcja jest arbitralna, ale ugruntowana i uzasadniona literaturoznawczo. Relacje tekstowe, interpretacyjne, analityczne czytającego Bieleckiego, który zestawia ze sobą duety wybitnych myślicieli, pisarzy oraz ich dzieła, przekładają się na tytułowe parantele, czyli – znów za Doroszewskim – „związki pokrewieństwa, powinowactwa, zwłaszcza z osobami należącymi do znanego rodu; ogół krewnych i powinowatych należących do jednego rodu; ród”. Mówiąc obrazowo, badacz wpuszcza w okopy – rozpostarte po literackim polu ulegającym dzieleniu – zastępy, tandemy bliskich, czyli właśnie parantele. Parantela ta zasadza się jednakże na potencji, możności wybicia się ponad innych: ciężarem gatunkowym, geniuszem, wielkością, potęgą dzieła.
Ta metaforyka batalistyczna narzuca się, ponieważ pole literatury światowej to top class, szczyt pola produkcji kulturowej. Gombrowicz ze swoimi ambicjami, kompleksami, żywym intelektem, poczuciem wstydu i czujnością na fałsz przemierza chodniki, przekopy w walce o swoją wybitność. Nieustannie udowadnia swoje pierwszeństwo, prekursorski charakter, ale szuka też popleczników, olbrzymów, na których plecy może wejść, odbić się od nich; którzy pomogą mu w osiągnięciu nie tylko sławy, ale i chwały na świecie. Książka Bieleckiego, w sposób nieroszczący sobie pretensji do nieomylności, opowiada o relacjach intertekstualnych. W jednych z nich Bielecki pokazuje, jak Gombrowicz przegląda się w dziele danego pisarza, w innych, jak postponuje, tworząc każdorazowo ciekawy duet, wielogłos.
We „Wstępie” Bielecki sugeruje, że metodologiczna, wyprzedzająca, prekursorska rola gry Gombrowicza w teorie i teoryjki była formą strategii. Dzięki niej walka o własną wybitność na arenie światowej mogła być łatwiejsza. Sondowanie doktryn, prądów myślowych, tworzenie wehikułów narracyjnych, upozowanych słów, które funkcjonalizowały się jako figury, a następnie ich prześmiewcze parodiowanie stanowiło sposób na umoszczenie się w modernistycznym parnasie, „Światowej republice literatury” (s. 11). Bielecki w podrozdziale zatytułowanym „Marketing i zarządzanie”, zresztą poczucie humoru i odwaga w doborze słów (o tym jeszcze będzie) i tematów tej książki stanowi dla mnie największą jej zaletę, wspomina, jak Gombrowicz, posiłkując się inicjałami kuzyna, Gustawa Kotkowskiego, pisze recenzję swego debiutu, „Pamiętnika z okresu dojrzewania”. To działanie, jako pewien chichot losu prawem wiecznego powrotu odżyło w sprawie Tadeusza Batyra, zachwalanego przez prezydenta elekta, Karola Nawrockiego. Popatrzcie, Gombro i tu prekursor! Choć wiadomo, że nie… „(…) bo to już Sartoriusz powiedział w swoich Bukolikach” (Gombrowicz 2003: 40).
Jakim kluczem otwiera tym razem spuściznę Gombrowicza badacz? A no właśnie – literatury światowej. Przywołany przez autora „Paralel i parantel” Earl Miner objaśnia, „że ważne są nie tylko zwyczajowe kryteria podobieństw, właściwości lub elementów, ale także różnica na tyle duża, »by wzbudziła zainteresowanie, oraz przypuszczalne podobieństwo na tyle znaczne, by usprawiedliwiło porównanie«” (s. 53). Jest to również, zgrabnie ujęta, zasada kompozycyjna całej książki: podobieństwa mają być znaczne, ale na ich tle im większa różnica – tym lepiej dla pracy krytycznej, badawczej, dla porównania. W tej samej inicjalnej części we fragmencie zatytułowanym „Lektura” autor objaśnia skrótowo zawartość każdego z obszernych, kilkudziesięciostronicowych, rozdziałów. To zasadny i miły ukłon w stronę czytelnika specjalistycznego.
Zaproszenie do lektury sformułowano szeroko. Książkę Bieleckiego można potraktować jako studium o Witoldzie Gombrowiczu, choć nie wszystkie rozdziały poświęcone są mu w sposób bezpośredni. Autor konsekwentnie prowadzi czytelnika przez sieć paralel, intertekstualnych łączy, powinowactw z wyboru, które dotykają kluczowych dla Gombrowicza kategorii filozoficznych i metaliterackich.
