ISSN 2658-1086

15 kwietnia 8 (536) / 2026

Monika Ładoń,

FILOZOFOWANIE Z NADZIEJĄ (BYUNG-CHUL HAN: 'DUCH NADZIEI I INNE ESEJE')

A A A
Od 2022 roku na polskim rynku ukazują się kolejne książki urodzonego w Korei Południowej niemieckiego filozofa Byung-Chul Hana. Czytelniczki i czytelnicy, systematycznie, niejako w stałej dawce, otrzymują rozwijane i dopowiadane wątki omówione w bodaj najgłośniejszym z tomów Hana – „Społeczeństwie zmęczenia i innych esejach” (2022). Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego rok później wydało „Nie(do)rzeczy”, a zainicjowaną przez siebie serię Wydawnictwo Krytyki Politycznej uzupełniło o dwie następne książki: „Kryzys narracji i inne eseje” (2024) oraz najnowszy „Duch nadziei i inne eseje” (2025). Przypominam tę nieodległą wszak przeszłość, by zwrócić uwagę na podwójność obecności Hana. Z jednej bowiem strony rytm wydawniczy mógłby podtrzymywać przekonanie, że mamy do czynienia z gwiazdą filozofii, a regularne nasycanie rynku jego kolejnymi esejami stanowi odpowiedź na (rzekome) zapotrzebowanie czy (mniej dyskusyjną) popularność. Tak czy owak kolejne tłumaczone książki świadczą o polskim udziale w globalnym zainteresowaniu tezami Hana. Ma to jednak ciemniejszy rewers: trudno odpocząć od Hana i złapać dystans do jego wywodów. Nie stanowi to – jak się domyślam – problemu dla osób zafascynowanych diagnozami filozofa i ich aforystycznym sposobem prezentowania, ale dla bardziej sceptycznie nastawionych czytelników i czytelniczek, do których grona sama się zaliczam, widzialność wydawnicza z pewnością jest co najmniej zastanawiająca. W dodatku cechy, które uznawałam przy pierwszej książce za tyleż osobliwe, co ciekawe, przy czwartej wydają mi się manieryczne i nużące, a samą materię omawianą przez Hana postrzegam jako powtarzalną i nieco już zbanalizowaną.

A nie da się ukryć, że „Duch nadziei” eksploatuje to, co już tak dobrze poznaliśmy na poziomie diagnoz i języka we wcześniejszych książkach Hana. Może nie powinnam czynić z tego zarzutu, pamiętając, jak wiele pisarek i pisarzy, o których mawia się, że piszą wciąż tę samą książkę, cenię i poważam? Jednak już tylko kartkowanie omawianego tomu pozwala – dzięki wydawniczej praktyce używania kursywy dla autorskiego podkreślania słów i fraz – wyłowić czytelną siatkę terminów, omówionych działań i postaw: znajomą, by nie powiedzieć: przewidywalną. Oczywiście, w geście polemiki i obrony Hana należy od razu napisać, że to, co tutaj punktuję, to filozoficzna konsekwencja rozwijania i nicowania natrętnych myśli i stałych problemów współczesności. Nie jestem filozofką, więc pozwalam sobie na ocenę lekturowego wrażenia, jakie książki Hana wywołują u literaturoznawczyni. Mogłabym się właściwie podpisać pod sądami Agaty Sikory, która po lekturze „Społeczeństwa zmęczenia” stwierdzała: „Przy pierwszym spotkaniu ze »Społeczeństwem zmęczenia« miałam poczucie, że Han rozpoznaje i nazywa ważną przemianę. Jego esej świetnie mi zapracował w tekście o Musku. Poza tym czytałam go w czasie, kiedy czułam się permanentnie zmęczona, co niby nie powinno mieć znaczenia… ale może jednak miało?” (Sikora 2024). Teraz widzę, że moje doświadczenie było bliźniacze. Podobnie jak Sikora rozpoznawałam trafność i przenikliwość myśli Hana i użyłam ich do opisu kondycji wyczerpania chorujących bohaterek współczesnej prozy. Chociaż nie wycofuję się z przekonania o niezwykłej sugestywności wielu twierdzeń filozofa i ich znaczenia w konstruowaniu własnego wywodu, to jednak kwestie, które krytykowałam już po lekturze pierwszej książki (i tak łagodnie w porównaniu z przywołaną Sikorą), teraz wydają mi się szczególnie widoczne, wręcz nadmiarowe.

Zwracałam wówczas uwagę choćby na problematyczne przechwycenia z języka medycyny czy bardzo często wykorzystywane metafory o medycznym źródle, które służyły Hanowi do budowania wywodów. Wymieniałam kilka znamiennych „diagnoz”: depresję, histerię, psychiczne zawały, ADHD, syndrom wypalenia czy przemoc neuronalną, wskazując, że terminy te pojawiają się u Hana w charakterze przenośni. „Duch nadziei” podąża tym tropem, skoro otwierająca go „Notatka na wstępie” mówi o „patologiach teraźniejszości” (s. 9), depresja istnieje jak synonim wypalenia (zob. s. 21), a kulminację filozof osiąga na przykład w następującym zdaniu: „Astmatyczne społeczeństwo przeżycia upodabnia się do chorego, który wszelkimi niezbędnymi środkami próbuje uniknąć nadciągającej śmierci” (s. 183). Do tego sposobu obrazowania można dołączyć słowa klucze określające znamienne punkty na mapie dociekań Hana: przymus, społeczeństwo produkcji, transparencja, nadmiar, bezczynność, kontemplacja, działanie… Wszystko to (i więcej), co zatem poznaliśmy we wcześniejszych książkach Hana, zostaje tutaj ponownie rozpisane i osadzone w myśli poprzedników. Spotykamy więc znów podobny zestaw nazwisk: G. Hegel, S. Kierkegaard, M. Heidegger, G. Bataille, G. Agamben, P. Handke czy H. Arendt, z którą Han zdaje się szczególnie intensywnie w „Duchu nadziei” spierać. Nie zmieniają się ponadto taktyka i szczególna strategia filozofowania, którą nazwałam już apodyktyczną, a w konsekwencji – gwarantującą wymowność Hana i, jak sądzą, retoryczną wyrazistość powodującą, że w pierwszej lekturze często trudno z nim polemizować, a łatwiej uznać bezsporność przedstawianych przez niego kwestii.

