ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (494) / 2024

Kamila Czaja,

KAŻDY ŚWIAT MA DWA KOŃCE (PIOTR KOFTA: 'LEJEK [WARIACJE]')

A A A
Słuchanie wywiadów z Piotrem Koftą wokół jego nowej książki to ciekawy przyczynek do rozważań z zakresu socjologii literatury. Niemal dwadzieścia lat po poprzednich tomach („Piękne wieczory” z 2004, rok późniejsza „Bura małpa”) i po epizodach prozatorskich sprzed dekady w nieistniejącej już „Chimerze” autor wraca zbiorem „Lejek (wariacje)”. Tyle że od lat kojarzony jest przede wszystkim jako, niepobłażliwy, krytyk literacki. I chociaż twierdzi: „zawsze się czułem pisarzem, który się zajmuje czymś innym” (polskieradio.pl), to od rozpoznawalnej roli trudno uciec, a sporo miejsca w rozmowach o nowej książce poświęcono temu byciu po drugiej stronie czy wręcz pewnej „niezręczności”, z którą zmagają się koledzy i koleżanki, mając oceniać twórczość literacką właśnie Piotra Kofty. Całkiem zabawne są też próby „wyciagnięcia” od autora jak najgłębszych autointerpretacji, przed czym autor się broni, mimo że na co dzień to on jest „wyciągającym” – tylko o cudzym, jak się dość chyba spodziewanie przekonuje, mówić łatwej. To jednak zaledwie, frapujący, ale drugoplanowy, kontekst niedawno wydanej książki, a że sama znam Koftę wyłącznie z eteru, z wygłaszanych fantastycznym głosem recenzji literackich nowości, to niezręczność przy przyglądaniu się jego prozie mnie jakoś szczególnie nie dotyka i mogę się bez obciążeń zająć bohaterami pierwszoplanowymi: samymi opowiadaniami z „Lejka”.

Kofta, chociaż nieraz próbuje się w rozmowach – w tym samym Polskim Radiu, w którym zajmuje się sensami cudzej prozy – „wyślizgnąć” pytaniom o sensy, zapewniając, że chce zostawić przestrzeń czytelnikom i czytelniczkom, ostatecznie sporo i z dużą samoświadomością o swojej prozie mówi. I sam proponuje najtrafniejsze chyba „zaklasyfikowanie” tych „wariacji”: „Baśnie funeralne z domieszką fobii społecznej i ogólnej dezorientacji” (facebook.pl). Aż trudno do tego coś dodać (i może właśnie to jest prawdziwy problem w krytycznoliterackim spotkaniu z literaturą krytyka?), ale mimo wszystko spróbuję.

Moją główną myślą już po paru stronach było to, że dawno nie czytałam nowej polskiej prozy tak, i nie jest to zarzut, niedzisiejszej. Lektura Kofty dobitnie przypomniała mi wrażenie, które towarzyszy i innym moim lekturom, ale niekoniecznie zawsze je tak mocno werbalizuję: to, na co trafiam najczęściej w rodzimej najnowszej prozie „niegatunkowej”, to lingwistyczne akrobacje i kondensacje, które skomplikowaną językową formą podają treści zaangażowane – jeśli nie aż „społecznie”, „politycznie”, to poprzez wrzucanie bohaterów i bohaterki w sytuacje polską/światową doraźną kondycją determinowane, wymuszające zmierzenie się ze światem. Tutaj – niejako odwrotnie. Kofta, przy całej stylistycznej biegłości, nie komplikuje jakoś szczególnie języka, a od bieżących wyzwań się odwraca. Zamiast świata stawiającego postaciom wyzwanie wybiera wrzucenie ludzi w dylematy zaświatowe. Niepozbawione szczegółowych charakterystyk, kontekstów kulturowych, literackich, muzycznych (Motörhead!), ale na tle dominujących tendencji – zaskakująco ponadczasowe w (nad)realiach. Autor potwierdza zresztą celowy wybór takiej drogi: „We współczesnej literaturze mamy położony nacisk na realizm, aktualność społeczną, rozmaite autofikcje, silny związek z rzeczywistością. Skoro wszyscy to robią, to ja już nie muszę” (jedynka.polskieradio.pl). Wymaga to od czytających przestawienia się na nowo na to, co wszak nienowe, ale ostatnio nieco marginesowe. A przestawić się warto.