I tak rozdział „Próbowanie świata i siebie – Montaigne i Gombrowicz” poświęcony autorowi „Prób” przywołuje fundamentalne napięcie między sferą prywatną a publiczną, tak istotne dla poetyki „Dziennika”. W kolejnym, zadedykowanym ukochanemu kotu gombrowiczologa, Bucowi (kocisko zalicza aż dwie dedykacje w tomie, to też znaczące), komparatystycznym studium – „Ku hermeneutyce i etyce niemożliwej. Kafka i Gombrowicz” – autor zajmuje czytelnika sporą dawką analizy filozoficznej od Kanta przez Benthama do Derridy, rekonstruując ich rozumienie ludzkiego i zwierzęcego (o ryzyku wpływologii zob. s. 98) w kontekście Kafki oraz autora „Ślubu”. Pojawia się tu także niezwykle ciekawy wątek entomologiczny. Insektów, które są nagim życiem (zob. s. 113). Wyjętymi spod prawa, nic niewartymi bytami (kto próbował opchnąć komuś patyczaki, ten wie, o czym piszę). Bielecki omawia owada w „Przemianie” Kafki i żuki na plaży z dzienników Gombrowicza, kreśląc meandry etyki i odpowiedzialności, przez które idą obaj pisarze.
Kolejna paralela to „Wstyd, ujawnienie i pedagogia. André Gide i Witold Gombrowicz”. W tej analizie pojawiają się pokrewne opozycje: szczerość i nieszczerość. Autor ponownie deklaruje tu metodologiczne drogowskazy: „Postaram się więc uniknąć wspomnianych niebezpieczeństw i podążać za dialektyką podobieństw i różnic, tożsamości i inności. A jeśli analogie problemowe uczynię punktem wyjścia, to tylko po to, żeby bardzo szybko w podobieństwach starać się odnajdywać różnice” (s. 128). Znów nie jest to przyczynkarskie czytanie, ale dogłębna lektura całościowego dorobku pisarza i poszukiwanie punktów wspólnych pomiędzy dziełami. Badacz komentuje obecności Gide’a na kartach „Dziennika”, koncepcję Homotextualis (s. 150), osobliwej nieatrakcyjności płci pięknej, zmowy mężczyzn (s. 155, 164, 167). Fragmenty te z pewnością przydadzą się osobom zainteresowanym kwestiami płci.
Następny, a drugi zadedykowany brytyjskiemu kotu Bieleckiego, rozdział to „Śmierć psa albo Heideggera i Gombrowicza dyskursy o ludziach i zwierzętach”. Odejście pupila czy już podmiotu? Zwierzę towarzyszące czy człowiek towarzyszący zwierzęciu? Kot, który ma nas, czy my, którzy mamy kota? Czy może kota na punkcie psa? Życie, odejście, śmierć czworonogów – przefiltrowana przez lektury filozofów i Gombra. W tej żałobnej paraleli Bielecki wpierw przybliża obecność niemieckiego filozofa na kartach książek Gombrowicza (zwłaszcza w „Przewodniku po filozofii w sześć godzin i kwadrans”), dalej rekonstruuje koncepcje granic pomiędzy ludzkim i nieludzkim autora „Listu o humanizmie” i jego komentatorów w tym Habermasa, by finalnie odczytać metodę Gombrowicza, który filozofii i teorii używa do swoich celów: „Wychodzi na to, że znowu, jak często w podobnych sytuacjach, poprzestał na przekartkowaniu książki i wykorzystał ją do własnych celów, czyli wydrwienia maniery Heideggera” (s. 183). Sam koniec rozdziału obfituje w rozważania nad relacją człowieka i zwierzęcia oraz śmierci – tematów, które Gombrowicz eksplorował z wyjątkową intensywnością (zob. s. 188-191).
„Gombrowicz i Sartre. Historia pewnej obsesji” to rozdział, w którym wrocławski badacz kontynuuje instrumentalizowanie filozofii przez Witolda Gombrowicza. Pisarz powiada, że praca „Byt i nicość” Sartre’a była dla niego wstrząsem, ale tylko dlatego, że może docenić własny geniusz. A konkretnie prekursorską rolę „Ferdydurki”, która te same tematy językiem literatury antycypowała dekadę wcześniej (zob. s. 194). W zdaniu małoszyczanina: „Ludzie, którzy żyją nieświadomie, nie mają egzystencji” (cyt. za s. 197) pobrzmiewa to same rozpoznanie, które znaleźć można na kartach książek Francuza, ale u Sartre’a działa inaczej. Nie natrafimy w jego dziele na dzieci, zwierzęta, rośliny, ponieważ jego „indywidua” otoczone są wyłącznie dorosłymi. U Gombrowicza mamy młodzież, krowy w alei eukaliptusowej i triumfy zieloności… W paraleli Witold i Jean-Paul wchodzą wespół i idą równo, gdy mowa jest o społecznym stwarzaniu, konwencjonalnym charakterze istnienia. Brzmią tak samo, gdy mowa o determinizmie, tak ujętym przez Francuza: „Wydaje się, że człowiek nie tyle »sam siebie tworzy«, ile jest »tworzony« przez klimat i ziemię, przez swoją rasę i klasę społeczną, przez język i historię zbiorowości, której jest częścią, przez szczególne okoliczności swego dzieciństwa, przez nabyte przyzwyczajenia, przez wielkie i małe wydarzenia swego dzieciństwa, przez nabyte przyzwyczajenia, przez małe i wielkie wydarzenia swego życia” (cyt. za s. 207). Sartre’a wespół z Gombrowiczem zajmuje problematyka autentyczności, zaangażowania literackiego, nihilizmu i afirmacji.
