NIE WPADAJ W (SATANISTYCZNĄ) PANIKĘ! (DOMY POTĘPIONYCH)
A
A
A
Kiedy w roku 1980 do amerykańskich księgarń trafiła pozycja zatytułowana „Michelle Remembers” autorstwa kanadyjskiego psychiatry, Lawrence’a Pazdera, oraz jego pacjentki, Michelle Smith, wrota do medialnego pandemonium otwarły się na dobre. Rzeczona publikacja była bowiem zapisem wstrząsających wspomnień tytułowej bohaterki, wielokrotnie gwałconej i torturowanej podczas satanistycznych rytuałów. Co prawda w niedługim czasie „faktograficzny” walor książki został jednoznacznie zanegowany (mówiąc prościej: były to duby smalone), ale przestraszeni i rozjuszeni Amerykanie (zwietrzywszy krew i siarkę), zaczęli konsekwentnie dolewać oliwy do tego infernalnego ognia, doszukując się przejawów diabelskiej działalności w najróżniejszych aspektach kultury, z muzyką włącznie. Fala moralnej paniki (popularnie określanej mianem satanistycznej) dotarła także do Europy, a nawet – do Afryki.
Klimat tamtych czasów (wbrew pozorom, echa paniki nadal dobiegają z różnych zakątków globu, w tym – z Polski) w intrygujący sposób przywołuje komiks „Domy potępionych”, czyli kolejne dzieło będące owocem kreatywnej współpracy tria Ed Brubaker (scenariusz)/Sean Phillips (ilustracje)/Jacob Phillips (kolory), mającego na wspólnym koncie takie tytuły jak „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny”, „Gorączka nocy”, „Tam było ciało” czy serię „Reckless”.
Bohaterką oraz narratorką tego dreszczowca jest Natalie Burns: regularnie ćmiąca skręty ekspertka od odnajdywania osób, które (nie zawsze z własnej woli) trafiły do najróżniejszych sekt. Protagonistka nosi wiele blizn, nie tylko tę w okolicy ust: przed laty była bowiem jedną z sześciorga dzieci, które (rzekomo) padły ofiarami rytualnej przemocy o charakterze seksualnym. Problem w tym, że zeznania (będące stekiem bzdur) skierowane przeciwko wychowawcom doprowadziły do tragedii: jedna z niesłusznie oskarżonych, zaszczutych opiekunek popełniła samobójstwo. Na tym jednak nie koniec: na wolności przebywa bowiem nieznany sprawca, który bestialsko morduje dawnych kolegów i dawne koleżanki Natalie, razem z nią określanych onegdaj przez media mianem Sekstetu Szatana.
Pod kryminalną otoczką „Domy potępionych” skrywają przejmujące studium społecznej stygmatyzacji oraz (nie zawsze skutecznego) przepracowywania traum. Soczyste, ociekające bluzgami dialogi; wartkie tempo akcji oraz przykuwająca uwagę narracja (podbudowana licznymi partiami retrospekcji) podkreślają scenopisarski kunszt Brubakera, zaś uproszczona, choć z ducha realistyczna, świetnie wykorzystująca efekty światłocieniowe kreska Phillipsa po raz kolejny sprawdza się w sugestywnym ukazaniu scenerii wydarzeń, przemycając przy okazji kilka popkulturowych smaczków – wystarczy wspomnieć, że mały Blake Snyder wygląda jak Damien Thorn z filmu „Omen” (1976) Richarda Donnera. Fioletowy, niebieski, pomarańczowy, żółty oraz czerwony stanowią za to główne elementy palety barw z powodzeniem dobranej przez Jacoba Phillipsa.
Wizyta w „Domach potępionych” dostarczy wam nie lada emocji, przypominając, że nie warto wywoływać wilka z lasu, a właściwie – diabła z piekła. Przede wszystkim zaś – nigdy nie panikujcie.
Klimat tamtych czasów (wbrew pozorom, echa paniki nadal dobiegają z różnych zakątków globu, w tym – z Polski) w intrygujący sposób przywołuje komiks „Domy potępionych”, czyli kolejne dzieło będące owocem kreatywnej współpracy tria Ed Brubaker (scenariusz)/Sean Phillips (ilustracje)/Jacob Phillips (kolory), mającego na wspólnym koncie takie tytuły jak „Wszyscy moi bohaterowie to ćpuny”, „Gorączka nocy”, „Tam było ciało” czy serię „Reckless”.
Bohaterką oraz narratorką tego dreszczowca jest Natalie Burns: regularnie ćmiąca skręty ekspertka od odnajdywania osób, które (nie zawsze z własnej woli) trafiły do najróżniejszych sekt. Protagonistka nosi wiele blizn, nie tylko tę w okolicy ust: przed laty była bowiem jedną z sześciorga dzieci, które (rzekomo) padły ofiarami rytualnej przemocy o charakterze seksualnym. Problem w tym, że zeznania (będące stekiem bzdur) skierowane przeciwko wychowawcom doprowadziły do tragedii: jedna z niesłusznie oskarżonych, zaszczutych opiekunek popełniła samobójstwo. Na tym jednak nie koniec: na wolności przebywa bowiem nieznany sprawca, który bestialsko morduje dawnych kolegów i dawne koleżanki Natalie, razem z nią określanych onegdaj przez media mianem Sekstetu Szatana.
Pod kryminalną otoczką „Domy potępionych” skrywają przejmujące studium społecznej stygmatyzacji oraz (nie zawsze skutecznego) przepracowywania traum. Soczyste, ociekające bluzgami dialogi; wartkie tempo akcji oraz przykuwająca uwagę narracja (podbudowana licznymi partiami retrospekcji) podkreślają scenopisarski kunszt Brubakera, zaś uproszczona, choć z ducha realistyczna, świetnie wykorzystująca efekty światłocieniowe kreska Phillipsa po raz kolejny sprawdza się w sugestywnym ukazaniu scenerii wydarzeń, przemycając przy okazji kilka popkulturowych smaczków – wystarczy wspomnieć, że mały Blake Snyder wygląda jak Damien Thorn z filmu „Omen” (1976) Richarda Donnera. Fioletowy, niebieski, pomarańczowy, żółty oraz czerwony stanowią za to główne elementy palety barw z powodzeniem dobranej przez Jacoba Phillipsa.
Wizyta w „Domach potępionych” dostarczy wam nie lada emocji, przypominając, że nie warto wywoływać wilka z lasu, a właściwie – diabła z piekła. Przede wszystkim zaś – nigdy nie panikujcie.
Ed Brubaker, Sean Phillips, Jacob Phillips: „Domy potępionych” („Houses of the Unholy”). Tłumaczenie: Maria Lengren. Mucha Comics. Warszawa 2026.
| Zadanie dofinansowane ze środków budżetu Województwa Śląskiego. Zrealizowano przy wsparciu Fundacji Otwarty Kod Kultury. |
![]() |
![]() |









ISSN 2658-1086