Konieczny krytycyzm może zaprowadzić nas do tytułowej konstatacji z eseju Sikory – oto otrzymujemy kolejny zbiór „frazesów Byung-Chul Hana”, nic ponad „efektowną i afektowaną moralistykę” (Sikora 2024). Staram się obronić przed taką konkluzją i szukam w – podwójnie rozumianym – „duchu nadziei” czegoś więcej, czegoś, co ocali moją lekturę przed być może uproszczeniem. Omijam dwie pierwsze części („O znikaniu rytuałów” oraz „Vita contemplativa albo o bezczynności”), słysząc w nich wyraźne echo wcześniejszych książek, i sięgam do części trzeci, przynoszącej rozpoznania bliskie tytułowi tomu. Punkt wyjścia Hana związany jest ze swoistą „koniunkturą na apokalipsy” (s. 183), które zostały utowarowione w postaci filmów, seriali i książek. Filozof tropi i obnaża różnorodne elementy współczesności napędzające strach (począwszy od wirusów, przez zmiany klimatu, po wojny), by pokazać, że jako stan został on zagospodarowany przez władzę. Jego wywód zmierza do uchwycenia takiego znaczenia strachu, zgodnego z pierwotnym sensem jako ‘zwężenia’, który odbiera możliwość zobaczenia przyszłości: „W strachu świat jawi się nam jako więzienie. Tutaj wszystkie drzwi prowadzące na zewnątrz są zamknięte. Strach zamyka przyszłość, odbierając nam dostęp do tego, co możliwe i nowe” (s. 185).

Nietrudno usłyszeć tutaj pogłos pandemii, równie łatwo z deprecjonowaniem strachu polemizować, skoro był on nie tylko głosem czegoś pierwotnego, ale też napędzał troskę o siebie i słabszych od nas. Negatywne sensy strachu służą jednak Hanowi do wyrazistego obudowania „antyfigury”, czyli nadziei jako znaku przyszłości, niedającej się wszak sprowadzić do optymizmu. „Optymista – dowodzi Han – jest przekonany, że sprawy potoczą się dobrze. Dla niego czas jest zamknięty. Nie zna przyszłości jako otwartej przestrzeni możliwości. W jego świecie nic się nie wydarza. Nic go nie zaskakuje. Przyszłość wydaje mu się dostępna” (s. 187). W odróżnieniu od tak łatwego optymizmu i pozytywnego myślenia hanowska nadzieja jest złożoną postawą umysłu wychyloną ku temu, co dopiero się formuje, w dodatku w sposób nieoczekiwany i niedający się zaplanować. Przezwycięża ona ponadto narcystyczne nachylenie charakterystyczne dla współczesnego społeczeństwa i jego depresyjne skłonności, by „zjednoczyć i uwspólnić” (s. 192). Jak widać z tego krótkiego wyboru cytatów, clou omawianej książki rodzi się z łańcucha pojęć i rozważań rozsianych już we wcześniejszych esejach. W ten sposób, niejako w rytmie narastania czy tworzenia sieci, Han prowadzi nas do centrum swoich rozważań. Misternie tkany wywód czerpie z wypisów z filozofek i filozofów oraz pisarzy czy polityków – tak różnych jak G. Marcel, J. Derrida, W. Benjamin, L. Wittgenstein, M.L. King i V. Havel. Sugestywne? Z pewnością. Przekonujące analitycznie? Cóż, w znacznie mniejszym stopniu.

Han zatem robi to, co lubi i w czym jest mistrzem – dokonuje arbitralnych wyborów myśli i cytatów, które świetnie komponują się z jego kolejnymi tezami. Mnie jako czytelniczkę pozostawia jednak w poczuciu bezradności i nieufności, ponieważ mimo uważnej lektury wymykają mi się z rąk sensy takich przekonań jak – by pozostać w tematycznym duchu nadziei – „Nadzieja dąży do wybawienia” (s. 210), „Nadzieja absolutna budzi się w obliczu negatywności absolutnej rozpaczy” (s. 212) czy „Nadzieja jest fermentem pisania” (s. 214). Myślę jednak, że filozof podsuwa szczególną strategię rozumienia jego sądów, wyjątkowo mi bliską, bo sprowadzoną do sztuki interpretacji. Co mnie upoważnia do takiego postawienia kwestii? Silnie zaznaczająca się obecność języków literackich (J.W. Goethe, P. Celan, A. Camus, F. Kafka czy M. Proust), która każe, może nieco nieoczekiwanie, zastanowić się nad ich znaczeniem w wypracowaniu postawy nadziei, skoro mają do niej prowadzić kontemplacja i wspólnotowe rytuały. Literatura zdaje się być bardzo blisko obu praktyk.

LITERATURA:

Sikora A.: „Kilka frazesów Byung-Chul Hana”. „Dwutygodnik” 2024, nr 381. https://www.dwutygodnik.com/artykul/11168-kilka-frazesow-byung-chul-hana.html.
Byung-Chul Han: „Duch nadziei i inne eseje”. Przeł. Rafał Pokrywka. Wydawnictwo Krytyki Politycznej. Warszawa 2025.