ISSN 2658-1086
Wydanie bieżące

15 lipca 14 (494) / 2024

Natalia Zientek,

OPOWIEŚĆ O PEWNYM BOHATERZE, ALE JEST ICH KILKU (SZCZEPAN TWARDOCH: 'POWIEDZMY, ŻE PIONTEK')

A A A
Co wspólnego mają ze sobą górnictwo i żeglarstwo? Pozornie nic, jednak po dłuższej analizie okaże się, że całkiem sporo. Pójdźmy zatem o krok dalej – co wspólnego mają emerytowany górnik, żołnierz kolonizujący Afrykę i sobowtór dyktatora? Po przeczytaniu „Powiedzmy, że Piontek” Szczepana Twardocha wygląda na to, że i nic, i wszystko, dlatego, że każdy z tych bohaterów jest tytułowym Erwinem Piontkiem.

Narracja powieści budowana jest początkowo bardzo nostalgicznie. Autor z czułością opowiada historię 73-letniego górnika, który wciąż łapie się na porannym wstawaniu do pracy, chociaż jest już na pyndzyji. Mimo że kopalnia to jego całe życie, jest bowiem zasłużonym górnikiem, to serce Erwina nie należy ani do gruby, ani do żony Mariki. Bohater kocha żeglować, a miłość do żeglugi towarzyszy mu od nastoletnich lat. Połączenie morza z górnictwem jest pozornie sprzeczne, tak odległe jak północ i południe Polski. W rzeczy samej w obu przypadkach zagląda się do głębin, a im niżej się schodzi, tym jest ciemniej i więcej rzeczy nieodkrytych.

Bohater zdobywa się na porywczość, zabiera swoje oszczędności, kupuje jacht „Iskra” i postanawia opłynąć świat, mimo że łódka nie ma silnika. Nazwa jachtu nie jest przypadkowa, stanowi podsumowanie mobilizacji bohatera. Ma się wrażenie, że autor chce wypuścić swojego bohatera, lecz to nieskrępowane spełnianie marzeń jest tylko pozorne. Zamiast podróży dookoła świata, Piontek odbywa ją po Zalewie Rybnickim. Bohater w rzeczy samej nie może się od Śląska uwolnić, bo jest on jego częścią.

W powieści można zaobserwować mechanizm współczesnego zdobywania popularności, która szybko przychodzi i równie prędko znika. Dziadek staje się fenomenem TikToka, influencerzy przyjeżdżają nad Zalew, by zrobić sobie z nim zdjęcie, a dziennikarze, by nakręcić materiał. Ta „część” powieści traktuje o marzeniach, o porywczości, która może ujawnić się na starość. Ostatecznie podróż sprowadza się jedynie do wyobraźni bohatera. Dlaczego „ta część”? Ponieważ Erwin Piontek wcale nie musi być tym Erwinem Piontkiem, emerytowanym górnikiem. Jako autorzy decydujemy o losach naszych wykreowanych postaci. Powiedzmy, że…

W kolejnej części Erwin jest Niemcem, który walczy w Afryce w szeregach armii Cesarstwa Niemieckiego i kolonizuje zachodnią część kontynentu. Jest XIX wiek. Podczas swojej działalności spotyka Hendrika Witbooi – bohatera narodowego Namibii – i zaczyna mu towarzyszyć. To całkiem inny Piontek – mówi po niemiecku, czasem trochę po śląsku, poniża swoją czarnoskórą żonę, a z córkami nie tworzy żadnej rodzicielskiej relacji. Gdy trzeba, używa przemocy, której sam w młodości doświadczył. Następnie powiedzmy, że…

Jest 2028 rok, a Polska nie jest już republiką parlamentarną, tylko Ludowym Państwem Polskim. Erwin staje się sobowtórem Naczelnika Zenona Wilka, by wyręczać go podczas wystąpień publicznych. Powyższe historie nie są podkreślone za pomocą jakiegokolwiek systemu dzielącego tekst na części czy rozdziały. Czytelnik ma zatem wrażenie, że chociaż fabuła zmienia się diametralnie, to wciąż stanowi jedną opowieść. Ciekawy jest sposób, w jaki Erwin Piontek modyfikuje swoją rzeczywistość, lub raczej jak autor manewruje jego losami. Za każdym razem biały sum wyłania się z głębin i ukierunkowuje fabułę zupełnie gdzie indziej, raz ciągnąc jacht i krzycząc do bohatera po śląsku, później opływając Erwina spacerującego po dnie rzeki. Ryba to jego przyjaciel i morski potwór z ciemnych odmętów.

Sporo w tej powieści, nie tylko w pierwszej „części”, nawiązań akwatycznych. Autor sprawnie żongluje wątkami dotyczącymi żeglarstwa, ale też języka śląskiego i szeroko pojmowanej śląskości, polityki, doświadczeń wojennych, kreśli w całkiem przekonywujący sposób drzewo genealogiczne bohatera-narratora. Kto czytał poprzednie książki Twardocha, odnajdzie również nazwiska bohaterów Dracha” czy „Pokory”. Te wzajemnie uzupełniające się dygresje sprawiają, że czytelnik jest w stanie odnaleźć się w siatce informacji i poukładać je tak, by stworzyły sensowną całość.

Można zaryzykować stwierdzenie, że ton narracji przypomina gawędę. Tak jakby autor wymyślał postacie na bieżąco, na potrzeby opowieści. Powtarzające się tytułowe sformułowanie Powiedzmy…” podkreśla to, co się wydarza, nie jest realne i zależy od fantazji twórcy. Choć powieść jest tylko kreacją, nierealnym światem przedstawionym, to pojawiają się w niej imię i nazwisko autora, jego historia rodzinna, wspomnienia oraz deklaracja rzekomego pokrewieństwa z Piontkiem. Niejednokrotnie narrator sam trochę zbacza z głównej ścieżki fabularnej i przedstawia własne przemyślenia. W dygresyjny sposób zaczyna rozmawiać z wykreowanym bohaterem, a ten dostaje olśnienia – ktoś tą historią steruje i wkłada Erwinowi w usta kolejne opowieści. Pod koniec drugiej części Piontek zaczyna się buntować, pragnąc samodzielnie opowiedzieć swoją historię. Rozpoczyna się fascynująca polemika na linii autor-bohater. Nie brakuje w niej kłótni, zarzutów i wzajemnych pretensji oraz humoru. Wreszcie autor postanawia uwolnić swojego bohatera, daje mu pełną swobodę twórczą, chociaż i tak wiadomo, że to niemożliwe, gdyż postać należy do artysty.

Powieść to inteligentna gra z czytelnikiem, ale również z bohaterem. Twardoch zaprasza do dyskusji nad naszym jestestwem. Czy jesteśmy niewolnikami okoliczności i to one nas w pełni kształtują? A może jesteśmy w stanie oprzeć się realiom i być takimi, jakimi chcemy, bez względu na obiektywną rzeczywistość?
Szczepan Twardoch: Powiedzmy, że Piontek”. Wydawnictwo Literackie. Kraków 2024.