Bohater opowiadania „Rośnie cisza wokół mnie” wyznaje: „Zajmowałem się pisaniem, ale to, co napisałem, zwykle przypominało kurczaka z przemysłowej hodowli: wyglądało identycznie jak miliard innych kurczaków i nie umiało latać” (s. 190). Ta gorzka diagnoza nie dotyczy prozy Kofty. Oczywiście można wskazać, co w kilku przypadkach sam autor czyni, wpływy. Pisarz opowiedział Łukaszowi Wojtusikowi sporo o inspiracjach czeskich (zob. youtube.com), mnie cały czas chodził po głowie Kurt Vonnegut (najwyraźniej dzielę to skojarzenie z Jakubem Demiańczukiem [zob. polityka.com]), ale nie mogłam też przestać myśleć o… Astrid Lindgren, może ze względu na wspomnianą przez pisarza baśniowość, wyczuwając pokrewieństwo moich ulubionych fragmentów „Lejka” z „Braćmi Lwie Serce” (w wersji dla mocno dorosłych dzieci). I pewnie takie cudze ślady i czytelnicze asocjacje można by mnożyć, ale to po prostu unoszący się nad „Lejkiem” intertekstualny duch literatury. Czy też – kurczak. Jednak ani tych „kurczaków” nie jest aż tak wiele, ani nie ma mowy o identyczności. A na dodatek się wznoszą.

Gdybym miała na coś trochę ponarzekać, to nie na słabą selekcję istniejących wzorów, a na selekcję samych tekstów. Autor celowo nie włączył do zbioru opowiadań „stricte realistycznych” (zob. polskieradio.pl), co na pewno było dobrym pomysłem służącym spójności tomu, ale ja chyba poszłabym z tym zawężeniem kryteriów dalej. Tak, teksty w „Lejku” łączy powracanie miejsc, wątków, klimat, postaci zawieszone między bytem i niebytem, z zatartą przeszłością albo z przeszłością, której ciągi dalsze poszły „nie tak”. I nie, nie twierdzę, że opowiadania, których bym nie włączała, są słabe, bo takich tu nie dostrzegam. „Krowa na szczycie pagórka” zaczynająca się od imprezy wczesnych lat 90., a kończąca się zgliszczami. Metaliterackie „Piszę opowiadanie o Bułgarach” (o prześladującym niespełnionym opowiadaniu splątanym z niespełnioną miłością), zawierające jedną z celniejszych diagnoz wielu zaludniających ten tom ludzi: „Właściwie niemal wszędzie tak się czuję w obecności innych ludzi: zbędny, nadliczbowy, przytrzaśnięty, wprowadzony w błąd” (s. 103) – później zresztą podobne znajdziemy w opowiadaniu „Rośnie cisza wokół mnie”: „Jak przystało na osobę z gruntu przeciętną, wybrałem trasę monotonną i asekurancką” (s. 131), „Bycie mną nigdy nie należało do wybitnych przyjemności (…)” (s. 168), autoironiczna reakcja na komplement od kobiety: „Masz superbrodę, a w oczach ciągle wyraz nieskończonego zdziwienia” brzmiąca: „Nie ona pierwsza pomyliła zdziwienie z przerażeniem” (s. 181). Nieco dla mnie pratchettowski (nawet jeśli rozmawiającym z Koftą radiowcom kojarzy się też bohemistyczne) „Kot Kłopot”, gdzie tytułowy kot ma problem z metafizyką – czy raczej metafizyka ma kłopot z nim. „Pokój nr 282” wiążący samobójstwo i specyficzną delegację. „B.” o dość żałośnie utraconej szansie na reinkarnację… Nie wszystkie pięć do mnie tak samo trafia, ale trudno im odmówić zalet. Po prostu, już w trakcie lektury, a jeszcze mocniej po niej, wyobraziłam sobie ten zestaw na przykład w kolejnym zbiorze, a „Lejek” jako – wtedy faktycznie nie „tylko” doceniony, ale wręcz rzucający na kolana – układ trzech zaledwie tekstów: dwóch długich i średniego pomiędzy nimi.

