ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

1 września 17 (521) / 2025

Magdalena Piotrowska-Grot,

FILOZOFIA POD PSEM (MARK ALIZART: 'PSY. FILOZOFICZNE OPOWIEŚCI O NASZYCH NAJLEPSZYCH PRZYJACIOŁACH')

A A A
„Łapy, łapy, cztery łapy. / A na łapach pies kudłaty”… Co jednak wiemy naprawdę, o stworzeniu, które w piosence Macieja Zimińskiego (tekst) i Stanisława Marciniaka (muzyka), wykonywanej przez Zygmunta Kęstowicza, cztery łapy unosiły w świat? Co wiemy o stworzeniu towarzyszącym nam od wieków? Stworzeniu, które w owym towarzyszeniu ulega i podlega człowiekowi, choć niegdyś o tej uległości nie mogło być mowy. Co stało się z Cerberem i Anubisem? Kogo symbolizuje chart węgierski na obrazach Durera i jak ważny jest zupełnie inny chart w „Piekle” Dantego? Czy w Biblii można znaleźć pochlebny psi wizerunek?

Na te pytania, analizując psie wątki w religiach, filozofii i sztuce, próbuje odpowiedzieć w swojej książce Mark Alizart. Zacznę jednak nie od treści, a od strony redakcyjnej. „Psy. Filozoficzne opowieści o naszych najlepszych przyjaciołach”, opublikowane przez słowo/obraz terytoria, to książka piękna w swym ujmującym minimalizmie. Zmieniające się psie kształty towarzyszą nam na stronach działowych i na początku kolejnych rozdziałów, prowadząc osobę czytającą, która odkrywa kolejne psie wizerunki – w literaturze i sztuce, religii, filozofii.

Najlepszy przyjaciel człowieka, o którego prawa wciąż walczą środowiska aktywistów/ek, zanurzony jest właściwie w wielu skrajnościach. Z jednej strony, psy to dziś członkowie rodziny – leczymy je, dogadzamy im, prowadzamy je na szkolenia i spacery socjalizacyjne, ubezpieczamy na wypadek poważnych chorób. Z drugiej – wyroki, które zapadają w sprawach o znęcanie się nad zwierzętami, wciąż pozostają śmiesznie niskie, a pod przykrywką podarowania psom odrobiny wolności („Niech sobie pobiega bez smyczy”) ryzykujemy ich życie i zdrowie. W czasie szalejącej pandemii bardzo zwiększyła się liczebność psów w miastach, zdecydowanie więcej osób decyduje się na świadomą adopcję, wybierając psiaki ze schronisk zamiast hodowli, wciąż jednak prawdziwie świadomych opiekunek i opiekunów jest niewielu/e. Popadamy więc w skrajności, zapominając, że granica między opieką a zniewoleniem okazuje się równie cienka, jak ta pomiędzy opieką a szkodliwą personifikacją. Pies to zwierzę uzależnione od człowieka i zdane na jego mądrą i wspierającą opiekę, ale wciąż zwierzę, które, choć udomowione dawno, wciąż pozostaje (na swój sposób) dzikie.

W swoim eseju Alizart nie przygląda się jednak szczególnie wnikliwie problemom współczesnej psio-ludzkiej socjologii ani naszym aktualnym relacjom z istotami nie-ludzkimi. To rozważania, które pojawiają się na marginesie tej książki. W poszczególnych częściach znajdują się raczej luźne, czasami sprawiające wrażenie chaotycznych zapiski dotyczące sposobów reprezentacji psa w różnych dziedzinach kultury i sztuki, na przestrzeni lat, począwszy od starożytności. To także pierwsza rzecz, która jest jednym z jej najmocniejszych punktów publikacji – niezwykła rozpiętość czasowa opowieści, która ukazuje psie wizerunku od Anubisa po Snoopy’ego i „Zakochanego kundla”. Mnogość poruszanych wątków może jednak stanowić odbiorczy problem, sprawiać, że w owych psich nitkach połączeń możemy się zgubić.

Choć dziś do wizerunku spersonifikowanego psa najbardziej przyzwyczaiła nas kultura popularna, jest ona w książce punktem dojścia, nie zaś wyjścia. Starożytności i religii, a właściwie rugowaniu psich postaci z religii przez monoteizm, poświęca autor bardzo wiele miejsca. Pies jako wcielenie bogów, ale także pies, który z opiekuna i przewodnika pomiędzy światami staje się wrogiem i zwierzęciem niegodnym, wyraźnie fascynuje Alizarta: „(…) dialektyczna natura psów nie mogła ujść uwadze starożytnych: pies jako zwierz na wpół dziki, na wpół ucywilizowany, mający dwie łapy w jednym i dwie w drugim świecie, zasiada na tych światów dokładnym przecięciu. Pies jest pośrednikiem, posłańcem – jak Hermanubis, synkretyczny bożek znajdowany w niektórych świątyniach Aleksandrii, z głową Anubisa i ciałem Hermesa, greckiego boga komunikacji” (s. 34).