Ciekawym zestawieniem jest rozdział „»Niewiadoma tedy intencja«, czyli o tym, czego Gombrowicz chciał od Geneta”. Otóż, „spoilerując”, polskiemu pisarzowi zależy na utrzymaniu „pedkowatości” prozy, ale pozbawionej seksualnej bezpośredniości, epatowania. Lepiej zdaniem Gombra jest wtedy, gdy wstydliwe pozostaje niejednoznaczne, niedopowiedziane. Będzie obsceną bez obsceny (zob. s. 278). Autor „Operetki” pisze: „A także okropne, iż w Genecie (o którym pojęcia nie miałem) odkrywam najcenniejsze inspiracje »Pornografii«, tylko że w pedkowatym sosie; chłopie, jeśli mnie nie uda się tej problematyki wyciągnąć z pederastii sensu stricto, to jestem artystycznie wykończony. Zalewa się wódką, jak nigdy, i przeżywam. Bogu Najw. się polecam” (cyt. za s. 256). Bielecki w tej części analizuje dzieło Geneta i Gombrowicza, zmierzając także do ciekawych analiz, rozbiorów dotyczących chociażby moralności, filozofii zdrady i złodziejstwa (zob. s. 268) w wydaniu francuskiego pisarza, osadzonego niegdyś w katowickim więzieniu na ulicy Mikołowskiej. W tej części Genet staje się punktem wyjścia do refleksji nad intencją autorską, komentarzem i poetyką homoerotyczną.
Jest to też rozdział, w którym badacz odsłania przed czytelnikiem pojęcia rimmingu, fellatio… Ukazuje je w kontekście przechodzenia od erotyki dosłownej w poetycką i alegoryczną (zob. s. 279). Warto po tych słowach zauważyć, co stanowi o sile omawianej książki. Są to w mojej ocenie igraszki z formą naukową, podparte erudycją filozoficzną, literaturoznawczą, nasycone specjalistycznym językiem i długimi okresami zdań, w których pojawiają się niespodziewanie terminy wstydliwe, alkowiane, pornograficzne. Bardzo służą one książce gombrowiczologa. Wprowadzają inny porządek, dają oddech od „hardcorowej” filozofii. Jest to bodaj pierwsza książka o Gombrowiczu, w której pojawia się słowo rimming oraz kakaowe oko (rectal turn i kres męskości fallogocentrycznej).
„Resentymenty i afirmacje. Bernhard i Gombrowicz” to część, w której austriacki pisarz przywołany zostaje w kontekście resentymentu i afirmacji, jako źródeł żywiołu literackiego. Bielecki przypomina opinie o Bernhardzie, który w relacjach z bliskimi inscenizował swe życie, w normalnym życiu nie dawał rady żyć na miarę literatury, więc w nią uciekał: „Przede wszystkim jednak w ich postawach uderzała histrioniczna – jak to często określano – skłonność do przesady, narcystycznej pozy, fingowanego autobiograficznego ekshibicjonizmu, ironii i groteski nie tylko w twórczości literackiej, a zarazem swoista mizantropia oraz egzystencjalny pesymizm prowadzący do uporczywych myśli o samobójstwie” (s. 291). Łączy ich także radykalna krytyka kultury, wyraźniejsza i bardziej wściekła w wydaniu Austriaka: rodziny, szkoły, polityki, ale także mitu szczęśliwej Austrii, idyllicznego, podzielanego chociażby przez Roberta Makłowicza mitu habsburskiego. Homo berrnardus (wstręt, tylko wstręt, nic prócz wstrętu) jest inny niż homo gombrovicius. Afekt nie licuje z pozą Gombra.