Zacznę od „pomiędzy”. „Dwie wersje tej samej historii”, to dwa finały eschatologicznej wyprawy z pośrednikiem przez pewien most. W inspirowanej Danilo Kišem (zob. polskieradio.pl) opowieści znajdzie się miejsce dla diagnozy, która dotyczyć może postaci z reszty „Lejka”: „z pamięcią nie jest u mnie najlepiej, dysponuję za to całym mnóstwem wrażeń” (s. 87), i dla kpiny z urządzenia świata i „zaświata”: „Krążą więc plotki i pogłoski, że to wszystko spektakl zaaranżowany po to, by przez ucho igielne jak zwykle przeszli ci, co decydowali o jego średnicy” (s. 88). Byłby to znakomity łącznik między zdecydowanie najdłuższymi w tomie – a moim zdaniem równocześnie zdecydowanie w nim najlepszymi – opowiadaniami „Poniżej słów” i „Rośnie cisza wokół mnie”. Jedno jest trzecioosobowe, drugie pierwszo-, ale poza tym to pod wieloma względami „dwie wersje tej samej historii”, przeglądające się w sobie duetami bohaterów, odludnym liminalnym miejscem, odkryciem miłości w sytuacji ekstremalnej, a nawet powracającą frazą o niemożności mówienie o czymś, czego się nie pojmuje: „Jakbyś próbował komuś wyjaśnić, czym jest woda, ale miał do dyspozycji jedynie cegły” (s. 49, 197). W „Poniżej słów” znajdziemy przy okazji urzędowy absurd, a w „Rośnie…” rewelacyjną warstwę międzykulturową (Kofta stworzył społeczność Gāk z jej historią, religią, cechami narodowymi, poezją). Te dwa teksty tak intensywnie działają, tak intensywnie ze sobą rozmawiają, że wypychają pozostałe, poza postulowanym przeze mnie łącznikiem. Stąd wizja potencjalnego tomu krótszego, może dla Kofty zbyt nieznośnie symetrycznego, „uszytego” zbyt precyzyjnie, ale moim zdaniem jeszcze lepszego od tego, co – już tak dobre – dostaliśmy.

W dwóch obszernych tekstach znajdziemy w rozbudowanej, angażującej formie to, co najbardziej u Kofty imponuje. Świadomość, że „[k]pina bywa pożyteczna dla psychiki, ale poznawczo gówno daje” (s. 164) przy równoczesnym jej stosowaniu: „W istocie, chcąc nie chcąc, zlądowałem w położeniu przeciętnego wyznawcy dowolnej religii: byłem niedoinformowany, za to zadowolony” (s. 205). Fenomenalne zmysłowe pochwycenia – moje ulubione to: „Powietrze pachniało wilgotnym papierem i było ciepłe jak herbata, do której się wraca po dwóch kwadransach nieuwagi” (s. 69) – i celne ujęcia natury ludzkiej „Był to wszelako błąd z gatunku tych, które stanowią jedyną znośną alternatywę dla innych błędów” (s. 93).

„Czasami przytłaczają cię różnorodne możliwości wyboru, a czasami życie zaczyna przypominać lejek” (s. 206). Przy selekcji tekstów wobec wciąż różnorodnych (mimo że konsekwentnie nierealistycznych) możliwości ja optowałabym za węższym lejkiem. Co nie zmienia mojego przekonania, że i w tym kształcie to naprawdę godny uwagi tom o różnych wariantach/wariacjach końca. Wbrew słowom z otwierającego opowiadania dowodzący, że to nieprawda, że „[z]gliszcza jak zgliszcza, wszystkie wyglądają mniej więcej tak samo” (s. 17). Otóż nie, można im nadać zaskakujący kształt. Przy pomocy lejka. Żeby nie wyglądały jak inne kurczaki.

LITERATURA:

„#171 Piotr Kofta. »Lejek (wariacje)« i historie różnych końców”. https://www.youtube.com/watch?v=jRV4AzI5SPk.

Facebook – profil Piotra Kofty. https://www.facebook.com/piotr.kofta.5/posts/pfbid0QqfCVAAbo9EUtvGwScNz4gHNaWF6XmyhyqSqP7B5Xz7MqjXgPGe3FnpMQ5mdbgfpl.

„Lektury pod chmury. »Polityka« podpowiada, co przeczytać w wakacje”. https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kultura/2260887,1,lektury-pod-chmury-polityka-podpowiada-co-przeczytac-w-wakacje.read.

„Piotr Kofta – »Lejek (Wariacje)«. Surrealistyczne spojrzenie na świat”. https://jedynka.polskieradio.pl/artykul/3387697,Piotr-Kofta---Lejek-(Wariacje)-Surrealistyczne-spojrzenie-na-%C5%9Bwiat.

„Piotr Kofta: zawsze czułem się pisarzem, który zajmuje się czymś innym”. https://www.polskieradio.pl/8/3664/Artykul/3396532,piotr-kofta-zawsze-czulem-sie-pisarzem-ktory-zajmuje-sie-czyms-innym.
Piotr Kofta: „Lejek (wariacje)”. Nisza. Warszawa 2024.