Coś jednak sprawia, że żyjemy w świecie, w którym pies może stać się członkiem rodziny, i po cichu marzymy o tym, by przemówił do nas językiem, który będziemy w stanie zrozumieć, a jednocześnie nazwanie kogoś psem wciąż jest obelgą. Autor książki widzi i punktuje to, że z kulturowym obrazem psa wiążą się przekłamania oraz tajemnice. Nie chce jednak tylko stwierdzać faktów i przytaczać stanu badań (choć tych w książce znajdziemy naprawdę sporo). Próbuje dotrzeć do korzeni współczesnej psiej tożsamości kulturowej i zbadać moment, w którym doszło do zacieśnienia relacji psio-ludzkich oraz tego, że jednocześnie psy przestały się cieszyć należnym im szacunkiem. Tu pojawiają się ciekawe, choć przecież nieszczególnie zaskakujące wnioski – Alizart zwraca uwagę na połączenie figury psa i seksualności (choćby w kontekście karmiącej Romulusa i Remusa wilczycy), ale także zestawiania psa z kobietami brzemiennymi, upadłymi. Autor wylicza te przykłady, odwołując się także do etymologii słów (w tym inwektywy „sukinsyn”), ale niestety nie rozwija myśli, uciekając od razu, na przykład, w rozważania o filozofii Diogenesa i prawdopodobnym wpływie jego myśli na Jezusa. Książka jest więc pełna wątków, wręcz przeładowana, ale niestety brakuje w niej choćby drobnego pogłębienia. Choć składają się na spójny obraz całości, poszczególne części stanowią raczej „zajawki”, zbiór ciekawostek niż domknięte analizy.

Co ciekawe, niemal niepostrzeżenie książki ta przechodzi do dość zaskakujących wniosków, w które wplecione są także, bardzo subtelnie, wątki osobiste: „Pies stworzył człowieka, by ten mógł wygrać wojnę ewolucji za niego. Pies wynalazł kulturę, by natura mogła przekroczyć samą siebie i przez to go ochronić. Data tej tranzycji od protopsa do psa udomowionego zaświadcza o tym: dokonuje się ona w tym samym czasie, kiedy Homo sapiens tworzy pierwsze naskalne malowidła – innymi słowy, kiedy ludzie narodzili samych siebie, kiedy rzeczywiście weszli w erę kultury i historii. (…) Człowiek pochodzi od psa – psia radość jest zatem podobna do radości rodziców, szczęśliwych, że przekazali swoje geny. Psom udało się stworzyć pół-bogów, więc jeśli wydają się tak »wyluzowane«, to może właśnie dlatego, że zrobiły już swoją robotę” (s. 118) Tu właśnie zbiegają się wszystkie watki tej książki i ujawnia przeplatana w niej podskórnie, ale dominująca myśl. Walka z ideą „psiecka”, która przez autora zostaje przeciwstawiona idei wielkiego psiego rodzica – psiego boga przewodnika. Idea, znajdująca oparcie w mitach, tradycjach, interpretacjach tekstów kultury, w tej książce ma jeszcze jedno źródło – osobiste doświadczenia autora, który wprost mówi, że nie porównywał utraty psa do utraty dziecka i że tych dwóch tragedii porównać po prostu nie można. Dla Alizarta utrata psa podobna była do uczucia osierocenia, zagubienia, które wynika z braku oparcia i przewodnictwa, które jest cechą rodzicielską i psią właśnie.

***

Ta opowieść o psach – psach w literaturze, sztuce, religiach, psach polujących, towarzyszących, mitycznych psich karmicielkach i stojących u wrót zaświatów Anubisie czy Cerberze – to historia wielkiej fascynacji nie-ludzką istotą, która jest człowiekowi tak bliska, a jednocześnie z taką łatwością przez niego pogardzana. To także opowieść o próbie zrozumienia psiej natury zagarniętej przez ludzką kulturę. To w końcu opowieść o wielkiej miłości. Książka Marka Alizarta to zbiór esejów, przypowieści (psi-powieści właściwie), który nie jest przeznaczony dla szerokiego grona odbiorców i odbiorczyń. Przyjemność lektury, ale także jej zrozumienie, gwarant tego, że książki nie znudzi nas i nie zmęczy, leży w doświadczeniu. To książka dla osób, które chociaż raz psa kochały i choć raz psa straciły, to także książka, która pozwala na dystans wobec tych uwielbianych przez jednych (dla innych obojętnych, czasami zaś wstrętnych) istot. W eseje te wpisana zostaje bowiem myśl, że pies jest jednak czymś od człowieka osobnym, choć tak od niego zależnym, oraz piękna, choć trudna do zaakceptowania z antropocentrycznej perspektywy prawda: może i człowiek opiekuje się psem na poziomie podstawowych potrzeb, ale nie może się to równać z opieką, jaką pies (prawdziwy, ale także jego odpowiednik – kulturowy fantazmat) gwarantuje człowiekowi.
Mark Alizart: „Psy. Filozoficzne opowieści o naszych najlepszych przyjaciołach”. Przeł. Jędrzej K. Brzeziński. Wydawnictwo słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2025.