Przedostatni rozdział, „»Ferdydurka« i »Mechaniczna pomarańcza«, czyli o nieoczywistości tego, co niektórzy nazywają »wolną wolą«”, zawiera wyznanie: „W przypadku »literatury światowej« najciekawsze rzeczy rozgrywają się w jednak na płaszczyźnie metodologicznej, z uwagi na fundamentalne znaczenie dialogi oraz interpretacji. Co bowiem najważniejsze, w tle scholastycznych rozhoworów, niekończących się konferencji i raportów, odbywa się konkretna robota interpretacyjna i to ona jest dla mnie argumentem najistotniejszym” (s. 349). W ramach tej pracy badacz, zestawiając głównych bohaterów „Ferdydurke” i „Mechanicznej pomarańczy”, konstatuje: „U Gombrowicza Józia usiłują naprostować Ciotki i nauczyciele. U Burgessa jest poważniej, bo i występki grubsze. Jest policja, sąd i kurator Deltoid (…)” (s. 354). Znów Bielecki gra w to, co lubię! Grubo! Ten rozdział jest moim ulubionym z wycieczkami do popkultury, mody, subkultur (zob. s. 355, 359-360), ale także – nade wszystko – produktywnym, obfitującym w podobieństwa i ciekawe różnice zestawieniem dwóch genialnych kodów kultury. W tym rozdziale paralela i parantela ma głęboki, inspirujący sens (zob. leczenie i więzienie [s. 356-357]).
Ostatni rozdział książki Bieleckiego to „Literatura światowa widziana z warsztatu Gombrowicza albo Witold Gombrowicz według Milana Kundery”, który rozpoczyna się od przenikliwej diagnozy retoryki kryzysu oraz jej roli w kreowaniu zwrotów metodologicznych w obrębie nauki o literaturze, komparatystyki i literatury światowej (zob. s. 369, 371). W tej części myśli Kundery zebrane w szeregu książek literackich i eseistycznych służą jako zwierciadło dla rozważań o historii powieści, prekursorskiej roli literatury względem psychoanalizy, marksizmu, fenomenologii (zob. s. 375). Pisarski projekt Kundery w ocenie Bieleckiego jest performatywny, literacki i metaliteracki. Pierwszemu sekunduje eseistyka, drugiemu proza, obu zaś erudycja autora „Żartu”.
Dlaczego takie zakończenie? Wrocławski badacz być może, a tak chciałbym to czytać, rację dostateczną dla zamknięcia swojej książki znajduje w roli Kundery-gombrowiczologa. Mianowicie sytuuje go w gronie prekursorów wpisujących dzieła Gombrowicza w modernizm. Realizuje tym samym topos skromności, samemu będąc badaczem pisarza prekursora, którego badał inny pisarz, będący prekursorem w badaniu duchowo powinowatego Gombrowicza. Jakkolwiek zawile to brzmi, układa się w paralele i parantele.
Fine
Autor nie ogranicza się do jednej roli – raz pisze o twórcach, którzy inspirowali Gombrowicza (Montaigne, Kafka, Gide, Heidegger, Sartre, Genet), innym razem o tych, którzy sami czerpali z jego dorobku (Bernhard, Kundera) bądź też o pisarzach, z którymi Gombrowicz nie miał żadnych bezpośrednich związków, ale których dzieła – jak u Burgessa – rezonują z jego myślą w umyśle badacza, zgodnie z koncepcją „współbrzmienia” Davida Damroscha (zob. s. 351). Zainteresowanych Gombrowiczem, literaturą światową zapraszam do wydrążonych przez Bieleckiego okopów, tuneli. Można tę podróż odbyć w wybornym towarzystwie, przewodnik nie przynudza, idzie się dwójkami prosto do pisarskiego nieba.
LITERATURA:
Bielecki M.: „Gombrowicziady. Reaktywacja”. Warszawa 2020.
Bielecki M.: „Interpretacja i płeć. Szkice o twórczości Witolda Gombrowicza”. Wałbrzych 2005.
Bielecki M.: „Kłopoty z innością”. Kraków 2012.
Bielecki M.: „Literatura i lektura. O metaliterackich i metakrytycznych poglądach Witolda Gombrowicza”. Kraków 2004.
Bielecki M.: „Widma nowoczesności. »Ferdydurke« Witolda Gombrowicza”. Warszawa 2014.
Gombrowicz W.: „Trans-Atlantyk”. Kraków 2003.
„Słownik języka polskiego”. Red. W. Doroszewski. https://sjp.pwn.pl/doroszewski.
Marian Bielecki: „Paralele i parantele. Witold Gombrowicz i literatura światowa”. Instytut Badań Literackich PAN. Warszawa 2024.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |











ISSN 2658-1086

